wtorek, 20 stycznia 2026

STYCZNIOWY URLOP


 

Dzień dobry Czytelniku!

Piszę kolejny tekst by zapełnić tę białą tablicę. Jaką wartość miałyby słowa człowieka, który zechciałby odwołać całość swojej przeszłości i definiować kształt na nowo? Bzdura, kłamstwo, oszustwo i fałszerstwo. To pytanie niech zostanie bez odpowiedzi w najlepszym razie, a bez dokumentacji w rzeczywistości, w dzisiejszych okolicznościach. Z głębi tekstu dowiecie się czemu sformułowałem podobną treść. Demiurgia słowotwórcza ogarnia mnie na całego. Trafia mnie jak pyszne espresso z kawiarki. Chcę podzielić się wrażeniami z ostatnich tygodni.

Ogólnie trwa rozprężenie poświątecznie i jestem - na dziś dzień - na urlopie. Jednocześnie mam pewność zatrudnienia – podpisałem umowę na rok i wiem, że roboty nie zabraknie. Co dnia mogę wyżyć się do upadłego, przeznaczyć siły życiowe na jakieś pożyteczne zajęcie. Rozprężenie ponad dwutygodniowe od Wigilii, przez Nowy Rok do święta Trzech Króli. Pracuję w kratkę, ale – oczywiście – rzetelnie i uczciwie, aż idzie mi w pięty. Gimnastyka sześcioipółgodzinna.

Kupiłem karty Tarota i co dnia losuję jedną, a do kart dokupiłem dwie książki w temacie. Jedna z nich to trzysta sześćdziesiąt pięć rozkładów, na każdy dzień roku. Poobiednia kawa towarzyszy wróżbom albo podsumowaniom magicznym dni. Rzeczywiście widzę w tym sens, a – myślę – wraz ze stażem używania ich, urośnie moja wiedza i doświadczenie, wnioski wysnuję łatwiej i lepiej zrozumiem konkluzje. Obrazki trafiają mi do przekonania. Poza tym to fajna zabawa, pobudzająca kreatywność. Gra o los i przeznaczenie…

Muzyka leci prawie nieustająco NOTHING MORE i FROM ASHES TO NEW oraz FALLING IN REVERSE bardzo mi się spodobały, przypadły do gustu. Poza tym PAPA ROACH i HOLLYWOOD UNDEAD z pasją słucham. Okolice tych klimatów to moja ścieżka muzyczna. A dziś odpaliłem SEETHER – brzmią świetnie.

Redaguję eseje po raz drugi i ta praca to redakcja ostateczna, po niej już tylko druk i publikacja. Ale raczej w pierwszej kolejności rozbuduję moje biuro, wzbogacę je o trzeci, jeszcze większy monitor i zaczep na ścianę. To za styczniową pracę, w szpitalu, wypłacanym w lutym przelewem. Muszę to przemyśleć. Myślę, że muszę to mieć, to zaktywizuje mnie do szerszych działań.

Uczę się przemilczeń, przeinaczeń, mam złamany kręgosłup moralny. Chcę mieć święty spokój, więc godzę się i nie zaprzeczam. Daję ludziom to czego chcą, mówię to, co chcieliby usłyszeć, właśnie tak. I to też moje. Dopasowuję się, subordynuję. Moja Persona gra w tę grę i chcę być w tym profesjonalistą. Płynąć z prądem, w dłoni mieć nie dnie, ale tygodnie itd… Znacie to – nie – już teraz też to potraficie, bo widzicie, że ja mogę. Tylko ilu z nas zaakceptuje złamany kręgosłup, choćby jedynie moralny…?

Zasady, procedury, algorytmy – wszystko to bardzo lubię. To punkty oparcia, trasowanie na krawędziach cięcia, nie muszę myśleć, tylko zgodnie z przepisem postąpić, kolejność zachować i mam w finale sukces. Praca staje się łatwiejsza i zyskujemy pewność jej dobrego wykonania, jeśli szło zgodnie z planem wyższych umysłów. Nagiąć się do woli rzeczącej pod jakim kątem i podającej parametry wiązania asymilacyjnego. Jak kundel przystosowuję się do środowiska, w którym przyszło mi żyć. Oczywiście z pamięcią o korzeniach i godnościach dawnych… Muszę jednak iść z duchem czasu, być elastycznym i wyszorowanym, zdezynfekowanym choćby niedrogą wodą toaletową. Lubię te rozkoszne zapachy, ulotne, nieznaczne, ale jednocześnie męskie, niedelikatne. W kolorze niebieskim, w odcieniu morskim, arktycznym, świeże i słodko-gorzkie, orzeźwiające.

Czytam dużo Stephena Kinga i Przemysława Piotrowskiego. Mistrza grozy i horroru oraz Polaka, geniusza kryminału. Pierwszy rozbebesza świadomość, szkicuje charaktery, jest pełen treści, pełen potencjału zbrodni, wykorzystujący go na tysiąc sposobów; znajomy jej objawów w najbrutalniejszych odcieniach, wczuwający się w psychikę zwyrodnienia i bestialstwa, nic co nieludzkie nie jest mu obce. Maluje obrazy bitwy i krajobrazu po niej. Używa ciekawych konceptów, zabawnych i trafionych porównań. Niczym niewyczerpana skarbnica tematów produkuje literaturę najwyższych lotów, uwielbiam wszystko co pisze Stephen King. Pan Przemek Piotrowski, poza tym, że nasze korzenie to jedno i to samo drzewo, albo któreś rosnące nieopodal, doskonale przedstawia egzystencję policjantów, funkcjonowanie aparatu prawa w jego ramieniu roboczym, działalność komisariatu i prokuratury. Tam, gdzie jest zbrodnia – są jego bohaterowie. Pierwsza linia frontu walki z przestępczością to wymiar czynności pisarskich Przemysława Piotrowskiego. Geny w naszym ciele muszą być podobne; krew ma ten sam smak. Łączy nas znacznie więcej… jeśli to możliwe. Trzymam kciuki i kibicuję młodemu jeszcze twórcy, dam wsparcie na najwyższym pułapie. Otworzę moje kufry dla Pana Piotrowskiego, aby skosztował mojego chowu. Zaszczepię Go Magią Matrixa. Dosięgnę.

Nigdy od nikogo nie słyszę protestów. Mam metody, by zajść dokądś swoją drogą, nie potykając się i nie złorzecząc. Jestem kochankiem bogów, ich ulubieńcem, wiatry śpiewają moje imię, szepcą je wiosenne liście na drzewach. Symfonia dźwięków wygrywa hałasem tysiąca instrumentów. Sączy się to przez ucho jak z kroplówki, jak przyjemna trucizna w dawce agonalnej, przerwanej tuż przed finałem. W ostatniej chwili zatamowaną podażą. Już widziałeś światełko u końca tunelu, a teraz wszystko co znasz wraca we mgle rozkoszy… I rozcieńczasz dzień w słodyczy i lepkości coli, w jej karmelowej nucie. Kodujesz schemat w szarpnięciach i drgnięciach struny gitarowej. Regulujesz zakres rytmem serca, jego przyspieszonym tempem. I śpiewasz – jaki piękny świat. Optymizm jest arcyważny, to jak promyki słońca ogrzewające Twoje dłonie. Jak pomyślna wiadomość w sprawie życiowego przedsięwzięcia. Jak kolejny miniony kamień milowy. Życie w oderwaniu od pracy ma dla mnie inny smak. Wiem, że praca jest i wolne trzeba wykorzystać dla GEORGE247LABEL na pełny etat w czasie urlopu i w weekendy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz