Orzeł Zwycięzca
Cały ja.. Pasja twórcza, niemy przykaz, drążenie.. Moje wiersze, poematy, i jałowa proza codzienności.. Buduję od nowa blog.. To już trzeci.. Woda z nieba, promienie słońca i miękkość wiatru.. zapraszam..
piątek, 23 stycznia 2026
wtorek, 20 stycznia 2026
STYCZNIOWY URLOP
Dzień
dobry Czytelniku!
Piszę
kolejny tekst by zapełnić tę białą tablicę. Jaką wartość miałyby słowa
człowieka, który zechciałby odwołać całość swojej przeszłości i definiować
kształt na nowo? Bzdura, kłamstwo, oszustwo i fałszerstwo. To pytanie niech
zostanie bez odpowiedzi w najlepszym razie, a bez dokumentacji w rzeczywistości,
w dzisiejszych okolicznościach. Z głębi tekstu dowiecie się czemu sformułowałem
podobną treść. Demiurgia słowotwórcza ogarnia mnie na całego. Trafia mnie jak
pyszne espresso z kawiarki. Chcę podzielić się wrażeniami z ostatnich tygodni.
Ogólnie
trwa rozprężenie poświątecznie i jestem - na dziś dzień - na urlopie. Jednocześnie
mam pewność zatrudnienia – podpisałem umowę na rok i wiem, że roboty nie
zabraknie. Co dnia mogę wyżyć się do upadłego, przeznaczyć siły życiowe na
jakieś pożyteczne zajęcie. Rozprężenie ponad dwutygodniowe od Wigilii, przez
Nowy Rok do święta Trzech Króli. Pracuję w kratkę, ale – oczywiście – rzetelnie
i uczciwie, aż idzie mi w pięty. Gimnastyka sześcioipółgodzinna.
Kupiłem
karty Tarota i co dnia losuję jedną, a do kart dokupiłem dwie książki w temacie.
Jedna z nich to trzysta sześćdziesiąt pięć rozkładów, na każdy dzień roku. Poobiednia
kawa towarzyszy wróżbom albo podsumowaniom magicznym dni. Rzeczywiście widzę w
tym sens, a – myślę – wraz ze stażem używania ich, urośnie moja wiedza i
doświadczenie, wnioski wysnuję łatwiej i lepiej zrozumiem konkluzje. Obrazki trafiają
mi do przekonania. Poza tym to fajna zabawa, pobudzająca kreatywność. Gra o los
i przeznaczenie…
Muzyka
leci prawie nieustająco NOTHING MORE i FROM ASHES TO NEW oraz FALLING IN
REVERSE bardzo mi się spodobały, przypadły do gustu. Poza tym PAPA ROACH i
HOLLYWOOD UNDEAD z pasją słucham. Okolice tych klimatów to moja ścieżka
muzyczna. A dziś odpaliłem SEETHER – brzmią świetnie.
Redaguję
eseje po raz drugi i ta praca to redakcja ostateczna, po niej już tylko druk i
publikacja. Ale raczej w pierwszej kolejności rozbuduję moje biuro, wzbogacę je
o trzeci, jeszcze większy monitor i zaczep na ścianę. To za styczniową pracę, w
szpitalu, wypłacanym w lutym przelewem. Muszę to przemyśleć. Myślę, że muszę to
mieć, to zaktywizuje mnie do szerszych działań.
Uczę
się przemilczeń, przeinaczeń, mam złamany kręgosłup moralny. Chcę mieć święty
spokój, więc godzę się i nie zaprzeczam. Daję ludziom to czego chcą, mówię to,
co chcieliby usłyszeć, właśnie tak. I to też moje. Dopasowuję się, subordynuję.
Moja Persona gra w tę grę i chcę być w tym profesjonalistą. Płynąć z prądem, w
dłoni mieć nie dnie, ale tygodnie itd… Znacie to – nie – już teraz też to
potraficie, bo widzicie, że ja mogę. Tylko ilu z nas zaakceptuje złamany
kręgosłup, choćby jedynie moralny…?
Zasady,
procedury, algorytmy – wszystko to bardzo lubię. To punkty oparcia, trasowanie
na krawędziach cięcia, nie muszę myśleć, tylko zgodnie z przepisem postąpić,
kolejność zachować i mam w finale sukces. Praca staje się łatwiejsza i
zyskujemy pewność jej dobrego wykonania, jeśli szło zgodnie z planem wyższych
umysłów. Nagiąć się do woli rzeczącej pod jakim kątem i podającej parametry
wiązania asymilacyjnego. Jak kundel przystosowuję się do środowiska, w którym
przyszło mi żyć. Oczywiście z pamięcią o korzeniach i godnościach dawnych…
Muszę jednak iść z duchem czasu, być elastycznym i wyszorowanym, zdezynfekowanym
choćby niedrogą wodą toaletową. Lubię te rozkoszne zapachy, ulotne, nieznaczne,
ale jednocześnie męskie, niedelikatne. W kolorze niebieskim, w odcieniu
morskim, arktycznym, świeże i słodko-gorzkie, orzeźwiające.
Czytam
dużo Stephena Kinga i Przemysława Piotrowskiego. Mistrza grozy i horroru oraz
Polaka, geniusza kryminału. Pierwszy rozbebesza świadomość, szkicuje
charaktery, jest pełen treści, pełen potencjału zbrodni, wykorzystujący go na
tysiąc sposobów; znajomy jej objawów w najbrutalniejszych odcieniach,
wczuwający się w psychikę zwyrodnienia i bestialstwa, nic co nieludzkie nie
jest mu obce. Maluje obrazy bitwy i krajobrazu po niej. Używa ciekawych
konceptów, zabawnych i trafionych porównań. Niczym niewyczerpana skarbnica
tematów produkuje literaturę najwyższych lotów, uwielbiam wszystko co pisze
Stephen King. Pan Przemek Piotrowski, poza tym, że nasze korzenie to jedno i to
samo drzewo, albo któreś rosnące nieopodal, doskonale przedstawia egzystencję
policjantów, funkcjonowanie aparatu prawa w jego ramieniu roboczym, działalność
komisariatu i prokuratury. Tam, gdzie jest zbrodnia – są jego bohaterowie.
Pierwsza linia frontu walki z przestępczością to wymiar czynności pisarskich Przemysława
Piotrowskiego. Geny w naszym ciele muszą być podobne; krew ma ten sam smak.
Łączy nas znacznie więcej… jeśli to możliwe. Trzymam kciuki i kibicuję młodemu
jeszcze twórcy, dam wsparcie na najwyższym pułapie. Otworzę moje kufry dla Pana
Piotrowskiego, aby skosztował mojego chowu. Zaszczepię Go Magią Matrixa.
Dosięgnę.
Nigdy
od nikogo nie słyszę protestów. Mam metody, by zajść dokądś swoją drogą, nie
potykając się i nie złorzecząc. Jestem kochankiem bogów, ich ulubieńcem, wiatry
śpiewają moje imię, szepcą je wiosenne liście na drzewach. Symfonia dźwięków
wygrywa hałasem tysiąca instrumentów. Sączy się to przez ucho jak z kroplówki,
jak przyjemna trucizna w dawce agonalnej, przerwanej tuż przed finałem. W
ostatniej chwili zatamowaną podażą. Już widziałeś światełko u końca tunelu, a
teraz wszystko co znasz wraca we mgle rozkoszy… I rozcieńczasz dzień w słodyczy
i lepkości coli, w jej karmelowej nucie. Kodujesz schemat w szarpnięciach i
drgnięciach struny gitarowej. Regulujesz zakres rytmem serca, jego
przyspieszonym tempem. I śpiewasz – jaki piękny świat. Optymizm jest arcyważny,
to jak promyki słońca ogrzewające Twoje dłonie. Jak pomyślna wiadomość w sprawie
życiowego przedsięwzięcia. Jak kolejny miniony kamień milowy. Życie w oderwaniu
od pracy ma dla mnie inny smak. Wiem, że praca jest i wolne trzeba wykorzystać
dla GEORGE247LABEL na pełny etat w czasie urlopu i w weekendy…
sobota, 22 listopada 2025
Jerzy Piotrowski - LIRYKI - GEORGE 247 LABEL
Dzień dobry Czytelniku!
YYYyyyeeeEEEaaaAAAHHHhhh!
To
wiekopomna chwila! Wieczność jest we mnie, na skrzydłach mnie unosi… W wielkich
skrzydłach wielki wiatr… Oficjalnie opublikowałem, wydałem własnym sumptem
kolejną moją rzecz. LIRYKI – to nie jest poezja, ale mowa wiązana rymem i asonansem.
Trzeba wyższej koncentracji uwagi, wyższego poziomu percepcji tekstu, by zrozumieć,
co jest - czarno na białym - podane. I nie jest to poezja… Jednocześnie nie ma
fabuły i czyta się trudniej. Opowieści i historie biegnące swoją drogą, to
najłatwiejsze do czytania treści. To moja perspektywa. I właśnie – garść perspektyw, co
dnia, łykaj to… To też jest życie. Moje wiersze są duże objętością, niektóre
sięgają granic poematu. Niektórym z Was wydadzą się eklektyczne, wielu znajdzie
w nich siebie… może… ale jak spojrzycie tylko na mnie, to pomyślicie, że i Wy
tak potraficie. I owszem – zgoda na to! Z mojej strony. Pracowałem jednocześnie
nad efektem długo, zainwestowałem mnóstwo godzin w tę profesję. Spartans what
is Your proffesion?! Aufff! Aufff! Aufff! Kroczyłem po ostrzu miecza wiele
razy. Dowiadywałem się tysiąc razy – jak to jest: spacerować po ostrzu krawędzi
przepaści. Otchłań patrzyła we mnie. Wsparłem się na jej głębi, by sięgnąć
świetlanego stropu niebios. Chadzałem ścieżkami, którymi jeszcze nigdy nikt nie
chodził. Wykorzystałem tysiąc możliwości. Tysiąckrotnie wszelkich dobrych
rzeczy poczynałem. Zjadłem sporo… raczyłem się obficie z wielu cystern, wiele
smakowałem źródeł. I teraz dzielę się wiedzą, jestem w tym dobry,
więc chcę być zapłacony.
GEORGE 247
LABEL
Wytwórnia
Literatury
Prezentuje
Jerzy
Piotrowski – LIRYKI
Zapraszam
do lektury, do kupna lub pożyczania w formie E-BOOK’a na stronach Biblioteki
Narodowej, gdzie moją rzecz udostępniam. A przynajmniej próbuję… chcę, by to
zataczało coraz szersze kręgi i dopiero ścieżki dostępu do moich dzieł
sprawdzam. Ale u mnie kupicie to na pewno, czyściutkie z rąk drukarza [dziękuję
serdecznie DRUKOMATIC.pl za świetną robotę] i błyszczące uszlachetnieniem
okładki. Niektórzy potrzebują fizycznego obcowania z farbą drukarską itp. Rozumiem
to i ma to swoje zalety… Spis treści i wertowanie dokumentu, tekstu - o to
idzie raczej mnie. A więc – zdobądźcie ze mną kilka szczytów, gdzie najkrótsza
droga od wierzchołka do wierzchołka. Cieszcie się moją pasją, moim weselem. Przezwyciężcie
małostkowość i drobne złośliwości, najeżanie się wobec błahostek. Przeze mnie
droga ku wielkości i przeze mnie trajektoria ku nowej galaktyce… Unieście i wy
to… hm… przeznaczenie. Dobra zabawa jest treścią mojego życia. Miłość, emocje,
okrutne przypadki, nienawiść… ciało i
dusza, którą sobie ciało wymyśliło. Rodzina, Zakon, Niejeden, Druh. Znajdziecie
ich, znajdziecie to złoto, co się zawsze darowuje, łagodne w blasku.
Egzemplarz
książkowy – 20 pln (+koszt wysyłki)
Dzwońcie:
783 504 236 a najlepiej piszcie: krolewskiorzel@gmail.com
Kłaniam
się Czytelniku…
sobota, 18 października 2025
GEORGE247LABEL
Dzień dobry – Czytelniku - muszę rzec, gdyż
do Czytelnika właśnie się… hm… kłaniam. Mój tekst odnosi się do ostatniej
publikacji, oznajmującej o otwarciu
GEORGE247LABEL
WYTWÓRNIA LITERATURY
Moją
pasją jest czytanie i pisanie, to moja radość, moje wesele. Nie mam i nie baczę:
szczęścia żony, ani troszczę się o dzieci… dzieła mojego baczę! To jedyny
środek i jedyna droga, dzięki
którym nie wszystek umrę. Stawiam sobie pomnik trwalszy niźli ze spiżu. Wieczność
jest we mnie, na skrzydłach mnie unosi. Tylko ptaki są nad ludźmi.
Językiem
polskim i twórczością zajmuję się dużo ponad dwadzieścia lat, oczywiście w
wymiarze pełnoetatowym. Z materiału słowa, z uprawy tego poletka, któremu płuży
słowo, czerpię tworzywo. Do budowania kształtów, projektowania charakterystyk,
do barwnego opisu, do rozbebeszania podświadomości; do opowiadania o rzeczywistości, zarówno
normalnej jak i fikcyjnej oraz objaśniania praw nią rządzących. Podróżuję kolorowym
kalejdoskopem wyobraźni przez nieogarnięte galaktyki czasoprzestrzeni. Osadzam dzielnych bohaterów w ich kontekstach.
Roję mary jakich nie znała do tej pory głąb ludzkich dusz. Obdarzam ptaki ósmym
sklepieniem niebios, a Zaratustrę nowymi, wyższymi - Świętymi Górami. Treść i
forma, opowieść i jej ramy, tekst i interpunkcja, składnia,
frazeologia, metafory, epitety, czy pleonazmy i tautologie – wszystko to bardzo
lubię, ich definicje, znaczenia oraz subtelne odcienie różnic. I to jest właśnie przedmiot moich
wysiłków – fenomen działań, kreatywnie zatrudniających moją WYTWÓRNIĘ LITERATURY.
Tekst
– jego wymowa i kształt. By go stworzyć, wznoszę się wyżej niż niejeden poeta.
Jestem redaktorem i edytorem, ogarniam techniczne aspekty
egzystowania tekstów, przeprowadzam precyzyjną korektę, łamię i składam wypowiedzi oraz –
oczywiście – tworzę! Jestem Demiurgiem Autentyku; z eklektycznych fragmentów
rozsianych pomiędzy krainami i czasem, kreuję spójną i sensowną całość -
Literaturę. Jestem Wielkim Architektem Matrixa. Wywieram wpływ. Inspiruję. Widzę
dokładną synchroniczność z Wszechświatem. Piszę
opowiadania, krótkie teksty warsztatowe, mam duży dorobek w materii wiersza i poematu, liryki. Pełen esejów
zeszyt, dzienniki, zbiory cytatów; aksjomat to również maile pisane co dnia. Wielokrotnym
doświadczeniem potwierdziłem zdolność do działań redaktorskich, podczas pisania
i poprawiania różnych rozprawek i prac. A
więc - nie obce mi żadne słowo – nawet ostry RAP – i w tym gatunku treści
smakowałem… tekst pisany to moja praca, treść mojej profesji.
Jeśli
ktoś miałby problem lub chciał zasięgnąć rzetelnej i
uczciwej opinii, na temat tekstu, który pisze, bądź napisał, to zapraszam do
współpracy. W spektrum moich możliwości operacyjnych liczę również lekcje
języka polskiego, czyli korepetycje. Moją specjalnością jest historia
literatury, proces historycznoliteracki, czerpię bogactwo wiedzy i doświadczeń,
z nieprzebranej skarbnicy klasyki, i wiem, że na drodze arcydzieł najszybciej
zawędrujemy do serca języka, by poznać go blisko i władać nim precyzyjnie. Jednocześnie
rozumiem, że poręcz, której się trzymamy wchodząc po stopniach, to gramatyka
(najściślejsza z wiedzy humanistycznych). Ale – myślę – trzeba uczyć się
gramatyki, w aspekcie komunikacyjnym, w gotowych sytuacjach praktycznie jej używając,
a nie wkuwając na pamięć dziesiątki skomplikowanych tabelek, obrazujących
poprawność w tworzeniu form. Mając trzy
punkty oparcia we mnie, w nauczycielu/lektorze, możecie Państwo
zgłębiać tajniki języka polskiego - zaskakującego nas co dnia. I taką
współpracę też oferuję. Jestem elastyczny i komunikatywny,
dopasowuję się z lekkością, do odpowiedniej formy pracy i czerpię z tego czystą
przyjemność. Magister dicti! Mam dyplom Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie
studiowałem pod opieką najwspanialszych w historii filologów. Dyplom z oceną: dobry.
W
2013 roku Wydawnictwo Miniatura z Krakowa opublikowało, w ilości 200
egzemplarzy, mój wybór cytatów z najgłośniejszych klasyków literatury. Dwie
publikacje z numerem ISBN wydałem własnym sumptem, możliwe do wypożyczenia w kilkunastu
bibliotekach. Kolejne wydam wkrótce, numery ISBN są rozdzielone i pozostało
tylko wysłać plik do druku. Nagrałem ponad dziesięć audiobooków, z lektur będących
już dobrem ludzkości (70 lat minęło od śmierci autora). Artykułuję wyraźnie, z
czytelną dykcją i mam ogrom empatii w głębokim zrozumieniu Sztuki, jeśli może być
nią proza; emocje jakie niesie tekst literacki, potrafię przekazać dokładnie, w
zgodzie z zaaranżowaną linią interpretacji. Zapraszam do poznania próbek,
wycinków z ciała całości, do słuchania moich podcastów. Znajdziecie je Państwo
na mojej stronie:
jurekpiotrowski.blogspot.com
serdecznie
zapraszam, komentujcie i zostawiajcie ślad.
KONTAKT: jurek_piotrowski@outlook.com
TELEFON: 783 504 236
sobota, 26 lipca 2025
DZIEŁA - wydanie książkowe...
Asceza – eksploatowanie sił życiowych na
wyższe cele – Twórczość. Wielką Literą. Z planem, z namysłem i pasją, zaangażowaniem. Na
poważne tematy mową wiązaną rymem i asonansem. Mnożenie znaczeń. Poetycka metafora,
żagiel przenośni chwytający wielki wiatr w swoje skrzydło. Płynę! Tonę w
tęczówce Twojego oka Czytelniku. Sięgam dna, z którego tylko ostatni krok do
szczytu. Błysk i blask – grom i hałas. Życie i śmierć, nienawiść i miłość,
chleb i niebo, taniec i sen, proza
marzeń. Wszystko to doświadczenie, ładunek emocji do zinternalizowania – weź
to. I maszeruj w paszczę
bestii. Legion Braci podąży za Tobą, a za Nami powlecze się wreszcie kulawa,
ale widząca Sprawiedliwość. Bogowie też widzą. Doceńcie moje dary, które rad
dzielę. To moja profesja – moje wesele. Ptaki moich myśli na niebie i ich
cienie pod moimi stopami. Wiem dokładnie czego potrzebujesz…
Słowa zachęty do lektury niewielkiego dzieła, liczącego zaledwie 122 strony. Wydałem 100 egzemplarzy. Całość tomiku to trzy poematy – jeden we fragmentach, drugi z podziałem na role, więc raczej tragifarsa, a trzeci oktawami, które są taktem, a nie wędzidłem. I coś, co wyżłobi zmarszczki na Waszych umysłach – mój RAP, tak mocno przesadzony… ale zapraszam do czytania. Cały tomik dedykowany jest Jednej Jedynej i mały cykl wierszy wewnątrz, też dla Niej – dla Jolanty - przeznaczam… trochę Antycznych Rozprawek, czyli wierszem o wierzeniach Greków. Oczywiście warto! Czytać. Nic więcej nie mam na myśli. To druga pełnoprawna publikacja George247Label, jak mianuję moją wytwórnię. Całość zadrukowało, pocięło i skleiło wydawnictwo DRUKOMATIC.pl są świetni i szybcy, dziękuje im serdecznie.
„Nie ma książki bez błędów” to teza postawiona w ciekawej lekturze. W książce o
tytule Edytorstwo autorstwa Pana Łukasza Garbala.
Korekta,
skład, łamanie i typografia tomiku, to moje dzieło. Wszystko to teksty, do
których mam dziś zdrowy dystans, to dokumentacja obłędu i próżności jaka mnie
napełniała. Młodość durna i chmurna, acz pełna miłości, jak nazywa to Wieszcz. Ale to świadectwo
mojej drogi, ścieżek, które wydeptałem, i którymi jeszcze nikt nie chadzał.
Jest jeszcze tyle możliwości.
Czytelniku
– zapraszam do lektury.
10
złotych za sztukę i koszt przesyłki w odpowiedzialności zamawiającego.
Kontakt:
telefon: 783 504 236 – Jurek…
niedziela, 13 lipca 2025
CYFROWY E-BOOK - KREW ORŁÓW
Dzień dobry
Czytelniku!
Zapraszam do kupna,
namawiam byście zakupili zbiór moich opowiadań:
KREW ORŁÓW
Stworzyłem wersję
cyfrową PDF, teraz każdy może kupić moją książkę, bez czułości obcych rąk. Możecie
wgrać ją w czytnik E-BOOK’ów i konsumować treść bezproblemowo, lub otworzyć ją
w komputerze. Sami najlepiej wiecie, jak lubicie czytać.
Piszcie na mój
adres GMAIL:
lub dzwońcie z
zamówieniem, lub przez WhatsApp:
783 504 236
Wersja
elektroniczna to 25 złotych do zapłaty i dwa megabajty do transferu.
Książka papierowa
to 30 złotych, plus wysyłka… do paczkomatu lub kurierem.
Płatność blikiem
lub przelewem tradycyjnym, po umówieniu transakcji mailem.
Polecam się, to
naprawdę wartościowe dzieło, bogate w treść tej ziemi. Warto! Jeśli zadacie
sobie to pytanie…
piątek, 30 maja 2025
KREW ORŁÓW Jerzy Piotrowski
To wiekopomna chwila... Wieczność jest we mnie, na skrzydłach mnie unosi... W głębię słów, w ich oparcie, by sięgnąć świetlanego stropu ideału...
Wydałem własnym sumptem zbiór opowiadań pod tytułem Krew Orłów. Siedem opowieści o Uniwersum, które przedstawię w krótkim eseju. 200 egzemplarzy, 120 kilogramów książek mojej produkcji. Druku dokonało wydawnictwo DRUKOMATIC.pl ...wszystko wygląda bardzo ładnie. Obraz okładki namalował Pan Łukasz Rudnicki, a opracowaniem graficznym okładki zajęła się Pani Anastazja Striliuk. Korekta, redakcja, projekt typograficzny, skład i łamanie to moje dzieło. Także proszę o wyrozumiałość dla ogromu spraw z jakimi się zmierzyłem.
Jestem zadowolony z efektu pracy. Ogłaszam wszystkim moim Czytelnikom, że można kupić egzemplarz lub więcej egzemplarzy po 30 złotych za sztukę. Proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny. Mój e-mail to:
krolewskiorzel@gmail.com
mój numer telefonu to:
783 504 236
Jerzy Piotrowski - kłaniam się i polecam.
Słowem wstępu...
Jestem potężnym
demiurgiem, kreatorem, stwórcą drugiego świata, obdarzam ludzkość drugim, nowym
życiem, wskrzeszam was z martwych wiedząc, że zmartwychpowstanie to rzecz różna
od narodzin. Tworzę Kontynent - łączy go uniwersalny język, znany nieomalże
wszystkim stworzeniom - ogromny, trudny do ogarnięcia nawet wyobraźnią, zdającą
się przecież nie mieć granic. Nieprzeliczone obszary przestrzeni, lasów i
pustyń, pól uprawnych, równin i ugorów, a przede wszystkim przeogromnych
aglomeracji miejskich i rozcinających niebo szczytów gór. Przez środkową jego
część płynie rzeka Szahname mierząca sto siedemdziesiąt tysięcy kilometrów
długości. Wpada do Oceanu Północnego rozległą, szeroko rozlewającą się deltą,
na terytorium Restryktu Walecznych Orłów, za Ciemnym Lasem, gdzie Liktorowie
wydobywają najtwardszy w Uniwersum kruszec - żelazo Liktorów. Serdeczne Duszki
na mocy paktu z nadludźmi - Orłami, sprzedają im drogocenne żelazo. Wymieniają
je za szlachetne kamienie, książki, pieniądze i pojmanych barbarzyńców. Nic nie
jest w stanie przebić zbroi zrobionej z tego metalu, nawet pocisk z karabinu
snajperskiego o dużej mocy i z dużym kalibrem, zatrzyma się natrafiwszy na
żelazo Liktorów. Natomiast pocisk z tegoż przerzyna nawet kevlar i mityczne
adamantium. Zakon skrupulatnie rozlicza każdą bryłkę drogocennego żelaza,
kontroluje jego obecność na Kontynencie. Nie zezwala na to, by trafił w
niepowołane ręce, a zwłaszcza w posiadanie wrogów nadludzi.
Restrykt
zamieszkuje piętnaście miliardów jednostek - w większości ludzi, więc obok
szlachetnych odruchów mamy do czynienia ze zbrodniami i oszustwami. Dwa wielkie
państwa miasta - Rzeczpospolita i Ameryka, dwie aglomeracje skupiające prawie
sto procent populacji ziemi Orłów. Nadludzie stanowią mniejszość, ale to
organizacja Zakonu, założonego wieki temu, przez mitycznych dziś potężnych
praprzodków, na kształt oligarchii magnackiej, rządzi Restryktem, sprawuje
władzę, za czym idzie konieczność zapewnienia bezpieczeństwa słabszym, trzeba
im służyć i ich chronić. Czterdziestu czterech Wielkich Mistrzów to Fecjałowie,
wydający rozporządzenia i ustawy dla całej Rzeczypospolitej żyjącej pod opieką
Zakonu Walecznych Orłów, stanowią oni prawo, według zasad obowiązującego
nonalogu, szczegółowo opisanego w jednym z opowiadań. Łączy ich symbol trzech
krzyży, z wieńczącą środkowy krzyż koroną w kształcie litery M. Duży odsetek
nadludzi prowadzi własne interesy i nie jest zrzeszony pod sztandarem Zakonu.
Jest wiele wierzeń, w różnych bogów, każda religia postulująca miłość do życia
musi być tolerowana, Zakon zezwala więc na istnienie wielu sekt. Rzeczpospolita
to czterdzieści i cztery dzielnice, wielkości niedużych państw, zajmujące teren
na planie heksu - sześciokąta, każdego o powierzchni trzystu tysięcy kilometrów
kwadratowych. Są one jakoby państwami - miastami: mieszkania, gmachy, drapacze
chmur, wieżowce, fabryki, stadiony, kościoły i najprzeróżniejsze zabudowania
infrastruktury ciągną się przez całą powierzchnię dzielnicy, gęsto obsadzoną
różnorodną roślinnością, gdzieniegdzie przetykaną lasami, parkami, jeziorami i
kanałami rzecznymi dla lżejszego oddechu. Architektura pod przewodem genialnych
inżynierów buduje potężne drapacze chmur, od stuleci, niejednokrotnie budynek
mieszkalny mieści w sobie setki tysięcy mieszkańców i jest jakoby autonomicznym
tworem, na jego przestrzeni ludzie organizują większą część życia i
codzienności. Pracuje znakomity odsetek społeczeństwa mnożąc dobrobyt w jakim
żyje Restrykt, w slumsach zaś mieszka ułamek patologiczny, niewielki ale
znaczący, powodujący potrzebę istnienia służby chroniącej bezpieczeństwo
prawomyślnych obywateli. Wielu też silnych nadludzi, z rejonów bogatych,
postanawia wystąpić przeciw literze prawa, by czerpać szybki, duży i łatwy choć
ryzykowny zysk. Tychże również zwalcza Zakon. Dzielnice łączą lotniska dla
samolotów i zeppelinów odrzutowych oraz ekspresowe drogi, wiodące wzdłuż
wszystkich granic, każdego z sześciokątów, na których pojazdy rozwijają
zawrotne prędkości. Drogi to bardzo ważna część infrastruktury, są szerokie,
wielopasmowe i gładkie, podróżuje się nimi prawdziwie komfortowo i bezpiecznie.
Paliwo to wysokooktanowe mieszanki benzyny, lub wodór. Kursują także
superszybkie pociągi zasilane elektrycznością, wykorzystywaną również w
szerokim spektrum silników i napędów. Z kosmosu całość Rzeczypospolitej wygląda
jak plaster miodu jarzący się miliardami białych i żółtych światełek. Poza
państwem miastem czterdziestu czterech dzielnic, w Restrykcie jest jeszcze Ameryka,
w której żyją wszelkie inne nacje: Japonia, Grecja, Niemcy, Francja, Amerykanie
i Chińczycy i inne wielkie narody. Tygiel kulturowy, w którym ingrediencje
mieszają się, tworząc coraz to wyższe kombinacje genów, nabierających przy tym
siły, znaczenia i ich piętrzących się możliwości. Tą częścią Restryktu rządzą
Diakonowie Zakonu.
Nadludzie mają
nadprzyrodzone zdolności, wiele z nich wypracowali długoletnim treningiem,
używają magicznych przedmiotów, znanych jest dużo artefaktów o potężnej mocy;
posługują się czarami oraz sztuką perswazji. Potrafią chwytać kule w
odpowiednim uzbrojeniu, biegać po wodzie, lepiej słyszą i czują zapachy oraz
nadaromaty, mają wyostrzony wzrok, dostrzegają nadkolory, z łatwością oddychają
rozrzedzonym powietrzem, potrafią doskonale antycypować okoliczności. Mają
przeróżne, nazwałbym to: statystyki, określające ich możliwości. Maski mają w
ich życiu duże znaczenie. Zainteresowana władzą część społeczeństwa zna ich
tylko w maskach. Wizerunek jaki tworzą - mówi o nim maska przyodziana na twarz.
Nadludzie dyktują prawa elicie społeczeństwa, ludzki parlament proklamuje je
cywilizowanej ludzkości, ogółowi populacji.
Świat jest
różnorodny i skomplikowany, ale motywację i przyczyny postępowania determinuje
w większej mierze pieniądz, najprostszy wykładnik wartościowania; mało kto
unika stereotypów, wyłamują się z nich przeważnie nadludzie. Jest kilku
rzemieślników potrafiących zakląć magiczną moc w biżuterii, najczęściej w
pierścieniach, czy talizmanach, sprawiając, że rośnie siła lub szybkość,
przybywa odporności i tym podobne.
Montują oni wiedzą metafizyczną nowe artefakty, osiągające zawrotne ceny
dla mających dostęp, bowiem nie każdemu wolno po nie sięgnąć. Nadludzie stoją w
łańcuchu rozwoju najwyżej, na równi z garstką bogów. Są długowieczni, najstarsi
liczą sobie grubo ponad czterysta lat, czyli średnią długość wieku
nadczłowieka. Zwykli ludzie rzadko kiedy dożywają lat stu.
W centrum
Kontynentu leżą dwa okręgi górskie - Himalaje. Dwa łańcuchy szczytów
wrzynających się w świetlany strop nieba - każdy: ośmiu ośmiotysięczników;
otaczają one dwa szczyty jeszcze wyższe, bo liczące dziesięć tysięcy metrów nad
poziom morza. Na każdym ze szczytów okręgów Orły zbudowały - ciężką, żmudną,
cierpliwą i wieloletnią pracą, grody: zamki i pałace oraz łączące się z nimi
miasteczka. To siedziby najpotężniejszych wojowników Zakonu, najważniejszych
Fecjałów. Żyją tam jak sąsiedzi słońca, sąsiedzi śniegu, sąsiedzi orłów. Wodę
na szczyty doprowadzają trąby antygrawitacyjne zasysające ją z kanału rzeki
jaki przekopano na tę potrzebę. Na szczytach wyższych, piętrzących się w środku
okręgów, zbudowane są Świątynie; jedną z nich zajmują bogowie, którzy
zrezygnowali z nieśmiertelności na rzecz życia wiecznego; ich śmierć przyjdzie
po nich gdy tego zechcą. Wzajemnie biesiadują w czas pokoju i świętują
uroczyście przez bieg wieków, obdarzają wsparciem pielgrzymujących do nich
ludzi, dzielą się wiedzą i praktyczną mądrością. Drugą zamieszkuje i ma pod
opieką Strażnik Świątyni - zwany Pierwszym. Ogromny gmach jest mu i jego
garnizonowi domem i miejscem służby. Gorące źródła wytryskują z wierzchołków
najwyższych na Kontynencie szczytów. Ich błogosławieństwa przyciągają rzesze
wiernych, by w wodzie zaczerpnąć sił do życia i zmyć z siebie brud
powszechności egzystencji jaką wiedzie się w Restrykcie.
Nieopodal, choć
są to odległości ogromne, mieści się Diamentowy Kamieniołom, którym zarządza
Srebrny Smok - najpotężniejszy sojusznik Zakonu, piękne i silne, mądre i
długowieczne stworzenie. Potrafiący dmuchnięciem z nosa spalić wioskę. W
kamieniołomie wydobywa się na masową skalę diamenty, osada pracownicza zapewnia
stały dopływ tego szlachetnego kamienia, dla społeczeństwa w Restrykcie, w
przeróżnych rozmiarach. Jeszcze dalej na południe, mamy Tęczowe Jezioro -
pierwszą przystań po przejściu do drugiego świata, nad jego brzegiem leży
miasto asymilujące przybyszów, odzyskują tam siły i nabierają zdrowego wyglądu,
ucząc się żyć na nowo, odnaleźć w obecnych okolicznościach i rzeczywistości.
Tam powstają z martwych.
U źródła
Wielkiej Rzeki, jak zwą Szahname, stoją dwa Magnetyczne Grzbiety utrzymujące
nad sobą ogromnych rozmiarów diamenty, o lekko tylko wypukłych kopułach, na
których Orły zbudowały miasta. To już głębokie południe Kontynentu. Miejsce to
zwie się Cudowną Osadą. Dziesięć diamentowych pokładów, kolejno na coraz
wyższym pułapie, lewitujących w stanie nieważkości nad grzbietami górskimi.
Jest to osada przeznaczona tylko dla zasłużonych nadludzi, miejsce ich urlopów i wypoczynku.
Wszyscy tam są sobie braćmi, nikt nie zamyka drzwi na klucz. Miejsce jest
upalne, ogrzewa je czwarte południowe Słońce jarzące się dziesięcioma jęzorami
ognia, które z bardzo bliska liżą powierzchnię Kontynentu. Trzy kolejne Słońca
świecą od północy nie dając tak wysokich temperatur porą zimową i jesienią, a
jedynie wiosną i latem. W Cudownej Osadzie Utopia ma najwyższy sens i spełnia
się w rzeczywistości. Z dnia na dzień jest tu coraz lepiej i piękniej.
Bezpieczeństwa tego miejsca nigdy nie zachwiano, nic nie nagina tu prawa Orłów,
życie jest pełne zgody i zrozumienia.
Kilka tysięcy
kilometrów na zachód ma źródło rzeka płynąca na południe, przeciwnie do
Szahname, rzeka zwana Woluspą, licząca sobie dziesięć tysięcy kilometrów
długości.
Kontynent zna
sześć Wężowisk, królestw węży i właściwie drugi świat należy do tych stworzeń,
jest ich bowiem tak wiele. Potrafią mówić językiem uniwersalnym Kontynentu.
Żyją w specjalnych enklawach nie naruszanych przez Orły, czy nawet
barbarzyńskie plemiona. Nieznane są głębokie nory, w które wpełzają węże. Okazy
wielkie jak trzydziestoletnie drzewa, są tam zwykłymi mieszkańcami. Zabójczo
groźne gdy nieostrożnie wkracza się w ich domy. Są nawet gatunki potrafiące
uśmiercić wampira. Nie mają jednak żadnych zakusów ekspansywnych, egzystują w
stałej populacji, na właściwym sobie terenie.
Zachodnio -
południową stronę Kontynentu zamieszkują barbarzyńcy. Ich nacja jest jeszcze
liczniejsza niż społeczeństwo Restryktu. Są na niższym szczeblu rozwoju
technologicznego wskutek biedy jaka panuje w ich państwach miastach i
nienawiści, agresji oraz podłości jaką karmią się powszechnie i na co dzień i
jaką objawiają przy każdej okazji. Jednakowoż mają technologie nowoczesne.
Budują nawet odrzutowe zeppeliny w wielkich fabrykach. Karabiny są tu na wagę
złota i tylko nieliczni je posiadają. Rządzi barbarzyńcami król, nie liczący
się w ogóle z pojedynczym życiem, a nawet z ich setkami, drugą najpotężniejszą
osobą jest książę Solger. Długowieczny naczelnik Zakonu Oukonów, elitarnych
zabójców, zażywających czarny, steroidowy narkotyk: adeinę. Pozbawiającą mowy w
zamian za wyostrzenie zmysłów i różne przyrosty. Adeina czyni często bezsennym
wojownika i napełnia go ogromną siłą i wytrzymałością, skracając jednocześnie
długość życia. Jedno z opowiadań przedstawia niedokonany życiorys takiego
barbarzyńcy. Ci zabójcy są w stanie dorównać nadludziom i stają się groźni
nawet dla wojownika Orłów. Kar Bach i Gar Ean to dwa najpotężniejsze państwa
miasta, rozciągają się na grube setki tysięcy kilometrów kwadratowych.
Lecąc dalej na
północ znajdziemy trzy szczyty. Na jednym z nich leży Gniazdo Sokołów;
kilkumilionowej nacji, która osiedliła się tu setki wieków temu, wcześniej
nawet niż przybyły na Kontynent przez bramy czasoprzestrzenne, najstarsze,
minione już, pokolenia Orłów. Sokoły nie rozwinęły się tak społecznie,
jednakowoż ich technologia stopniem zaawansowania dorównuje Zakonowi i oba
narody żyją w przyjaznych relacjach, wymieniając się wynalazkami i goszcząc
wzajemnie. Trzy szczyty mieszczą także, u swych stóp, rozległe jamy nacji
wilkołaków, silnych potworów potrafiących myśleć, mówić i walczyć. Mają
pragnienia podobne ludziom, ale są agresywne i podobne hierarchią oraz
emocjonalnymi odruchami, zwierzętom. Kontynent zamieszkuje wiele różnych
stworzeń: ptactwa, czworonogów, rzeczonych węży, zmutowanych krzyżówek
najróżniejszego gatunku. Większość z nich potrafi posłużyć się językiem
uniwersalnym Kontynentu.
Nikt nie wie
gdzie mieści się Disturbia - ojczyzna wampirów - małodusznych kreatur
budujących na kłamstwie zamki z kart, piszących monochromatyczne bajki. Krąży
jedynie legenda o podziemnym państwie nieumarłych. Dawno temu Kampania
Likwidacyjna przyjęła hasło “kłamiesz=umierasz”. I wytępiła większość, jeżeli
nie wszystkie te, bardzo inteligentne stwory z terenu Restryktu. Są
niebezpieczne nawet dla wojowników nadludzi. Organizacja Zakonu nie toleruje
ich obecności i skazuje bez sądu na śmierć. Dlatego, rzadko który z wampirów
odważa się przekraść do państw miast w Restrykcie. Jedno z opowiadań mówi o
działalności De Coste - hrabiego, przybywającego w towarzystwie jeszcze
dwunastu oprawców, do Wielkopolis. Pojawia się niepokój wyczuwalny od razu dla
nadludzi, organizujących się by znaleźć jego źródło i je usunąć.
Jeszcze dalej na
północ, od Gniazda Sokołów, po stronie zachodniej, leżą góry Hiperborejów i
Hiperborejczyków. Święte Góry. Żyją tam jak lud wojenny w czas pokoju. Nie
nękani ani przez Orły ani przez barbarzyńców, wyjąwszy Oukonów. Gromadzą
nieprzebrane bogactwa i magiczne artefakty, czcząc własnych bogów. Święta to
ich codzienność.
Głównym
bohaterem łączącym nieomal wszystkie siedem opowiadań jest Orin - Wielki Mistrz
Zakonu, jeden z zarządców państw dzielnic. Ponad pięćdziesięcioletni, za czym
idzie młody jeszcze nadczłowiek, ale który zgromadził już dosyć doświadczenia,
by być jak jednoosobowa armia. Nadczłowiek orkiestra: ogarniający
nieprzeliczone zdolności i możliwości. Jego pierwszym fachem jest walka, ale od
chemii i fizyki przez biologię, aż po metafizykę i filozofię, a nawet magię,
nie ma dla niego tajemnic. Fecjał decydujący o losie całej społeczności
Restryktu. Najpotężniejszy z Orłów i najbogatszy z Zakonników. Nikt i nic go
nie oszuka. Jest zawsze zwycięski, z mistrzowskim planem, stu procentowo pewny.
Kłody pod nogami to insekty do rozdeptania. Walczy każdym rodzajem orężu i
podejmuje się zadań niemożliwych. Pierwszy to jego starszy brat rodzony
Strażnik Świątyni. Marek to brat rodzony młodszy, super snajper, inżynier. Orin
jest Krwawym Orłem, jakoby świetnie wyszkolonym i doświadczonym w praktyce
wojennej, elitarnym komandosem, stoi na wyższym stopniu hierarchii, podobnie
jak jego najczęstszy towarzysz - Szary Eminencjo, postać pierwszoplanowa
opowiadań. Krwawe Orły to szczytowy odsetek Zakonu, elita elit.
Warto wspomnieć
jeszcze o Górze Oliwnej, siedzibie Zaratustry, potężnego Orła, Niemieckiego
Persa. Na szczycie góry, płaskim jak tafla morska w bezwietrzny dzień, ogromnym
polu, trwają nieustające igrzyska złotych słoni. Jest wiele trybun, z których
Orły oglądają widowiska, trwające od świtu do zmierzchu, taniec słoni i walki
gladiatorów na ich grzbietach, cieszące oko i budzące wiele silnych emocji.
Jurorzy - ekstraordynaryjne jednostki - rozsądzają o zwycięzcach. I jeszcze dwa
grody leżące na łożysku rzek, grody Przyjaźni i Miłości. Dwa wielkie miasta, w
których nadludzie najczęściej łączą się w pary. Gdzie znajduje ich opatrzność
szczęścia i przeznaczenie by budować ponad siebie.
Oprócz
Kontynentu na Oceanie Wschodnim leżą trzy potężne wyspy. Na jednej z nich żyją
Elfy, na kolejnej w stronę wschodu mieszkają wygnańcy, zbrodniarze zesłani z
Kontynentu. Trzeciej wyspy jeszcze nie zagospodarowałem.





