niedziela, 29 grudnia 2019

BUCIKI ROZMIAR 17 NIGDY NIE NOSZONE


Kolejny dzień. Nowy dzień. Jest jeszcze tyle możliwości! Publikuję ćwiczenie numer pięć. Dziś będzie trochę dialogów i narracji w trzeciej osobie. Narracja tak pojęta sprawia, że świat przedstawiony buduje mi się łatwiej, że wątki fabularne nabierają innego wyrazu. Ćwiczenie podzielone jest na dwie różne wypowiedzi – mniej lub bardziej związane z tematem. Poruszam też temat zakazany. Mówię o nim – można by pomyśleć – z entuzjazmem. I owszem, chwalę palących, acz sobie nie chcę komplikować życia i jestem wolny od tejże przypadłości. Chciałem by wypowiedzi miały zamkniętą całościowo treść – dlatego dramatyczne zakończenie w pierwszej i nagłe, jak uderzenie pioruna w Balladynę.

Mała Mimi oglądała przez szybę wystawy sklepowej śliczne trzewiki. Były w jej rozmiarze – dokładnie 17. Mimi kończy dzisiaj siedem lat i bardzo chce dostać je w prezencie. Uśmiecha się machając rączką do pani ze sklepu.
  • Dzień dobry – krzyczy Mimi
Pani ze sklepu wychodzi przed próg i odpowiada:
  • Dzień dobry Mimi, co tak wpatrujesz się w wystawę mojego sklepu?
  • Bo dziś są moje urodziny i mama wie, że chcę te buciki.
  • Tak, są bardzo ładne i na dłużej. Są nigdy nie noszone.
  • Właśnie tak! Będę miała nowe buciki. Mama wracając z pracy na pewno je kupi.
  • To świetnie Mimi, a o której Twoja mama wraca z pracy.
  • Po piętnastej.
  • Jest dopiero jedenasta. Będziesz tu czekać cztery godziny Mimi?
  • Nie proszę pani, chociaż to moje urodziny to muszę poobierać i ugotować ziemniaki.
  • Więc nie zapomnij posolić wody. A co macie do ziemniaków?
  • Rybę, mama specjalnie ją usmażyła, bo wie, że gdy jem rybę czuję się kochana.
  • Ach, rozumiem.
  • Do widzenia proszę pani mój rozmiar to 17.
  • Do widzenia – czekam na Twoją mamę Mimi.
Mimi wróciła do domu, a gdy okazało się, że mama kupiła sukienkę, a nie buty – Mimi umarła.

Buciki rozmiar 17 nigdy nie noszone.
  • Dobra mamo takie kupię.
Wyszedł na ganek domu i dało się słyszeć charakterystyczne pyknięcie zapalniczki elektryczno-gazowej. Odpalał lolka wychodząc.
„Żebym tylko nie zapomniał po co idę” - myślał Jarek zaciągając się fioletowym dymem z marihuany. „Posadziłem w tym roku kilka drzewek na ogrodzie, mama się zgodziła, a sąsiadów pozdrawiam. To młode drzewka w wielkich plastikowych donicach. Gdy przyjdzie wrzesień zbiorę obfity plon i będę palił jeszcze więcej. Ale dobra trzeba iść do sklepu, kupić te baleriny”
Chwycił prześwit wieczności między sekundami. Zdało się, że całe światy minęły w jednej chwili i zrozumiałeś początek i koniec, i wszystko, co pomiędzy. Niekiedy przez pół godziny potrafił mieć około dziesięciu prześwitów, a ostatnio trafił się trwający wyjątkowo długo. To był szereg sekund.
Dmuchnął prosto w twarz mijanego syryjskiego sąsiada dymem z marihuany.
  • Dzień dobry – rzekł Jarek
  • Dzień do-bry – sylabizując polszczyzną odpowiedział sąsiad.
Dwa bloki dalej był hipermarket z rzeczonymi balerinami. Nowymi, więc nigdy nie noszonymi, ze szczęśliwym rozmiarem 17. Jarek kupił je i przyniósł mamie najarany jak bąk.

Buty to ważna część garderoby, podobnie jak uśmiech. Najlepiej beztroski. Jednakowoż rozpisywanie się na temat obuwia nie uważam za owocne zajęcie. Można by wymyślać opowieści z takim przyczynkiem, bawić się słowem ale po co, są lepsze tematy. Nie pomyślcie, iż nie byłem rzetelny. Do następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz