Dzień dobry Czytelniku...
Dziś szóste przykazanie Walecznego Orła, zakonnika, szósty aksjomat, prawda niepodważalna: Przyjaźń i Miłość. To co w nas najpiękniejszego. Nie bez powodu Przyjaźń stoi pierwsza. Jej jurysdykcja mieści się w ramach rozumu, to szerszy zbiór pojęciowy, Miłość natomiast ulega wpływom serca, z jego pobudek podejmuje przedsięwzięcia. Nie ma w Przyjaźni wielu delikatnych emocji, tych negatywnych emocji, może wątpliwości, jakie rodzą się w mroku Miłości, w jej drżeniu, gdy oczekujesz, gdy jesteś daleko, gdy na dłużej zostałeś sam. Miłość ma wiele rodzajów. Pierwszą ma się dla rodziców, drugą dla rodzeństwa, a zupełnie wyjątkową dla Jednej Jedynej. Wybranki twego serca, kobiety z obcego domu, z którą chcesz budować przyszłość, dzielić resztę życia. Miłość do żony, do matki Twoich dzieci (dla których ma się jeszcze inną miłość, innymi oczami patrzymy na własne potomstwo), doprawdy - tak niewiele o tym wiem, ale co może się nie powieść, gdy jesteś zakochany. Musiałbym niczym ksiądz pouczać, prawić o rzeczach, o których nie mam pojęcia, żadnego doświadczenia, za oparcie mieć jedynie książki czy filmy, lub jeszcze relacje oraz obserwacje osób trzecich, spotkanych wśród zajęć codzienności, widzianych na ulicy, czy przy jakiejś okazji.
Oba te bliźniaczo złączone przykazania: Przyjaźń i Miłość. Zaprawdę - tak mało jest tych uczuć na świecie. Prawdziwych, nie opartych o zysk czy władzę, nie karmionych fałszem i obłudą. A z drugiej strony jest ich mnóstwo, przecież tyle małżeństw się skojarzyło, a bary czy knajpy rozbrzmiewają co wieczór towarzyskim gwarem. Dzieci są dowodem, owocami Miłości, a wszelkiego rodzaju imprezy rodzą się z powodu Przyjaźni ludzkiej. Wiem na pewno, że trzeba być samemu sobie przyjacielem. Są bowiem rzeczy, których sam sobie nie wybaczysz, jedynie przyjaciel jest do tego zdolny. Trzeba więc być przyjacielem dla siebie, by bez brzemienia winy podążać ścieżką wieczności “przed”; by móc patrzeć w przyszłość nie okrytą cieniem przeszłości, by widzieć jej naturalne kolory. Przyjaźń to rzecz bez interesu.
Nie ma w moim życiu ani Miłości ani Przyjaźni, w czystej formie; w oparciu o Rodzinę owszem, jedynie tak. Ale chcę wiedzieć czym są te dwa fenomeny, dlatego zdefiniowałem je pomniejszymi zasadami. Rozczłonkowałem najwnikliwiej, bo aż na dziewięć podpunktów.
Szczerość - pisałem o tym szeroko w jednym z esejów. To siła, czystość, wolność. Musisz wieść życie w rygorze, w szorstkości prawdy, twardo słać swoje łoże. Nie zbaczać z kursu, jakim podążasz z partnerką, czy nie wycofywać się z umów, jakie zawarłeś z braćmi. Kłamstwo niweczy przedsięwzięcia, doprowadza do kolizji i niepożądanych zderzeń. Szczerość - chociażby brutalna - to spoiwo dwu wzniosłych uczuć jakie obrałem za temat tejże rozprawki.
Jedna Jedyna, wymarzona, ze snu dziewczyna, różana królewna somnambuliczna. O swobodnym kroku i lekkiej powiece. Blask i głębia jej szafirowych oczu sprawiają, że tonę szczęśliwy. Że wznoszę się na niedosięgłe pułapy onirycznych wizji, gdzie lecę szczęśliwy. Jej usta, nosek, włosy - jej ciało - to bóstwo z mojego ołtarzyku. Jej mądrość, wszechobywatelskie pojęcie na sprawy teraźniejsze, tak jasno formułujące tezy oparte o najsilniejsze argumenty, którym finalnie nie chcemy przecież zaprzeczyć. Precyzja w docieraniu do meritum, prostoduszność obejścia. Jej poczucie humoru, nicponiowate sowizdrzalstwo jakim rozrywa szarość dnia powszedniego. Ona nazywa to, co mi wymyka się z rąk. Jej trzeźwe spojrzenie na obowiązki. Cokolwiek bym powiedział poetyckiego - Ona tam jest: Jedna Jedyna.
Zaufanie, drogi towar, deficytowy. Tato mi rzekł, zapytany: komu ufać? - “Nikomu!”. Dopiero wonczas powróciliśmy do siebie. Ja mawiałem: ufam tylko sobie. Ale zobacz, zrozum: gdy chcesz Miłości i Przyjaźni, musisz szukać oparcia w zaufaniu, bo inaczej stale trzeba oglądać się za siebie. To niepotrzebna strata czasu i sił. Ja ufam - inaczej... hm... na tym fundamencie zbuduję trwalsze gmachy.
Pożądanie (gdzieś pomiędzy ciszą, sekretem i słodyczą), ogień, paliwo dla ognia, woda na młyn. Nieodparte pragnienie. It’s my birthday and I want it. Precious, My Love. Pierścienia jak mój - pożądam. To zuchwałe pokuszenie: cena i koszt to troska na później, "teraz chcę i tylko to się liczy", tak szepcze pokusa. Wiedz jednak, że zapomnienie może drogo kosztować. To niebezpieczne, bo “nie ma dobrej uczty bez jutra” (de Balzac), więc przemyśl to rozsądnie, dwa razy się zastanów, czy masz ku temu siłę, by pożądać i sięgać po obiekt owego pragnienia. Nasycanie żądzy, intymne pragnienia, zawstydzenie, przezwyciężane zakłopotanie albo zaspokajanie potrzeby, spoufalanie się poprzez imię, czyniące z cnoty dobro ogółu. “Oczywiście, że biorę”, mówił ktoś wielki, ja ujmuję to w niewdzięczny cudzysłów. Skromność tamuje mój giętki język i nie powiem tego czego nie pomyślała głowa.
Sympatia - coś co wysoko cenię. Komplementy z tego zbioru są drogie. To jakby dotykać czegoś przyjemnego. Jak głaskanie kotków, mruczących z zadowoleniem. Sympatia to jędrność, zdrowie, rumieniec rozkoszy. To pluszowy miś, albo osiołek, któremu dobrze patrzy z oczu. Coś do czego chcemy się przytulać. Miłe doznania, głębokie westchnienia. Naturalne poczucie pragnienia wspólnoty, jednoczące przyjaciół i kochanków. Objęcia troskliwych ramion, dotyk czułych dłoni, spojrzenia mówiące, że chcę i lubię.
Rodzina - też szerzej już o tym pisałem - o jej trzech rodzajach. Najważniejsi dla Ciebie ludzie. Osadzony w ich kontekście konsumujesz codzienność. Powinni Ci być najdrożsi, w ich imię mógłbyś poświęcić tak wiele. Bo chcesz i lubisz, mimo że to może drogo kosztować. Wspólna krew, podobne ideały i wartości, oceny rzeczy, wiara, wspólne wspomnienia i przyszłość. Potrzeba akceptacji, zrozumienia, miłość dla Ciebie jakim jesteś. Pomocne dłonie, rozsądne porady mieszczące się w zbiorze Twoich mniemań.
Zwolennictwo - służba pod jednoczącym Was sztandarem, coś blisko lojalności, oddanie dla Przyjaźni i Miłości. Twój głos w czyjejś sprawie, zgoda na to co postanowicie. Posłuszeństwo wobec podstawowych prawd. Stronnictwo, zaplecze, wsparcie. Grunt, na którym stoicie dzielnie; łuk, i strzały gotowe do lotu. Popierająca Twoją sprawę argumentacja. Jednakowe wnioski czerpane ze skarbca historii.
Pasja! Coś co nadaje życiu sens. Motor napędowy codziennych działań. Zabawa! Z siebie toczący się pierścień. Weselny Pierścień Pierścieni. Wszystko co cię cieszy, napełnia optymizmem, Twoja twórczość. Nie potrzebujesz popchnięcia, by zacząć to robić. Coś przy czym czas znika nie dozorowany, umyka prędzej, gdy Ciebie niesie pasja - gdzieś wysoko ponad powszedniością. Zapomnienie o troskach, wytchnienie w przyjaznej oazie, przy czystej wodzie, rozkosz rześkości południowego Zefira. Świetne uczucie jakim napełnia Cię własna działalność. Horyzonty zakreślone wyobraźnią, objęcie ich, zdefiniowanie, osadzenie w kontekście. Inwestycja czasu i sił w przynoszącą - powtórzę to - rozkosz - robotę.
Protekcja. Chronię moich ludzi. Wybiegam w przyszłość na sto lat, ogarniając przestrzeń. Poszukiwanie przyczyn w przyszłości, pytając "po co?", a nie, niewdzięcznie: "dlaczego?". Przyszłość to narodziny, to prawdziwe motywy, z których kształtuje się życie. Wszelkie kombinacje, drobne trybiki wprawiające w ruch wielkie machiny, sieci utkane z efemerycznych tkanin, przejrzystość do dna tak głębokiego, że nawet najczystsza woda go nie zdradzi (Zaratustra). Wiem, kiedy wchodzisz na ulicę, gdy pijesz drinka przez słomkę, gdy wiążesz sznurowadła. Znam smak rzeczy, które muszą nadejść. Smak nowości. Chcę byś czuł się bezpieczny Czytelniku, bo Ty też. Gdziekolwiek, jakkolwiek, cokolwiek, kimkolwiek jesteś. Błogosławiony niech będzie ten dzień, gdy wola Twoja rzeknie: “tak właśnie chciałam, tak chcieć będę”. Złapię Cię gdy upadniesz. I uniosę jeszcze wyżej, bo znam ścieżki tysiąca i jednego przeznaczenia. Obiecuję, nie zawiodę.
Mówiłem to wszystko w kontekście Przyjaźni i Miłości. Tak to czuję i rozumiem. Tak to wygląda rozszczepione przez mój pryzmat. Takimi kolorami się mieni, w tych korytach płyną moje strumienie myśli. Tak mianuję wytyczne, gdy nie umiesz zdobyć się na to sam z siebie. Mogę się mylić. To uczucia tak wzniosłe, iż przekraczają granicę interpretacji, trzeba je stale definiować, poddawać weryfikacji, bo co dnia mogą przynosić coś nowego. Mało się na tym znam, wiodąc samotniczą egzystencję. Ale rozmyślam o tym często, patrzę w tę świetlaną przepaść, w ten strop niebios przeczysty. Uczę się nazywać te uczucia. Wyrażać je w czynach, mówić o nich, dawać ich świadectwo.