Dzień
dobry Czytelniku!
Piszę
kolejny tekst by zapełnić tę białą tablicę. Jaką wartość miałyby słowa
człowieka, który zechciałby odwołać całość swojej przeszłości i definiować
kształt na nowo? Bzdura, kłamstwo, oszustwo i fałszerstwo. To pytanie niech
zostanie bez odpowiedzi w najlepszym razie, a bez dokumentacji w rzeczywistości,
w dzisiejszych okolicznościach. Z głębi tekstu dowiecie się czemu sformułowałem
podobną treść. Demiurgia słowotwórcza ogarnia mnie na całego. Trafia mnie jak
pyszne espresso z kawiarki. Chcę podzielić się wrażeniami z ostatnich tygodni.
Ogólnie
trwa rozprężenie poświątecznie i jestem - na dziś dzień - na urlopie. Jednocześnie
mam pewność zatrudnienia – podpisałem umowę na rok i wiem, że roboty nie
zabraknie. Co dnia mogę wyżyć się do upadłego, przeznaczyć siły życiowe na
jakieś pożyteczne zajęcie. Rozprężenie ponad dwutygodniowe od Wigilii, przez
Nowy Rok do święta Trzech Króli. Pracuję w kratkę, ale – oczywiście – rzetelnie
i uczciwie, aż idzie mi w pięty. Gimnastyka sześcioipółgodzinna.
Kupiłem
karty Tarota i co dnia losuję jedną, a do kart dokupiłem dwie książki w temacie.
Jedna z nich to trzysta sześćdziesiąt pięć rozkładów, na każdy dzień roku. Poobiednia
kawa towarzyszy wróżbom albo podsumowaniom magicznym dni. Rzeczywiście widzę w
tym sens, a – myślę – wraz ze stażem używania ich, urośnie moja wiedza i
doświadczenie, wnioski wysnuję łatwiej i lepiej zrozumiem konkluzje. Obrazki trafiają
mi do przekonania. Poza tym to fajna zabawa, pobudzająca kreatywność. Gra o los
i przeznaczenie…
Muzyka
leci prawie nieustająco NOTHING MORE i FROM ASHES TO NEW oraz FALLING IN
REVERSE bardzo mi się spodobały, przypadły do gustu. Poza tym PAPA ROACH i
HOLLYWOOD UNDEAD z pasją słucham. Okolice tych klimatów to moja ścieżka
muzyczna. A dziś odpaliłem SEETHER – brzmią świetnie.
Redaguję
eseje po raz drugi i ta praca to redakcja ostateczna, po niej już tylko druk i
publikacja. Ale raczej w pierwszej kolejności rozbuduję moje biuro, wzbogacę je
o trzeci, jeszcze większy monitor i zaczep na ścianę. To za styczniową pracę, w
szpitalu, wypłacanym w lutym przelewem. Muszę to przemyśleć. Myślę, że muszę to
mieć, to zaktywizuje mnie do szerszych działań.
Uczę
się przemilczeń, przeinaczeń, mam złamany kręgosłup moralny. Chcę mieć święty
spokój, więc godzę się i nie zaprzeczam. Daję ludziom to czego chcą, mówię to,
co chcieliby usłyszeć, właśnie tak. I to też moje. Dopasowuję się, subordynuję.
Moja Persona gra w tę grę i chcę być w tym profesjonalistą. Płynąć z prądem, w
dłoni mieć nie dnie, ale tygodnie itd… Znacie to – nie – już teraz też to
potraficie, bo widzicie, że ja mogę. Tylko ilu z nas zaakceptuje złamany
kręgosłup, choćby jedynie moralny…?
Zasady,
procedury, algorytmy – wszystko to bardzo lubię. To punkty oparcia, trasowanie
na krawędziach cięcia, nie muszę myśleć, tylko zgodnie z przepisem postąpić,
kolejność zachować i mam w finale sukces. Praca staje się łatwiejsza i
zyskujemy pewność jej dobrego wykonania, jeśli szło zgodnie z planem wyższych
umysłów. Nagiąć się do woli rzeczącej pod jakim kątem i podającej parametry
wiązania asymilacyjnego. Jak kundel przystosowuję się do środowiska, w którym
przyszło mi żyć. Oczywiście z pamięcią o korzeniach i godnościach dawnych…
Muszę jednak iść z duchem czasu, być elastycznym i wyszorowanym, zdezynfekowanym
choćby niedrogą wodą toaletową. Lubię te rozkoszne zapachy, ulotne, nieznaczne,
ale jednocześnie męskie, niedelikatne. W kolorze niebieskim, w odcieniu
morskim, arktycznym, świeże i słodko-gorzkie, orzeźwiające.
Czytam
dużo Stephena Kinga i Przemysława Piotrowskiego. Mistrza grozy i horroru oraz
Polaka, geniusza kryminału. Pierwszy rozbebesza świadomość, szkicuje
charaktery, jest pełen treści, pełen potencjału zbrodni, wykorzystujący go na
tysiąc sposobów; znajomy jej objawów w najbrutalniejszych odcieniach,
wczuwający się w psychikę zwyrodnienia i bestialstwa, nic co nieludzkie nie
jest mu obce. Maluje obrazy bitwy i krajobrazu po niej. Używa ciekawych
konceptów, zabawnych i trafionych porównań. Niczym niewyczerpana skarbnica
tematów produkuje literaturę najwyższych lotów, uwielbiam wszystko co pisze
Stephen King. Pan Przemek Piotrowski, poza tym, że nasze korzenie to jedno i to
samo drzewo, albo któreś rosnące nieopodal, doskonale przedstawia egzystencję
policjantów, funkcjonowanie aparatu prawa w jego ramieniu roboczym, działalność
komisariatu i prokuratury. Tam, gdzie jest zbrodnia – są jego bohaterowie.
Pierwsza linia frontu walki z przestępczością to wymiar czynności pisarskich Przemysława
Piotrowskiego. Geny w naszym ciele muszą być podobne; krew ma ten sam smak.
Łączy nas znacznie więcej… jeśli to możliwe. Trzymam kciuki i kibicuję młodemu
jeszcze twórcy, dam wsparcie na najwyższym pułapie. Otworzę moje kufry dla Pana
Piotrowskiego, aby skosztował mojego chowu. Zaszczepię Go Magią Matrixa.
Dosięgnę.
Nigdy
od nikogo nie słyszę protestów. Mam metody, by zajść dokądś swoją drogą, nie
potykając się i nie złorzecząc. Jestem kochankiem bogów, ich ulubieńcem, wiatry
śpiewają moje imię, szepcą je wiosenne liście na drzewach. Symfonia dźwięków
wygrywa hałasem tysiąca instrumentów. Sączy się to przez ucho jak z kroplówki,
jak przyjemna trucizna w dawce agonalnej, przerwanej tuż przed finałem. W
ostatniej chwili zatamowaną podażą. Już widziałeś światełko u końca tunelu, a
teraz wszystko co znasz wraca we mgle rozkoszy… I rozcieńczasz dzień w słodyczy
i lepkości coli, w jej karmelowej nucie. Kodujesz schemat w szarpnięciach i
drgnięciach struny gitarowej. Regulujesz zakres rytmem serca, jego
przyspieszonym tempem. I śpiewasz – jaki piękny świat. Optymizm jest arcyważny,
to jak promyki słońca ogrzewające Twoje dłonie. Jak pomyślna wiadomość w sprawie
życiowego przedsięwzięcia. Jak kolejny miniony kamień milowy. Życie w oderwaniu
od pracy ma dla mnie inny smak. Wiem, że praca jest i wolne trzeba wykorzystać
dla GEORGE247LABEL na pełny etat w czasie urlopu i w weekendy…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz