sobota, 8 lutego 2025

6. PRZYJAŹŃ I MIŁOŚĆ

 Dzień dobry Czytelniku...

Dziś szóste przykazanie Walecznego Orła, zakonnika, szósty aksjomat, prawda niepodważalna: Przyjaźń i Miłość. To co w nas najpiękniejszego. Nie bez powodu Przyjaźń stoi pierwsza. Jej jurysdykcja mieści się w ramach rozumu, to szerszy zbiór pojęciowy, Miłość natomiast ulega wpływom serca, z jego pobudek podejmuje przedsięwzięcia. Nie ma w Przyjaźni wielu delikatnych emocji, tych negatywnych emocji, może wątpliwości, jakie rodzą się w mroku Miłości, w jej drżeniu, gdy oczekujesz, gdy jesteś daleko, gdy na dłużej zostałeś sam. Miłość ma wiele rodzajów. Pierwszą ma się dla rodziców, drugą dla rodzeństwa, a zupełnie wyjątkową dla Jednej Jedynej. Wybranki twego serca, kobiety z obcego domu, z którą chcesz budować przyszłość, dzielić resztę życia. Miłość do żony, do matki Twoich dzieci (dla których ma się jeszcze inną miłość, innymi oczami patrzymy na własne potomstwo), doprawdy - tak niewiele o tym wiem, ale co może się nie powieść, gdy jesteś zakochany. Musiałbym niczym ksiądz pouczać, prawić o rzeczach, o których nie mam pojęcia, żadnego doświadczenia, za oparcie mieć jedynie książki czy filmy, lub jeszcze relacje oraz obserwacje osób trzecich, spotkanych wśród zajęć codzienności, widzianych na ulicy, czy przy jakiejś okazji.

Oba te bliźniaczo złączone przykazania: Przyjaźń i Miłość. Zaprawdę - tak mało jest tych uczuć na świecie. Prawdziwych, nie opartych o zysk czy władzę, nie karmionych fałszem i obłudą. A z drugiej strony jest ich mnóstwo, przecież tyle małżeństw się skojarzyło, a bary czy knajpy rozbrzmiewają co wieczór towarzyskim gwarem. Dzieci są dowodem, owocami Miłości, a wszelkiego rodzaju imprezy rodzą się z powodu Przyjaźni ludzkiej. Wiem na pewno, że trzeba być samemu sobie przyjacielem. Są bowiem rzeczy, których sam sobie nie wybaczysz, jedynie przyjaciel jest do tego zdolny. Trzeba więc być przyjacielem dla siebie, by bez brzemienia winy podążać ścieżką wieczności “przed”; by móc patrzeć w przyszłość nie okrytą cieniem przeszłości, by widzieć jej naturalne kolory. Przyjaźń to rzecz bez interesu.

Nie ma w moim życiu ani Miłości ani Przyjaźni, w czystej formie; w oparciu o Rodzinę owszem, jedynie tak. Ale chcę wiedzieć czym są te dwa fenomeny, dlatego zdefiniowałem je pomniejszymi zasadami. Rozczłonkowałem najwnikliwiej, bo aż na dziewięć podpunktów.

Szczerość - pisałem o tym szeroko w jednym z esejów. To siła, czystość, wolność. Musisz wieść życie w rygorze, w szorstkości prawdy, twardo słać swoje łoże. Nie zbaczać z kursu, jakim podążasz z partnerką, czy nie wycofywać się z umów, jakie zawarłeś z braćmi. Kłamstwo niweczy przedsięwzięcia, doprowadza do kolizji i niepożądanych zderzeń. Szczerość - chociażby brutalna - to spoiwo dwu wzniosłych uczuć jakie obrałem za temat tejże rozprawki.

Jedna Jedyna, wymarzona, ze snu dziewczyna, różana królewna somnambuliczna. O swobodnym kroku i lekkiej powiece. Blask i głębia jej szafirowych oczu sprawiają, że tonę szczęśliwy. Że wznoszę się na niedosięgłe pułapy onirycznych wizji, gdzie lecę szczęśliwy. Jej usta, nosek, włosy - jej ciało - to bóstwo z mojego ołtarzyku. Jej mądrość, wszechobywatelskie pojęcie na sprawy teraźniejsze, tak jasno formułujące tezy oparte o najsilniejsze argumenty, którym finalnie nie chcemy przecież zaprzeczyć. Precyzja w docieraniu do meritum, prostoduszność obejścia. Jej poczucie humoru, nicponiowate sowizdrzalstwo jakim rozrywa szarość dnia powszedniego. Ona nazywa to, co mi wymyka się z rąk. Jej trzeźwe spojrzenie na obowiązki. Cokolwiek bym powiedział poetyckiego - Ona tam jest: Jedna Jedyna.

Zaufanie, drogi towar, deficytowy. Tato mi rzekł, zapytany: komu ufać? - “Nikomu!”. Dopiero wonczas powróciliśmy do siebie. Ja mawiałem: ufam tylko sobie. Ale zobacz, zrozum: gdy chcesz Miłości i Przyjaźni, musisz szukać oparcia w zaufaniu, bo inaczej stale trzeba oglądać się za siebie. To niepotrzebna strata czasu i sił. Ja ufam - inaczej... hm... na tym fundamencie zbuduję trwalsze gmachy.

Pożądanie (gdzieś pomiędzy ciszą, sekretem i słodyczą), ogień, paliwo dla ognia, woda na młyn. Nieodparte pragnienie. It’s my birthday and I want it. Precious, My Love. Pierścienia jak mój - pożądam. To zuchwałe pokuszenie: cena i koszt to troska na później, "teraz chcę i tylko to się liczy", tak szepcze pokusa. Wiedz jednak, że zapomnienie może drogo kosztować. To niebezpieczne, bo “nie ma dobrej uczty bez jutra” (de Balzac), więc przemyśl to rozsądnie, dwa razy się zastanów, czy masz ku temu siłę, by pożądać i sięgać po obiekt owego pragnienia. Nasycanie żądzy, intymne pragnienia, zawstydzenie, przezwyciężane zakłopotanie albo zaspokajanie potrzeby, spoufalanie się poprzez imię, czyniące z cnoty dobro ogółu. “Oczywiście, że biorę”, mówił ktoś wielki, ja ujmuję to w niewdzięczny cudzysłów. Skromność tamuje mój giętki język i nie powiem tego czego nie pomyślała głowa.

Sympatia - coś co wysoko cenię. Komplementy z tego zbioru są drogie. To jakby dotykać czegoś przyjemnego. Jak głaskanie kotków, mruczących z zadowoleniem. Sympatia to jędrność, zdrowie, rumieniec rozkoszy. To pluszowy miś, albo osiołek, któremu dobrze patrzy z oczu. Coś do czego chcemy się przytulać. Miłe doznania, głębokie westchnienia. Naturalne poczucie pragnienia wspólnoty, jednoczące przyjaciół i kochanków. Objęcia troskliwych ramion, dotyk czułych dłoni, spojrzenia mówiące, że chcę i lubię.

Rodzina - też szerzej już o tym pisałem - o jej trzech rodzajach. Najważniejsi dla Ciebie ludzie. Osadzony w ich kontekście konsumujesz codzienność. Powinni Ci być najdrożsi, w ich imię mógłbyś poświęcić tak wiele. Bo chcesz i lubisz, mimo że to może drogo kosztować. Wspólna krew, podobne ideały i wartości, oceny rzeczy, wiara, wspólne wspomnienia i przyszłość. Potrzeba akceptacji, zrozumienia, miłość dla Ciebie jakim jesteś. Pomocne dłonie, rozsądne porady mieszczące się w zbiorze Twoich mniemań.

Zwolennictwo - służba pod jednoczącym Was sztandarem, coś blisko lojalności, oddanie dla Przyjaźni i Miłości. Twój głos w czyjejś sprawie, zgoda na to co postanowicie. Posłuszeństwo wobec podstawowych prawd. Stronnictwo, zaplecze, wsparcie. Grunt, na którym stoicie dzielnie; łuk, i strzały gotowe do lotu. Popierająca Twoją sprawę argumentacja. Jednakowe wnioski czerpane ze skarbca historii.

Pasja! Coś co nadaje życiu sens. Motor napędowy codziennych działań. Zabawa! Z siebie toczący się pierścień. Weselny Pierścień Pierścieni. Wszystko co cię cieszy, napełnia optymizmem, Twoja twórczość. Nie potrzebujesz popchnięcia, by zacząć to robić. Coś przy czym czas znika nie dozorowany, umyka prędzej, gdy Ciebie niesie pasja - gdzieś wysoko ponad powszedniością. Zapomnienie o troskach, wytchnienie w przyjaznej oazie, przy czystej wodzie, rozkosz rześkości południowego Zefira. Świetne uczucie jakim napełnia Cię własna działalność. Horyzonty zakreślone wyobraźnią, objęcie ich, zdefiniowanie, osadzenie w kontekście. Inwestycja czasu i sił w przynoszącą - powtórzę to - rozkosz - robotę.

Protekcja. Chronię moich ludzi. Wybiegam w przyszłość na sto lat, ogarniając przestrzeń. Poszukiwanie przyczyn w przyszłości, pytając "po co?", a nie, niewdzięcznie: "dlaczego?". Przyszłość to narodziny, to prawdziwe motywy, z których kształtuje się życie. Wszelkie kombinacje, drobne trybiki wprawiające w ruch wielkie machiny, sieci utkane z efemerycznych tkanin, przejrzystość do dna tak głębokiego, że nawet najczystsza woda go nie zdradzi (Zaratustra). Wiem, kiedy wchodzisz na ulicę, gdy pijesz drinka przez słomkę, gdy wiążesz sznurowadła. Znam smak rzeczy, które muszą nadejść. Smak nowości. Chcę byś czuł się bezpieczny Czytelniku, bo Ty też. Gdziekolwiek, jakkolwiek, cokolwiek, kimkolwiek jesteś. Błogosławiony niech będzie ten dzień, gdy wola Twoja rzeknie: “tak właśnie chciałam, tak chcieć będę”. Złapię Cię gdy upadniesz. I uniosę jeszcze wyżej, bo znam ścieżki tysiąca i jednego przeznaczenia. Obiecuję, nie zawiodę.

Mówiłem to wszystko w kontekście Przyjaźni i Miłości. Tak to czuję i rozumiem. Tak to wygląda rozszczepione przez mój pryzmat. Takimi kolorami się mieni, w tych korytach płyną moje strumienie myśli. Tak mianuję wytyczne, gdy nie umiesz zdobyć się na to sam z siebie. Mogę się mylić. To uczucia tak wzniosłe, iż przekraczają granicę interpretacji, trzeba je stale definiować, poddawać weryfikacji, bo co dnia mogą przynosić coś nowego. Mało się na tym znam, wiodąc samotniczą egzystencję. Ale rozmyślam o tym często, patrzę w tę świetlaną przepaść, w ten strop niebios przeczysty. Uczę się nazywać te uczucia. Wyrażać je w czynach, mówić o nich, dawać ich świadectwo. 

sobota, 25 stycznia 2025

ZABAWA

 Dzień dobry Czytelniku.

Czym jest zabawa? Miłym spędzaniem czasu. Rozrywką w powszednich chwilach codzienności. Rozwojem duchowym. Radosnym uniesieniem umysłu na wyżyny niedosiężne podczas pracy. Snem na jawie. Oderwaniem od rzeczywistości. Porcją nadrealizmu w szarości dnia i mroku nocy. Promieniami słońca - ożywczymi i zmieniającymi odczucia przez pryzmat optymizmu. Zajęciem dla ciała, modlitwą w świątyni. Budowaniem gmachu wyobrażeń. Inwestycją, której wpłacony kapitał, zaprocentuje wysoko po drugiej stronie... spełnianiem marzeń, wspinaczką na wyżyny pragnień. Tańcem. Śpiewem. Grą. Ogromnie pojemnym zbiorem znaczeń, każdego dnia poszerzającym objętość. Coraz to nowe imiona podpinają się pod jej katalog. Na nowo definiujemy wymiar zabawy. Doskonalimy zasady. Szlifujemy diament, by mienił się milionami blasków najczystszej wody.

Co robi Twoje dziecko - coś bardzo ważnego: bawi się. Ale trzeba nad zabawą niedorosłych sprawować kontrolę. Tak, by nie wykoślawiono nam pociechy, na sposób dla nas nie do przyjęcia. Widzieć zbyt wiele i zbyt wcześnie, może niekorzystnie wpłynąć na rozwój młodego człowieka. Wrażenia jakie się odnosi wywierają szerokie spektrum wpływów. Mroczne fascynacje muszą mieć granice, sięgnąć zbyt głęboko, sięgnąć dna... hm... to wielka przykrość w najlepszym razie. A kto wie - może i cierpienie. Trauma. Tak: zabawa musi mieć swoje granice. Wolność może zabić, podobnie jak jej brak (w tych mniej więcej słowach nawinął Paluch w jednym ze swoich kawałków). Dlatego dawkowanie jest kwestią arcyistotną. Odpowiednie dozy pobudzą do rozwoju. Optymalna miara w zabawie, trzeba to poczuć i nie mówić o tym, ale to zrobić.

Czujne zmysły, lekkie powieki i stopy, rozruszana wyobraźnia, otwarty umysł, sprawne dłonie, giętki język, dźwięczny głos, wymowne spojrzenie, szczery śmiech. Atrybuty zabawy. Cokolwiek powiesz, może brzmieć jak zabawa. Przenicowane poczuciem humoru sowizdrzalstwo. Recepta na dobre samopoczucie, na uśmiech świata.

Mam pomysł na zabawę przyszłości - SYNONIM - piszę o tym trakt i kombinuję zasady. Bardzo powoli pracuję na mój patent. Brak towarzystwa jest ograniczeniem. Zabawa najlepiej układa się w grupie. To jak konsola do gier z jednym joypadem - jest smutna; tak i zabawa mnoży przyjemność, gdy graczy jest więcej. Samotność owszem ma też jasne strony, ale jakie to uczucie być samemu?... Boli gdy się śmieję. Dlatego bawmy się razem, nawet na kanapie Twojej Mamy (Zelo PTP). Wszyscy lubią tę zabawę. Oczywiście żartuję z perspektywy dziecka. Nic to. Wróćmy do meritum. Wojna i nienawiść. Szachy. W moich zasadach, w Nonalogu Walecznego Orła, zabawa stoi razem z nienawiścią. Te fenomeny są dla mnie przenikliwe. Mają płynne granice. Coś jeszcze się nie skończyło, a już drugie bierze początek. I również na odwrót. Zdrowe uczucie nienawiści, tak by powodzenia Twojego wroga były i Twoimi powodzeniami (Zaratustra). Jaka zabawa!

Gry komputerowe stały się potężnym biznesem. Jest tyle gatunków gier, że każdy znajdzie coś dla siebie. Można zdobywać światy, rządzić królestwami, wcielać się w rolę cesarza, walczyć na ringu, walczyć jako samuraj, czy mutant z magicznymi zdolnościami. Z różnych perspektyw: osoby pierwszej, trzeciej. Ścigać się najlepszymi samochodami czy bolidami formuły jeden, na najsławniejszych trasach. Układać klocki. Strzelać z karabinów itp. Rozwijać postać bohatera. Stroić go w coraz wyżej zaawansowaną zbroję i broń. I dodatki, jak, na przykład - pierścienie, amulety, kolczyki. Wszystko to w bajkowych odsłonach lub mrocznych, postapokaliptycznych wizjach. Częstotliwość klikania, pomysł na grę, szybkość reakcji, nawyk posługiwania się interface’ m, rzetelna zabawa, wczucie się w bohatera, w układ przynoszący zwycięstwo. Mnogość sposobów wyrazu, pojęcia na zabawę jest przeogromna, nie do wyliczenia na przestrzeni krótkiego eseju.

Karty - tu też się walczy, bawiąc. I tu jest szczypta nienawiści, kropla niezgody i rywalizacji. To jak filozofia zarządzania konfliktem, tak by przyniósł korzyści wyższej idei. To też potrzeba stworzenia planu, taktyki, strategii, myślenia o kolejności wykładania kart i przede wszystkim błogosławieństwo szczęścia, zrozumienia jakie atuty trafiają w Twoje ręce. Szczęście też trzeba mieć. Można zdobyć fortunę, zmarnotrawić majątek, oddać duszę demonowi hazardu. Patrzę na to wszystko z bardzo daleka, rozumiejąc jednocześnie wiele. Moje ciche orędzie o zabawie, nie spłynie w zlew zapomnienia. Utrwaliłem na piśmie co moje. Podzieliłem zdanie za zdaniem i tak powstał esej.

niedziela, 19 stycznia 2025

ESEJ O ESEJACH

 Dzień dobry Czytelniku...

Dziś chcę podsumować oddział twórczy esejów, które napisałem. Zacząłem je pisać w grudniu 2023 roku. Nazbierało się tego trzydzieści cztery arkusze, strony elektroniczne, a nawet więcej. Myślę, iż ludzie nie marnują czasu czytając te krótkie teksty. Ciekawe spostrzeżenia, cytaty z różnych autorytatywnych źródeł. Ogólnie światło mojej lepszej wiedzy oświetlające fragmenty rzeczywistości. Mój punkt widzenia, moje mniemania, moje zdanie i racja. Tu muszę dodać, że: “wszyscy mają rację” (Witkacy). Tak, takie czasy, ile ludzi tyle punktów widzenia i każdorazowo prowadzą one do różnych konkluzji i wniosków. Każdą drogą dochodzimy do jakiegoś celu. Czujemy się z tym lepiej lub gorzej - jakkolwiek...

Każdy z moich esejów to jak naświetlanie kwestii. Moje reflektory kładą kolor, wydobywają go z materii, którą objaśniam. Słowo po słowie. Zaratustra jest mi najlepszą przygrywką. O jego autorytet oparłem się najwięcej razy i zawierało się w tym najwięcej poetyckości, wzniosłości, szlachetnych uczuć i mniemań. Pierwszy poważny esej, to w większej mierze, mowa o przypowieściach tego niemieckiego Persa. Zresztą jest mi on przyczynkiem do wielu wypowiedzi, których jednocześnie mam niewiele. A więc, gdy już mówię, to baczcie uważnie czy aby nie przypowieścią. Daję słowo, to najlepsze co mogę dać, wyjąwszy może Magię Matrixa, opanowaną przeze mnie w odczuwalnym stopniu i podaną na wiele sposobów owocujących rozmaitym efektem. Mogę wpłynąć na Twoje samopoczucie, więcej na Twoją decyzję; nieuchwytny dla kamer, nikt mi się nie sprzeciwi; nie czynię przy tym drugiemu, co mi niemiłe jeśli tylko nie w myśl odwetu za krzywdę. Pod język, do krwi, w zatoki, do żołądka - jakkolwiek...

To jak pisanie o rzemiośle, które jest twórcze, rozniecające w nas ogień namiętności, aż do wypieków na policzkach i błysku w oku. Marnotrawstwo czasu musi stać mi się obce. Muszę wykorzystać każdą chwilę, sekundę na rozwój, na budowanie, na tworzenie dzieła sztuki. Albo na ćwiczenia fizyczne, sport i rozrywkę bawiącą umysł i ciało. Uczucie, iż rośnie się, to bardzo miłe doznanie. Chcę by życie było ciągiem takich chwil, metafizycznej kreatywności, jak wszechświat i Internet rozrastający się z każdą minioną minutą. Jak co dzień czara o kroplę pełniejsza. Jak najmniej snu, tylko tyle by być zdrowym i wypoczętym, wówczas bowiem wysiłki mają głębszy sens i głośniejszy wydźwięk. Kombinacje jakie powstają podczas spotkań czy zderzeń owocujące lepszymi wynikami. Dzielenie głosu na cztery, by go lepiej zrozumieć, pojąć w szerszej pespektywie, czy bardziej malowniczej; horyzont naszych mniemań, zobiektywizowanych obcym poglądem, z czego rodzi się coś nowego pod Słońcem.

Moje eseje. Kilka z nich to szerokie spojrzenie na zasady jakimi kieruję się w życiu. Stworzyłem dziewięć praw. Większość z nich rozdrobniłem w celu lepszego pojęcia ich wymowy. To moja konstytucja, najszerszy zakres... hm... władzy życiowej. Motywacja działań, motor napędowy decyzji. Te eseje dały mi mnóstwo satysfakcji, pozwoliły zrozumieć, że życiowe doświadczenie, jego bagaż, noszę na sobie z dumą. Że mam pojęcie i wyrobione zdanie na kilka tematów, że kształtuję charakter procesami myślowymi. I noszę w sobie wiarę, że można budować lepsze jutro w oparciu o zasady, wytyczne, wyznaczające kierunek postępowania. Wiarę, iż wiem, co w życiu najważniejsze. Nadzieja uczy mnie doskonałości.

Wspomniałem w jednym z tekstów o szlachetnej transformacji. Przemianie jaką przeżywa człowiek godzien dostąpienia tego wyróżnienia. Zmiana skóry, nowopoczęcie, zmartwychpowstanie. Rezurekcja inna niż pod prysznicem. Nowe życie, gdy jeszcze pamięta się, że umarło coś pięknego i podłego jednocześnie. Słowo ostatniego pożegnania, które możemy dalej nosić w sercu. Kolejny esej mówi o mojej powieści, zbiorze opowiadań, krótko nakreśla przygodę, jaką może przeżyć każdy wdzięczny czytelnik, sięgając po moje - nie boję się tego słowa - dzieło. Czytając moją książkę również nie zmarnujemy czasu i możemy świetnie się bawić podczas lektury. Jeden esej traktuje o świętach. Pobożne życzenia pomyślności w życiu, spokoju duszy, wykwintnej uczty. Bo jak ludzie świętują? - jedząc, pijąc i rozmawiając lub jeszcze śpiewając. Otóż to! wszystko to bardzo lubię. Jak zresztą większość z nas. Wolne od obowiązków, czas dla siebie i najbliższych.

Plan działania jest ważny, nie wystarczy wlec za sobą dnia wczorajszego, o niego jedynie należy się oprzeć, by sięgnąć lepszego jutra. Fundament talentu, na którym intensywną, wieloletnią pracą zbudujemy gmach sukcesu, świetlaną przyszłość. Lojalnie przez lata krocząc pod dumnym sztandarem, ku jednemu wielkiemu zwycięstwu. Wolny od uzależnień, choćby po drodze zerwawszy wiele jarzm, wolny od małostkowości, gwoli temu dniu szczęśliwy. Wyzwolony od pragnienia zemsty, pogodzony z samym sobą, będąc tym kim się być musi. Akceptacja teraźniejszości. Na łamach moich tekstów mówiłem o poezji, filozofii, o krwi, której jedna kropla to już bardzo wiele. Muzyka i moje fascynacje najlepszym towarem. Przebojami - oczywistymi - gdy się tylko je usłyszy. Lub też takimi, z którymi trzeba się osłuchać. O filmach budzących żywe emocje, dziesiątej Muzie bez imienia. Powiedziałem też sporo o mojej chorobie, moim inwalidztwie, o tym, że jestem niepełnosprawny społecznie. Stale na lekach, o tym, że chemia to może być światopogląd. Że mam to w naturze, że mam to na dłużej. I’m a creep. Dobrze mi tak jak jest. Mogę być nikim - zgoda na to - motto mojej pracy magisterskiej. Złamię jednak kilka stereotypów, sięgnę po więcej. Imiona przeszłości zgasną w obliczu mojego. Nie wszystek umrę. Mój monolog i komputer - korek - nie pozwalający, by rozmowa zapadła w głębię bez echa. Byś usłyszał cząsteczki pamięci, eter rozedrgany w falę. Atrament nadrukowany na białą kartkę papieru.Paradoksalnie: papierowe=trwałe. Przemyślałem też odrobinę fenomen czasu. Boga bez imienia. Lecącego na okrągło. Znaczącego zmarszczkami historię naszej dumy i naszych porażek. Jest też temat książek, inspiracji najbardziej pokrewnej pisaniu. O kanonie dzieł stworzonych, o tym co już powiedziane i o tysiącu ścieżek, którymi jeszcze nie chadzano. O nowoczesności, kamerze i mikrofonie, łatwiejszym, mniej wysiłkowym w odbiorze, źródle... hm... sztuki, wiedzy. O nowych drogach zabawy w gry komputerowe, dostarczających zadowolenia obejmującego światy, pozwalających poczuć w sobie nadludzką moc, kreatywność na miarę wielkości. Powiedziałem też o moim pięknym mieście, w którym żyję od urodzenia. Rzekłem też słowo o chowaniu głowę w piasek spraw niebieskich. Skreśliłem krótką notę autobiograficzną, konkret o mnie samym. Można łowić wiedzę o twórcy z jego dzieł, poznawać go poprzez lekturę. Ale - spójrz na mnie - ja obdaruję Cię jeszcze czymś więcej. Jak bohater o stale rosnących potrzebach. Szlachetny w nowym wymiarze. Jeśli tylko chcesz - potrafisz zrozumieć. Daję słowo - to więcej niż tysiąc słów. Dowiesz się o tym za każdym razem. Dobrze już. Warto jedynie, by przekonać się, że nie warto. Trzeba odrobiny wysiłku, by zrozumieć o czym piszę, masz to jednocześnie czarno na białym. Jasno i prosto.

Ale dosyć. Mój esej o esejach jest gotowy. Trudno uczynić ostatni wers. A ty, mój drogi Czytelniku, zainwestuj czas w lekturę. Smakuj słów podniebieniem. Konsumuj bez wahania moją twórczość.

sobota, 19 października 2024

BOHATER

 Dzień dobry Czytelniku.

Dziś wzniosły temat. Rzecz czy raczej fenomen, o którym chcę pisać umyka interpretacji. Stale przekracza coraz dalsze granice. Sięga wciąż po więcej, podobny każdej wielkiej miłości, wszechświatowi i Internetowi. Mianowicie chcę pisać o bohaterze, o bohaterskości. Z dnia na dzień bogatszym w doświadczenie, z miesiąca na miesiąc o szerszym zakresie umiejętności. Człowiek uczy się przecież przez całe życie. Kocham walecznych! Mój bohater ma mistrzowski plan, bez wahania i pewnie zmierza po finalny sukces. Kłody pod nogami to insekty do rozdeptania. Jest niczym sen o potędze, który wielu z nas śniło, zanim “nabrało rozsądku i chłodnych wyobrażeń, zapłaciwszy za ten towar całym skarbem marzeń”(J. Słowacki). Tak kiedyś rozdawałem ciosy z precyzją trafiając w cel i w zamian żaden mnie nie dosięgał, gdyż uniki, zdające się ekwilibrystyczną niemożliwością wychodziły mi jeszcze skuteczniej. Słyszę jak woła ku mnie Zaratustra: “przyjacielu nie wyrzucaj ze swej duszy bohatera”.

Znamy wielu wielkich ludzi. Autorytety, osobowości, jednoosobowe armie. Bohaterskość to też synonim tych słów. Widzimy tę cechę w bliskich, lub ludziach z okładek magazynów, lub jeszcze wśród celebrytów na portalach mediów społecznościowych. Subskrybujemy ich dokonania. Dokonania definiują. Czyny określają. Odmiennie ktoś, kogo żywiołem jest słowo, zdobywa wzniosłość, pożądany patos, tym właśnie doskonałym narzędziem. Bohater wiele wnosi, posuwa akcję do przodu. Ja szukam bohatera w najbliższych i najdalszych. I owszem znajduję go. Mój Tato z Mamą zbudowali dom. Stworzyli mi wspaniałe warunki do życia i rozwoju. Tak wiele mnie nauczyli. Tak szczodrze obdarowali wolnością. Jednocześnie po tak dużo sięgnąłem sam, tyle przecież znalazłem z własnej pobudki, uszczknąłem listki z drzew wielu mistrzów, wywdzięczając im się rzetelnie. Wierzę też, iż chadzam ścieżkami, którymi do tej pory nie chadzano. Zrozumiałem, przeczułem lepszą wiedzę. Rodzina to dla mnie najwięksi bohaterzy. Najpiękniejsze osobowości. W pracy też poznałem wielu porządnych ludzi, robiących duże wrażenie, imponujących mi, których niezmiennie podziwiam. Wolę tych zajętych sobą i pracą (co bardzo cenię, w przeciwieństwie do ciekawskości czy aż wścibskości), rozumiejących, że jesteśmy, by sobie pomagać, by współpracować w imię większego dobra. Pracuję w szpitalu i widzę, a co najwyraźniej pokazała pandemia - że personel medyczny to właśnie bohaterzy, z narażeniem zdrowia i życia ratują ludzi, dbają o nich.

Żyjemy w epoce superbohaterów. Nadprzyrodzone zdolności, wyśrubowane rekordy świata, to wszystko oferuje telewizja. Matrix wniósł w kino coś nowego. Bieganie po ścianach, czy chwytanie kul, dzięki komputerom stało się osiągalne. Przewidywanie przyszłości, powroty do przeszłości, rzeczy o których się nie śniło filozofom. Batman, Kapitan Ameryka, Superman i wielu innych wzbogaciło repertuar, spektrum możliwości. Trzeba jasnego, trzeźwego spojrzenia by odróżnić fikcję od rzeczywistości. Telewizja kłamie można by rzec, przekłamuje obraz świata. “Informacja to władza”, jak pisze Stephen King. To kłamstwo może być wzniosłe jak w przypadku filmu, może być podłe, jak w razie podawania faktów, z jakiejś subiektywnej perspektywy.

Filmy i pieśni o bohaterach - Achilles, Odyseusz, Zatoichi, Napoleon, Piłsudski, Wołodyjowski oraz nowocześniejsi jak Tyler Durden, Bourne czy Lewandowski i cała rzesza tych, co umknęli mojej pamięci. Fikcyjni i rzeczywiści, znani z historii lub opowieści. Antagoniści i protagoniści, jak w scenariuszu filmowym. Słowo daję - bohaterem można stać się na wiele sposobów, w różnym spojrzeniu, w innych oczach. Nie trzeba cudów ani przełomowych wydarzeń. Trzeba własnej przestrzeni i kreatywnego podejścia; problemu i jego rozwiązania. Potrzeba zaangażowania i entuzjazmu, pasji, wielu godzin pracy, wielu lat pracy. To wszystko przełoży się na... hm... sukces - to oczywiste, ale szukam tu też innych synonimów bohaterskości. Bo tych jest wiele i nie chodzi tu o to, by je wymieniać. Oczywiście skala poglądowa również definiuje rozmiar bohaterstwa. Czy usłyszy o tym cała ulica, czy dowie się jedynie Pan Bóg. Czy to zrobi milion odsłon czy też zyska jednego wdzięcznego czytelnika.

niedziela, 22 września 2024

CZAS...

 Dzień dobry Czytelniku.

Dziś temat głęboki, a kto wie może i najgłębszy, z tych jakie podejmowałem: Czas. Czy sięgnę na tyle daleko by dotrzeć do rdzenia zagadnienia? Fenomen znany każdemu z nas, od dziecka z nim się oswajamy. Ruch wokół słońca i wokół własnej osi planety Ziemia, determinuje jego postrzeganie. I podział na dwie pory, trwające tyle, ile pozwala na to pora roku, zwane dniem i nocą. Czas nie ma początku ani końca, jak poemat O DRUGIEJ STRONIE. Znamy tylko jego fragmenty. Nie widać go, trudno go uchwycić, czy wręcz jest to niemożliwe. Chyba jedynie za pomocą zdjęcia, fotografii, nagrania filmowego, wnikliwego opisu - choć to i tak - my już jesteśmy inni, i ta z pozoru schwycona chwila, jest czymś innym. Bowiem czas i bagaż doświadczenia, który niesie, zmienia nas nieustająco i wciąż na nowo rearanżuje umeblowanie wyobraźni, nawyki charakteru, subiektywność spojrzenia.

Zabijamy czas, a on zabija nas. Jest liniowy i leci na okrągło. Zdaje się być niewymierny, choć skrupulatnie mierzony: dla dziecka rok to bardzo długo, zaś dla czterdziestolatka, to drobny ułamek wieczności. Dla sprintera sekunda waży bardzo wiele inaczej liczy ją maratończyk. Nie dozorowany umyka prędzej, zaś gdy na coś czekamy dłuży się do znudzenia. Przy zmianie perspektywy oglądu również wydaje się czymś innym: mianowicie gdy spoglądamy wstecz, mamy wrażenie, iż upłynął szybko, gdy zaś wyglądamy w przyszłość, wydaje się, że jest ona odległa. Wszyscy musimy się z nim liczyć. Na każdym z nas jego upływ zaznacza się na wiele sposobów: zmarszczkami, coraz wolniej zabliźniającymi się skaleczeniami, siwiejącymi włosami. Wraz z przyrostem lat egzystencji, zwalnia metabolizm, kości przestają rosnąć. Czasu nikt nie oszuka. Cały cykl dobowy warunkuje sposób istnienia, po nastu godzinach aktywności potrzebujemy snu, odpoczynku, po wysiłkach dnia musimy się zregenerować.

Każdego z nas dopadnie. Wyprzedzimy wówczas atomowe zegary - wieczność “za nami” - i staniemy na drodze drugiej wieczności - tej: “przed nami”. Zapełniamy sobie czas, tak by się nie nudzić. Od słowa do słowa - tak powstaje esej. Acz są chwile przecież, w których fajnie się ponudzić. Ale wolę dni, gdy każda zmarnowana sekunda to więcej niż mogę znieść, jak śpiewał Chester z Linkin Park; niewykorzystany czas zemści się na moich dzieciach (jak nawinął BISZ). Wole więc gdy zajmuję wolny czas. Gdy tworzę czasu nie ma! Tak rymowałem przeszło dwadzieścia lat temu.

Pamięć dawnych wieków, mądrość historii, przeczucia zapisane we krwi, w DNA. Czas - niczym piasek w klepsydrze przesypuje się bezszelestnie, nieustająco, minuty zmieniają krajobraz, mniemania, wyobrażenia. Z przeszłością najlepiej się pogodzić, wyciągnąć wnioski i zadbać o kształt przyszłości, dopóki jesteśmy kowalami własnego losu. Wyzwolić się od pragnienia zemsty, zaakceptować teraźniejszość, stać się kim się jest i gwoli temu dniu żyć własnym życiem będąc wdzięcznym za miniony czas. Przekraczać most pewnymi stopami.

Zwykle pamięć sięga dwu pokoleń. Taki wybór miał przed sobą Achilles. Mógł zamienić czas na czas. Gdyby został w Grecji, pamiętałyby o nim dzieci i wnuki, potem uległby zapomnieniu. Zaś wyruszywszy na wojnę pod Troją zdobył dla swego imienia nieśmiertelną sławę, ponadczasową chwałę. Ale to trudny wybór, wszak Leonidas walcząc w Gorących Wrotach, miał jeszcze nadzieję na coś więcej niż tylko chwała.

Czas to dobry synonim dla słowa ojciec, dla Boga bez imienia. Jego władzy podlegamy, to jej chcemy ulegać z pokorą, gdyż wiemy, że poprowadzi nas przyjazną i bezpieczną ścieżką. Społeczeństwo ludzkie jest próbą (mówi Zaratustra). Tak więc trzeba wykorzystać czas tutaj, na jak najlepszy rozwój, zbudować piękne ciało i umysł, nadzieja uczy doskonałości.

Czas goi rany, dosłownie i w metaforze. Traumatyczne przeżycia, dramaty i tragedie zacierają się w pamięci z jego upływem. Przeżyte szczęście też długo nie stoi niezapomniane. Lecą dni, mijają lata. Ponadczasowe, nieśmiertelne piękno - Sztuka. Coś co unosi nas i naszych poprzedników od stuleci, od miesięcy, coś co czujemy, iż zyska miano przeboju. Z niektórymi to oczywiste od razu, do innych musimy się przekonać. Jak, na przykład do poezji Mickiewicza sławnego na salonach, czy do odkrytego po latach Norwida. Pewnie niejeden filozof na temat czasu spisałby grube tomy, drobną czcionką. Podzieliłby ten głos w nieskończoność, rozdrobnił, posklejał elementy i na nowo poszatkował tasakiem analizy. Mnie wystarczy. Dzięki zegarowi kapitalizm jest możliwy. Trzeba wykorzystać czas, spożytkować go jak najefektywniej. Odpocząć dopiero po uczciwej i rzetelnej pracy. Zadowolenie z samego siebie to jedno z najlepszych uczuć jakie możemy przeżywać. Mamy czas by się nad wszystkim głębiej zastanowić.