wtorek, 20 stycznia 2026

STYCZNIOWY URLOP


 

Dzień dobry Czytelniku!

Piszę kolejny tekst by zapełnić tę białą tablicę. Jaką wartość miałyby słowa człowieka, który zechciałby odwołać całość swojej przeszłości i definiować kształt na nowo? Bzdura, kłamstwo, oszustwo i fałszerstwo. To pytanie niech zostanie bez odpowiedzi w najlepszym razie, a bez dokumentacji w rzeczywistości, w dzisiejszych okolicznościach. Z głębi tekstu dowiecie się czemu sformułowałem podobną treść. Demiurgia słowotwórcza ogarnia mnie na całego. Trafia mnie jak pyszne espresso z kawiarki. Chcę podzielić się wrażeniami z ostatnich tygodni.

Ogólnie trwa rozprężenie poświątecznie i jestem - na dziś dzień - na urlopie. Jednocześnie mam pewność zatrudnienia – podpisałem umowę na rok i wiem, że roboty nie zabraknie. Co dnia mogę wyżyć się do upadłego, przeznaczyć siły życiowe na jakieś pożyteczne zajęcie. Rozprężenie ponad dwutygodniowe od Wigilii, przez Nowy Rok do święta Trzech Króli. Pracuję w kratkę, ale – oczywiście – rzetelnie i uczciwie, aż idzie mi w pięty. Gimnastyka sześcioipółgodzinna.

Kupiłem karty Tarota i co dnia losuję jedną, a do kart dokupiłem dwie książki w temacie. Jedna z nich to trzysta sześćdziesiąt pięć rozkładów, na każdy dzień roku. Poobiednia kawa towarzyszy wróżbom albo podsumowaniom magicznym dni. Rzeczywiście widzę w tym sens, a – myślę – wraz ze stażem używania ich, urośnie moja wiedza i doświadczenie, wnioski wysnuję łatwiej i lepiej zrozumiem konkluzje. Obrazki trafiają mi do przekonania. Poza tym to fajna zabawa, pobudzająca kreatywność. Gra o los i przeznaczenie…

Muzyka leci prawie nieustająco NOTHING MORE i FROM ASHES TO NEW oraz FALLING IN REVERSE bardzo mi się spodobały, przypadły do gustu. Poza tym PAPA ROACH i HOLLYWOOD UNDEAD z pasją słucham. Okolice tych klimatów to moja ścieżka muzyczna. A dziś odpaliłem SEETHER – brzmią świetnie.

Redaguję eseje po raz drugi i ta praca to redakcja ostateczna, po niej już tylko druk i publikacja. Ale raczej w pierwszej kolejności rozbuduję moje biuro, wzbogacę je o trzeci, jeszcze większy monitor i zaczep na ścianę. To za styczniową pracę, w szpitalu, wypłacanym w lutym przelewem. Muszę to przemyśleć. Myślę, że muszę to mieć, to zaktywizuje mnie do szerszych działań.

Uczę się przemilczeń, przeinaczeń, mam złamany kręgosłup moralny. Chcę mieć święty spokój, więc godzę się i nie zaprzeczam. Daję ludziom to czego chcą, mówię to, co chcieliby usłyszeć, właśnie tak. I to też moje. Dopasowuję się, subordynuję. Moja Persona gra w tę grę i chcę być w tym profesjonalistą. Płynąć z prądem, w dłoni mieć nie dnie, ale tygodnie itd… Znacie to – nie – już teraz też to potraficie, bo widzicie, że ja mogę. Tylko ilu z nas zaakceptuje złamany kręgosłup, choćby jedynie moralny…?

Zasady, procedury, algorytmy – wszystko to bardzo lubię. To punkty oparcia, trasowanie na krawędziach cięcia, nie muszę myśleć, tylko zgodnie z przepisem postąpić, kolejność zachować i mam w finale sukces. Praca staje się łatwiejsza i zyskujemy pewność jej dobrego wykonania, jeśli szło zgodnie z planem wyższych umysłów. Nagiąć się do woli rzeczącej pod jakim kątem i podającej parametry wiązania asymilacyjnego. Jak kundel przystosowuję się do środowiska, w którym przyszło mi żyć. Oczywiście z pamięcią o korzeniach i godnościach dawnych… Muszę jednak iść z duchem czasu, być elastycznym i wyszorowanym, zdezynfekowanym choćby niedrogą wodą toaletową. Lubię te rozkoszne zapachy, ulotne, nieznaczne, ale jednocześnie męskie, niedelikatne. W kolorze niebieskim, w odcieniu morskim, arktycznym, świeże i słodko-gorzkie, orzeźwiające.

Czytam dużo Stephena Kinga i Przemysława Piotrowskiego. Mistrza grozy i horroru oraz Polaka, geniusza kryminału. Pierwszy rozbebesza świadomość, szkicuje charaktery, jest pełen treści, pełen potencjału zbrodni, wykorzystujący go na tysiąc sposobów; znajomy jej objawów w najbrutalniejszych odcieniach, wczuwający się w psychikę zwyrodnienia i bestialstwa, nic co nieludzkie nie jest mu obce. Maluje obrazy bitwy i krajobrazu po niej. Używa ciekawych konceptów, zabawnych i trafionych porównań. Niczym niewyczerpana skarbnica tematów produkuje literaturę najwyższych lotów, uwielbiam wszystko co pisze Stephen King. Pan Przemek Piotrowski, poza tym, że nasze korzenie to jedno i to samo drzewo, albo któreś rosnące nieopodal, doskonale przedstawia egzystencję policjantów, funkcjonowanie aparatu prawa w jego ramieniu roboczym, działalność komisariatu i prokuratury. Tam, gdzie jest zbrodnia – są jego bohaterowie. Pierwsza linia frontu walki z przestępczością to wymiar czynności pisarskich Przemysława Piotrowskiego. Geny w naszym ciele muszą być podobne; krew ma ten sam smak. Łączy nas znacznie więcej… jeśli to możliwe. Trzymam kciuki i kibicuję młodemu jeszcze twórcy, dam wsparcie na najwyższym pułapie. Otworzę moje kufry dla Pana Piotrowskiego, aby skosztował mojego chowu. Zaszczepię Go Magią Matrixa. Dosięgnę.

Nigdy od nikogo nie słyszę protestów. Mam metody, by zajść dokądś swoją drogą, nie potykając się i nie złorzecząc. Jestem kochankiem bogów, ich ulubieńcem, wiatry śpiewają moje imię, szepcą je wiosenne liście na drzewach. Symfonia dźwięków wygrywa hałasem tysiąca instrumentów. Sączy się to przez ucho jak z kroplówki, jak przyjemna trucizna w dawce agonalnej, przerwanej tuż przed finałem. W ostatniej chwili zatamowaną podażą. Już widziałeś światełko u końca tunelu, a teraz wszystko co znasz wraca we mgle rozkoszy… I rozcieńczasz dzień w słodyczy i lepkości coli, w jej karmelowej nucie. Kodujesz schemat w szarpnięciach i drgnięciach struny gitarowej. Regulujesz zakres rytmem serca, jego przyspieszonym tempem. I śpiewasz – jaki piękny świat. Optymizm jest arcyważny, to jak promyki słońca ogrzewające Twoje dłonie. Jak pomyślna wiadomość w sprawie życiowego przedsięwzięcia. Jak kolejny miniony kamień milowy. Życie w oderwaniu od pracy ma dla mnie inny smak. Wiem, że praca jest i wolne trzeba wykorzystać dla GEORGE247LABEL na pełny etat w czasie urlopu i w weekendy…

sobota, 22 listopada 2025

Jerzy Piotrowski - LIRYKI - GEORGE 247 LABEL


 

Dzień dobry Czytelniku!

YYYyyyeeeEEEaaaAAAHHHhhh!

To wiekopomna chwila! Wieczność jest we mnie, na skrzydłach mnie unosi… W wielkich skrzydłach wielki wiatr… Oficjalnie opublikowałem, wydałem własnym sumptem kolejną moją rzecz. LIRYKI – to nie jest poezja, ale mowa wiązana rymem i asonansem. Trzeba wyższej koncentracji uwagi, wyższego poziomu percepcji tekstu, by zrozumieć, co jest - czarno na białym - podane. I nie jest to poezja… Jednocześnie nie ma fabuły i czyta się trudniej. Opowieści i historie biegnące swoją drogą, to najłatwiejsze do czytania treści. To moja perspektywa.               I właśnie – garść perspektyw, co dnia, łykaj to… To też jest życie. Moje wiersze są duże objętością, niektóre sięgają granic poematu. Niektórym z Was wydadzą się eklektyczne, wielu znajdzie w nich siebie… może… ale jak spojrzycie tylko na mnie, to pomyślicie, że i Wy tak potraficie. I owszem – zgoda na to! Z mojej strony. Pracowałem jednocześnie nad efektem długo, zainwestowałem mnóstwo godzin w tę profesję. Spartans what is Your proffesion?! Aufff! Aufff! Aufff! Kroczyłem po ostrzu miecza wiele razy. Dowiadywałem się tysiąc razy – jak to jest: spacerować po ostrzu krawędzi przepaści. Otchłań patrzyła we mnie. Wsparłem się na jej głębi, by sięgnąć świetlanego stropu niebios. Chadzałem ścieżkami, którymi jeszcze nigdy nikt nie chodził. Wykorzystałem tysiąc możliwości. Tysiąckrotnie wszelkich dobrych rzeczy poczynałem. Zjadłem sporo… raczyłem się obficie z wielu cystern, wiele smakowałem źródeł.   I teraz dzielę się wiedzą, jestem w tym dobry, więc chcę być zapłacony.

GEORGE 247 LABEL

Wytwórnia Literatury

Prezentuje

Jerzy Piotrowski – LIRYKI

 

Zapraszam do lektury, do kupna lub pożyczania w formie E-BOOK’a na stronach Biblioteki Narodowej, gdzie moją rzecz udostępniam. A przynajmniej próbuję… chcę, by to zataczało coraz szersze kręgi i dopiero ścieżki dostępu do moich dzieł sprawdzam. Ale u mnie kupicie to na pewno, czyściutkie z rąk drukarza [dziękuję serdecznie DRUKOMATIC.pl za świetną robotę] i błyszczące uszlachetnieniem okładki. Niektórzy potrzebują fizycznego obcowania z farbą drukarską itp. Rozumiem to i ma to swoje zalety… Spis treści i wertowanie dokumentu, tekstu - o to idzie raczej mnie. A więc – zdobądźcie ze mną kilka szczytów, gdzie najkrótsza droga od wierzchołka do wierzchołka. Cieszcie się moją pasją, moim weselem. Przezwyciężcie małostkowość i drobne złośliwości, najeżanie się wobec błahostek. Przeze mnie droga ku wielkości i przeze mnie trajektoria ku nowej galaktyce… Unieście i wy to… hm… przeznaczenie. Dobra zabawa jest treścią mojego życia. Miłość, emocje, okrutne przypadki, nienawiść… ciało  i dusza, którą sobie ciało wymyśliło. Rodzina, Zakon, Niejeden, Druh. Znajdziecie ich, znajdziecie to złoto, co się zawsze darowuje, łagodne w blasku.

Egzemplarz książkowy – 20 pln (+koszt wysyłki)

Dzwońcie: 783 504 236 a najlepiej piszcie: krolewskiorzel@gmail.com

Kłaniam się Czytelniku…


sobota, 18 października 2025

GEORGE247LABEL

 

Dzień dobry – Czytelniku - muszę rzec, gdyż do Czytelnika właśnie się… hm… kłaniam. Mój tekst odnosi się do ostatniej publikacji, oznajmującej o otwarciu

GEORGE247LABEL

WYTWÓRNIA LITERATURY

Moją pasją jest czytanie i pisanie, to moja radość, moje wesele. Nie mam i nie baczę: szczęścia żony, ani troszczę się o dzieci… dzieła mojego baczę! To jedyny środek             i jedyna droga, dzięki którym nie wszystek umrę. Stawiam sobie pomnik trwalszy niźli ze spiżu. Wieczność jest we mnie, na skrzydłach mnie unosi. Tylko ptaki są nad ludźmi.

Językiem polskim i twórczością zajmuję się dużo ponad dwadzieścia lat, oczywiście w wymiarze pełnoetatowym. Z materiału słowa, z uprawy tego poletka, któremu płuży słowo, czerpię tworzywo. Do budowania kształtów, projektowania charakterystyk, do barwnego opisu, do rozbebeszania podświadomości; do opowiadania                 o rzeczywistości, zarówno normalnej jak i fikcyjnej oraz objaśniania praw nią rządzących. Podróżuję kolorowym kalejdoskopem wyobraźni przez nieogarnięte galaktyki czasoprzestrzeni.  Osadzam dzielnych bohaterów w ich kontekstach. Roję mary jakich nie znała do tej pory głąb ludzkich dusz. Obdarzam ptaki ósmym sklepieniem niebios, a Zaratustrę nowymi, wyższymi - Świętymi Górami. Treść i forma, opowieść i jej ramy, tekst                     i interpunkcja, składnia, frazeologia, metafory, epitety, czy pleonazmy i tautologie – wszystko to bardzo lubię, ich definicje, znaczenia oraz subtelne odcienie różnic.        I to jest właśnie przedmiot moich wysiłków – fenomen działań, kreatywnie zatrudniających moją WYTWÓRNIĘ LITERATURY.

Tekst – jego wymowa i kształt. By go stworzyć, wznoszę się wyżej niż niejeden poeta. Jestem redaktorem                     i edytorem, ogarniam techniczne aspekty egzystowania tekstów, przeprowadzam precyzyjną korektę, łamię             i składam wypowiedzi oraz – oczywiście – tworzę! Jestem Demiurgiem Autentyku; z eklektycznych fragmentów rozsianych pomiędzy krainami i czasem, kreuję spójną i sensowną całość - Literaturę. Jestem Wielkim Architektem Matrixa. Wywieram wpływ. Inspiruję. Widzę dokładną synchroniczność                              z Wszechświatem. Piszę opowiadania, krótkie teksty warsztatowe, mam duży dorobek w materii wiersza              i poematu, liryki. Pełen esejów zeszyt, dzienniki, zbiory cytatów; aksjomat to również maile pisane co dnia. Wielokrotnym doświadczeniem potwierdziłem zdolność do działań redaktorskich, podczas pisania i poprawiania różnych rozprawek i prac.  A więc - nie obce mi żadne słowo – nawet ostry RAP – i w tym gatunku treści smakowałem… tekst pisany to moja praca, treść mojej profesji.

Jeśli ktoś miałby problem lub chciał zasięgnąć rzetelnej   i uczciwej opinii, na temat tekstu, który pisze, bądź napisał, to zapraszam do współpracy. W spektrum moich możliwości operacyjnych liczę również lekcje języka polskiego, czyli korepetycje. Moją specjalnością jest historia literatury, proces historycznoliteracki, czerpię bogactwo wiedzy i doświadczeń, z nieprzebranej skarbnicy klasyki, i wiem, że na drodze arcydzieł najszybciej zawędrujemy do serca języka, by poznać go blisko i władać nim precyzyjnie. Jednocześnie rozumiem, że poręcz, której się trzymamy wchodząc po stopniach, to gramatyka (najściślejsza z wiedzy humanistycznych). Ale – myślę – trzeba uczyć się gramatyki, w aspekcie komunikacyjnym, w gotowych sytuacjach praktycznie jej używając, a nie wkuwając na pamięć dziesiątki skomplikowanych tabelek, obrazujących poprawność      w tworzeniu form. Mając trzy punkty oparcia we mnie,   w nauczycielu/lektorze, możecie Państwo zgłębiać tajniki języka polskiego - zaskakującego nas co dnia. I taką współpracę też oferuję. Jestem elastyczny                                    i komunikatywny, dopasowuję się z lekkością, do odpowiedniej formy pracy i czerpię z tego czystą przyjemność. Magister dicti! Mam dyplom Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie studiowałem pod opieką najwspanialszych w historii filologów. Dyplom      z oceną: dobry.

W 2013 roku Wydawnictwo Miniatura z Krakowa opublikowało, w ilości 200 egzemplarzy, mój wybór cytatów z najgłośniejszych klasyków literatury. Dwie publikacje z numerem ISBN wydałem własnym sumptem, możliwe do wypożyczenia w kilkunastu bibliotekach. Kolejne wydam wkrótce, numery ISBN są rozdzielone i pozostało tylko wysłać plik do druku. Nagrałem ponad dziesięć audiobooków, z lektur będących już dobrem ludzkości (70 lat minęło od śmierci autora). Artykułuję wyraźnie, z czytelną dykcją i mam ogrom empatii w głębokim zrozumieniu Sztuki, jeśli może być nią proza; emocje jakie niesie tekst literacki, potrafię przekazać dokładnie, w zgodzie z zaaranżowaną linią interpretacji. Zapraszam do poznania próbek, wycinków z ciała całości, do słuchania moich podcastów. Znajdziecie je Państwo na mojej stronie:

jurekpiotrowski.blogspot.com

serdecznie zapraszam, komentujcie i zostawiajcie ślad.

 

KONTAKT: jurek_piotrowski@outlook.com

krolewskiorzel@gmail.com

TELEFON: 783 504 236

 

 

sobota, 26 lipca 2025

DZIEŁA - wydanie książkowe...







 

Asceza – eksploatowanie sił życiowych na wyższe cele – Twórczość. Wielką Literą. Z planem,   z namysłem i pasją, zaangażowaniem. Na poważne tematy mową wiązaną rymem i asonansem. Mnożenie znaczeń. Poetycka metafora, żagiel przenośni chwytający wielki wiatr w swoje skrzydło. Płynę! Tonę w tęczówce Twojego oka Czytelniku. Sięgam dna, z którego tylko ostatni krok do szczytu. Błysk i blask – grom i hałas. Życie i śmierć, nienawiść i miłość, chleb i niebo, taniec i sen, proza marzeń. Wszystko to doświadczenie, ładunek emocji do zinternalizowania – weź to. I maszeruj w paszczę bestii. Legion Braci podąży za Tobą, a za Nami powlecze się wreszcie kulawa, ale widząca Sprawiedliwość. Bogowie też widzą. Doceńcie moje dary, które rad dzielę. To moja profesja – moje wesele. Ptaki moich myśli na niebie i ich cienie pod moimi stopami. Wiem dokładnie czego potrzebujesz…

Słowa zachęty do lektury niewielkiego dzieła, liczącego zaledwie 122 strony. Wydałem 100 egzemplarzy. Całość tomiku to trzy poematy – jeden we fragmentach, drugi z podziałem na role, więc raczej tragifarsa, a trzeci oktawami, które są taktem, a nie wędzidłem. I coś, co wyżłobi zmarszczki na Waszych umysłach – mój RAP, tak mocno przesadzony… ale zapraszam do czytania. Cały tomik dedykowany jest Jednej Jedynej i mały cykl wierszy wewnątrz, też dla Niej – dla Jolanty - przeznaczam… trochę Antycznych Rozprawek, czyli wierszem o wierzeniach Greków. Oczywiście warto! Czytać. Nic więcej nie mam na myśli. To druga pełnoprawna publikacja George247Label, jak mianuję moją wytwórnię. Całość zadrukowało, pocięło i skleiło wydawnictwo DRUKOMATIC.pl są świetni i szybcy, dziękuje im serdecznie. 

„Nie ma książki bez błędów” to teza postawiona w ciekawej lekturze. W książce o tytule Edytorstwo autorstwa Pana Łukasza Garbala.

Korekta, skład, łamanie i typografia tomiku, to moje dzieło. Wszystko to teksty, do których mam dziś zdrowy dystans, to dokumentacja obłędu i próżności jaka mnie napełniała. Młodość durna i chmurna, acz pełna miłości, jak nazywa to Wieszcz. Ale to świadectwo mojej drogi, ścieżek, które wydeptałem, i którymi jeszcze nikt nie chadzał. Jest jeszcze tyle możliwości.

Czytelniku – zapraszam do lektury.

10 złotych za sztukę i koszt przesyłki w odpowiedzialności zamawiającego.

Kontakt:

krolewskiorzel@gmail.com

telefon:  783 504 236 – Jurek…

niedziela, 13 lipca 2025

CYFROWY E-BOOK - KREW ORŁÓW

 

Dzień dobry Czytelniku!

Zapraszam do kupna, namawiam byście zakupili zbiór moich opowiadań:

 

KREW ORŁÓW

 

Stworzyłem wersję cyfrową PDF, teraz każdy może kupić moją książkę, bez czułości obcych rąk. Możecie wgrać ją w czytnik E-BOOK’ów i konsumować treść bezproblemowo, lub otworzyć ją w komputerze. Sami najlepiej wiecie, jak lubicie czytać.

Piszcie na mój adres GMAIL:

krolewskiorzel@gmail.com

lub dzwońcie z zamówieniem, lub przez WhatsApp:

783 504 236

Wersja elektroniczna to 25 złotych do zapłaty i dwa megabajty do transferu.

Książka papierowa to 30 złotych, plus wysyłka… do paczkomatu lub kurierem.

Płatność blikiem lub przelewem tradycyjnym, po umówieniu transakcji mailem.

Polecam się, to naprawdę wartościowe dzieło, bogate w treść tej ziemi. Warto! Jeśli zadacie sobie to pytanie…

 

 

piątek, 30 maja 2025

KREW ORŁÓW Jerzy Piotrowski



 Dzień dobry Czytelniku!

To wiekopomna chwila... Wieczność jest we mnie, na skrzydłach mnie unosi... W głębię słów, w ich oparcie, by sięgnąć świetlanego stropu ideału... 

Wydałem własnym sumptem zbiór opowiadań pod tytułem Krew Orłów. Siedem opowieści o Uniwersum, które przedstawię w krótkim eseju. 200 egzemplarzy, 120 kilogramów książek mojej produkcji. Druku dokonało wydawnictwo DRUKOMATIC.pl   ...wszystko wygląda bardzo ładnie. Obraz okładki namalował Pan Łukasz Rudnicki, a opracowaniem graficznym okładki zajęła się Pani Anastazja Striliuk. Korekta, redakcja, projekt typograficzny, skład i łamanie to moje dzieło. Także proszę o wyrozumiałość dla ogromu spraw z jakimi się zmierzyłem. 

Jestem zadowolony z efektu pracy. Ogłaszam wszystkim moim Czytelnikom, że można kupić egzemplarz lub więcej egzemplarzy po 30 złotych za sztukę. Proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny. Mój e-mail to: 

krolewskiorzel@gmail.com

mój numer telefonu to:

783 504 236

Jerzy Piotrowski - kłaniam się i polecam.

Słowem wstępu...

Jestem potężnym demiurgiem, kreatorem, stwórcą drugiego świata, obdarzam ludzkość drugim, nowym życiem, wskrzeszam was z martwych wiedząc, że zmartwychpowstanie to rzecz różna od narodzin. Tworzę Kontynent - łączy go uniwersalny język, znany nieomalże wszystkim stworzeniom - ogromny, trudny do ogarnięcia nawet wyobraźnią, zdającą się przecież nie mieć granic. Nieprzeliczone obszary przestrzeni, lasów i pustyń, pól uprawnych, równin i ugorów, a przede wszystkim przeogromnych aglomeracji miejskich i rozcinających niebo szczytów gór. Przez środkową jego część płynie rzeka Szahname mierząca sto siedemdziesiąt tysięcy kilometrów długości. Wpada do Oceanu Północnego rozległą, szeroko rozlewającą się deltą, na terytorium Restryktu Walecznych Orłów, za Ciemnym Lasem, gdzie Liktorowie wydobywają najtwardszy w Uniwersum kruszec - żelazo Liktorów. Serdeczne Duszki na mocy paktu z nadludźmi - Orłami, sprzedają im drogocenne żelazo. Wymieniają je za szlachetne kamienie, książki, pieniądze i pojmanych barbarzyńców. Nic nie jest w stanie przebić zbroi zrobionej z tego metalu, nawet pocisk z karabinu snajperskiego o dużej mocy i z dużym kalibrem, zatrzyma się natrafiwszy na żelazo Liktorów. Natomiast pocisk z tegoż przerzyna nawet kevlar i mityczne adamantium. Zakon skrupulatnie rozlicza każdą bryłkę drogocennego żelaza, kontroluje jego obecność na Kontynencie. Nie zezwala na to, by trafił w niepowołane ręce, a zwłaszcza w posiadanie wrogów nadludzi.

Restrykt zamieszkuje piętnaście miliardów jednostek - w większości ludzi, więc obok szlachetnych odruchów mamy do czynienia ze zbrodniami i oszustwami. Dwa wielkie państwa miasta - Rzeczpospolita i Ameryka, dwie aglomeracje skupiające prawie sto procent populacji ziemi Orłów. Nadludzie stanowią mniejszość, ale to organizacja Zakonu, założonego wieki temu, przez mitycznych dziś potężnych praprzodków, na kształt oligarchii magnackiej, rządzi Restryktem, sprawuje władzę, za czym idzie konieczność zapewnienia bezpieczeństwa słabszym, trzeba im służyć i ich chronić. Czterdziestu czterech Wielkich Mistrzów to Fecjałowie, wydający rozporządzenia i ustawy dla całej Rzeczypospolitej żyjącej pod opieką Zakonu Walecznych Orłów, stanowią oni prawo, według zasad obowiązującego nonalogu, szczegółowo opisanego w jednym z opowiadań. Łączy ich symbol trzech krzyży, z wieńczącą środkowy krzyż koroną w kształcie litery M. Duży odsetek nadludzi prowadzi własne interesy i nie jest zrzeszony pod sztandarem Zakonu. Jest wiele wierzeń, w różnych bogów, każda religia postulująca miłość do życia musi być tolerowana, Zakon zezwala więc na istnienie wielu sekt. Rzeczpospolita to czterdzieści i cztery dzielnice, wielkości niedużych państw, zajmujące teren na planie heksu - sześciokąta, każdego o powierzchni trzystu tysięcy kilometrów kwadratowych. Są one jakoby państwami - miastami: mieszkania, gmachy, drapacze chmur, wieżowce, fabryki, stadiony, kościoły i najprzeróżniejsze zabudowania infrastruktury ciągną się przez całą powierzchnię dzielnicy, gęsto obsadzoną różnorodną roślinnością, gdzieniegdzie przetykaną lasami, parkami, jeziorami i kanałami rzecznymi dla lżejszego oddechu. Architektura pod przewodem genialnych inżynierów buduje potężne drapacze chmur, od stuleci, niejednokrotnie budynek mieszkalny mieści w sobie setki tysięcy mieszkańców i jest jakoby autonomicznym tworem, na jego przestrzeni ludzie organizują większą część życia i codzienności. Pracuje znakomity odsetek społeczeństwa mnożąc dobrobyt w jakim żyje Restrykt, w slumsach zaś mieszka ułamek patologiczny, niewielki ale znaczący, powodujący potrzebę istnienia służby chroniącej bezpieczeństwo prawomyślnych obywateli. Wielu też silnych nadludzi, z rejonów bogatych, postanawia wystąpić przeciw literze prawa, by czerpać szybki, duży i łatwy choć ryzykowny zysk. Tychże również zwalcza Zakon. Dzielnice łączą lotniska dla samolotów i zeppelinów odrzutowych oraz ekspresowe drogi, wiodące wzdłuż wszystkich granic, każdego z sześciokątów, na których pojazdy rozwijają zawrotne prędkości. Drogi to bardzo ważna część infrastruktury, są szerokie, wielopasmowe i gładkie, podróżuje się nimi prawdziwie komfortowo i bezpiecznie. Paliwo to wysokooktanowe mieszanki benzyny, lub wodór. Kursują także superszybkie pociągi zasilane elektrycznością, wykorzystywaną również w szerokim spektrum silników i napędów. Z kosmosu całość Rzeczypospolitej wygląda jak plaster miodu jarzący się miliardami białych i żółtych światełek. Poza państwem miastem czterdziestu czterech dzielnic, w Restrykcie jest jeszcze Ameryka, w której żyją wszelkie inne nacje: Japonia, Grecja, Niemcy, Francja, Amerykanie i Chińczycy i inne wielkie narody. Tygiel kulturowy, w którym ingrediencje mieszają się, tworząc coraz to wyższe kombinacje genów, nabierających przy tym siły, znaczenia i ich piętrzących się możliwości. Tą częścią Restryktu rządzą Diakonowie Zakonu.

Nadludzie mają nadprzyrodzone zdolności, wiele z nich wypracowali długoletnim treningiem, używają magicznych przedmiotów, znanych jest dużo artefaktów o potężnej mocy; posługują się czarami oraz sztuką perswazji. Potrafią chwytać kule w odpowiednim uzbrojeniu, biegać po wodzie, lepiej słyszą i czują zapachy oraz nadaromaty, mają wyostrzony wzrok, dostrzegają nadkolory, z łatwością oddychają rozrzedzonym powietrzem, potrafią doskonale antycypować okoliczności. Mają przeróżne, nazwałbym to: statystyki, określające ich możliwości. Maski mają w ich życiu duże znaczenie. Zainteresowana władzą część społeczeństwa zna ich tylko w maskach. Wizerunek jaki tworzą - mówi o nim maska przyodziana na twarz. Nadludzie dyktują prawa elicie społeczeństwa, ludzki parlament proklamuje je cywilizowanej ludzkości, ogółowi populacji.

Świat jest różnorodny i skomplikowany, ale motywację i przyczyny postępowania determinuje w większej mierze pieniądz, najprostszy wykładnik wartościowania; mało kto unika stereotypów, wyłamują się z nich przeważnie nadludzie. Jest kilku rzemieślników potrafiących zakląć magiczną moc w biżuterii, najczęściej w pierścieniach, czy talizmanach, sprawiając, że rośnie siła lub szybkość, przybywa odporności i tym podobne.  Montują oni wiedzą metafizyczną nowe artefakty, osiągające zawrotne ceny dla mających dostęp, bowiem nie każdemu wolno po nie sięgnąć. Nadludzie stoją w łańcuchu rozwoju najwyżej, na równi z garstką bogów. Są długowieczni, najstarsi liczą sobie grubo ponad czterysta lat, czyli średnią długość wieku nadczłowieka. Zwykli ludzie rzadko kiedy dożywają lat stu.

W centrum Kontynentu leżą dwa okręgi górskie - Himalaje. Dwa łańcuchy szczytów wrzynających się w świetlany strop nieba - każdy: ośmiu ośmiotysięczników; otaczają one dwa szczyty jeszcze wyższe, bo liczące dziesięć tysięcy metrów nad poziom morza. Na każdym ze szczytów okręgów Orły zbudowały - ciężką, żmudną, cierpliwą i wieloletnią pracą, grody: zamki i pałace oraz łączące się z nimi miasteczka. To siedziby najpotężniejszych wojowników Zakonu, najważniejszych Fecjałów. Żyją tam jak sąsiedzi słońca, sąsiedzi śniegu, sąsiedzi orłów. Wodę na szczyty doprowadzają trąby antygrawitacyjne zasysające ją z kanału rzeki jaki przekopano na tę potrzebę. Na szczytach wyższych, piętrzących się w środku okręgów, zbudowane są Świątynie; jedną z nich zajmują bogowie, którzy zrezygnowali z nieśmiertelności na rzecz życia wiecznego; ich śmierć przyjdzie po nich gdy tego zechcą. Wzajemnie biesiadują w czas pokoju i świętują uroczyście przez bieg wieków, obdarzają wsparciem pielgrzymujących do nich ludzi, dzielą się wiedzą i praktyczną mądrością. Drugą zamieszkuje i ma pod opieką Strażnik Świątyni - zwany Pierwszym. Ogromny gmach jest mu i jego garnizonowi domem i miejscem służby. Gorące źródła wytryskują z wierzchołków najwyższych na Kontynencie szczytów. Ich błogosławieństwa przyciągają rzesze wiernych, by w wodzie zaczerpnąć sił do życia i zmyć z siebie brud powszechności egzystencji jaką wiedzie się w Restrykcie.

Nieopodal, choć są to odległości ogromne, mieści się Diamentowy Kamieniołom, którym zarządza Srebrny Smok - najpotężniejszy sojusznik Zakonu, piękne i silne, mądre i długowieczne stworzenie. Potrafiący dmuchnięciem z nosa spalić wioskę. W kamieniołomie wydobywa się na masową skalę diamenty, osada pracownicza zapewnia stały dopływ tego szlachetnego kamienia, dla społeczeństwa w Restrykcie, w przeróżnych rozmiarach. Jeszcze dalej na południe, mamy Tęczowe Jezioro - pierwszą przystań po przejściu do drugiego świata, nad jego brzegiem leży miasto asymilujące przybyszów, odzyskują tam siły i nabierają zdrowego wyglądu, ucząc się żyć na nowo, odnaleźć w obecnych okolicznościach i rzeczywistości. Tam powstają z martwych.

U źródła Wielkiej Rzeki, jak zwą Szahname, stoją dwa Magnetyczne Grzbiety utrzymujące nad sobą ogromnych rozmiarów diamenty, o lekko tylko wypukłych kopułach, na których Orły zbudowały miasta. To już głębokie południe Kontynentu. Miejsce to zwie się Cudowną Osadą. Dziesięć diamentowych pokładów, kolejno na coraz wyższym pułapie, lewitujących w stanie nieważkości nad grzbietami górskimi. Jest to osada przeznaczona tylko dla zasłużonych  nadludzi, miejsce ich urlopów i wypoczynku. Wszyscy tam są sobie braćmi, nikt nie zamyka drzwi na klucz. Miejsce jest upalne, ogrzewa je czwarte południowe Słońce jarzące się dziesięcioma jęzorami ognia, które z bardzo bliska liżą powierzchnię Kontynentu. Trzy kolejne Słońca świecą od północy nie dając tak wysokich temperatur porą zimową i jesienią, a jedynie wiosną i latem. W Cudownej Osadzie Utopia ma najwyższy sens i spełnia się w rzeczywistości. Z dnia na dzień jest tu coraz lepiej i piękniej. Bezpieczeństwa tego miejsca nigdy nie zachwiano, nic nie nagina tu prawa Orłów, życie jest pełne zgody i zrozumienia.

Kilka tysięcy kilometrów na zachód ma źródło rzeka płynąca na południe, przeciwnie do Szahname, rzeka zwana Woluspą, licząca sobie dziesięć tysięcy kilometrów długości.

Kontynent zna sześć Wężowisk, królestw węży i właściwie drugi świat należy do tych stworzeń, jest ich bowiem tak wiele. Potrafią mówić językiem uniwersalnym Kontynentu. Żyją w specjalnych enklawach nie naruszanych przez Orły, czy nawet barbarzyńskie plemiona. Nieznane są głębokie nory, w które wpełzają węże. Okazy wielkie jak trzydziestoletnie drzewa, są tam zwykłymi mieszkańcami. Zabójczo groźne gdy nieostrożnie wkracza się w ich domy. Są nawet gatunki potrafiące uśmiercić wampira. Nie mają jednak żadnych zakusów ekspansywnych, egzystują w stałej populacji, na właściwym sobie terenie.

Zachodnio - południową stronę Kontynentu zamieszkują barbarzyńcy. Ich nacja jest jeszcze liczniejsza niż społeczeństwo Restryktu. Są na niższym szczeblu rozwoju technologicznego wskutek biedy jaka panuje w ich państwach miastach i nienawiści, agresji oraz podłości jaką karmią się powszechnie i na co dzień i jaką objawiają przy każdej okazji. Jednakowoż mają technologie nowoczesne. Budują nawet odrzutowe zeppeliny w wielkich fabrykach. Karabiny są tu na wagę złota i tylko nieliczni je posiadają. Rządzi barbarzyńcami król, nie liczący się w ogóle z pojedynczym życiem, a nawet z ich setkami, drugą najpotężniejszą osobą jest książę Solger. Długowieczny naczelnik Zakonu Oukonów, elitarnych zabójców, zażywających czarny, steroidowy narkotyk: adeinę. Pozbawiającą mowy w zamian za wyostrzenie zmysłów i różne przyrosty. Adeina czyni często bezsennym wojownika i napełnia go ogromną siłą i wytrzymałością, skracając jednocześnie długość życia. Jedno z opowiadań przedstawia niedokonany życiorys takiego barbarzyńcy. Ci zabójcy są w stanie dorównać nadludziom i stają się groźni nawet dla wojownika Orłów. Kar Bach i Gar Ean to dwa najpotężniejsze państwa miasta, rozciągają się na grube setki tysięcy kilometrów kwadratowych.

Lecąc dalej na północ znajdziemy trzy szczyty. Na jednym z nich leży Gniazdo Sokołów; kilkumilionowej nacji, która osiedliła się tu setki wieków temu, wcześniej nawet niż przybyły na Kontynent przez bramy czasoprzestrzenne, najstarsze, minione już, pokolenia Orłów. Sokoły nie rozwinęły się tak społecznie, jednakowoż ich technologia stopniem zaawansowania dorównuje Zakonowi i oba narody żyją w przyjaznych relacjach, wymieniając się wynalazkami i goszcząc wzajemnie. Trzy szczyty mieszczą także, u swych stóp, rozległe jamy nacji wilkołaków, silnych potworów potrafiących myśleć, mówić i walczyć. Mają pragnienia podobne ludziom, ale są agresywne i podobne hierarchią oraz emocjonalnymi odruchami, zwierzętom. Kontynent zamieszkuje wiele różnych stworzeń: ptactwa, czworonogów, rzeczonych węży, zmutowanych krzyżówek najróżniejszego gatunku. Większość z nich potrafi posłużyć się językiem uniwersalnym Kontynentu.

Nikt nie wie gdzie mieści się Disturbia - ojczyzna wampirów - małodusznych kreatur budujących na kłamstwie zamki z kart, piszących monochromatyczne bajki. Krąży jedynie legenda o podziemnym państwie nieumarłych. Dawno temu Kampania Likwidacyjna przyjęła hasło “kłamiesz=umierasz”. I wytępiła większość, jeżeli nie wszystkie te, bardzo inteligentne stwory z terenu Restryktu. Są niebezpieczne nawet dla wojowników nadludzi. Organizacja Zakonu nie toleruje ich obecności i skazuje bez sądu na śmierć. Dlatego, rzadko który z wampirów odważa się przekraść do państw miast w Restrykcie. Jedno z opowiadań mówi o działalności De Coste - hrabiego, przybywającego w towarzystwie jeszcze dwunastu oprawców, do Wielkopolis. Pojawia się niepokój wyczuwalny od razu dla nadludzi, organizujących się by znaleźć jego źródło i je usunąć.

Jeszcze dalej na północ, od Gniazda Sokołów, po stronie zachodniej, leżą góry Hiperborejów i Hiperborejczyków. Święte Góry. Żyją tam jak lud wojenny w czas pokoju. Nie nękani ani przez Orły ani przez barbarzyńców, wyjąwszy Oukonów. Gromadzą nieprzebrane bogactwa i magiczne artefakty, czcząc własnych bogów. Święta to ich codzienność.

Głównym bohaterem łączącym nieomal wszystkie siedem opowiadań jest Orin - Wielki Mistrz Zakonu, jeden z zarządców państw dzielnic. Ponad pięćdziesięcioletni, za czym idzie młody jeszcze nadczłowiek, ale który zgromadził już dosyć doświadczenia, by być jak jednoosobowa armia. Nadczłowiek orkiestra: ogarniający nieprzeliczone zdolności i możliwości. Jego pierwszym fachem jest walka, ale od chemii i fizyki przez biologię, aż po metafizykę i filozofię, a nawet magię, nie ma dla niego tajemnic. Fecjał decydujący o losie całej społeczności Restryktu. Najpotężniejszy z Orłów i najbogatszy z Zakonników. Nikt i nic go nie oszuka. Jest zawsze zwycięski, z mistrzowskim planem, stu procentowo pewny. Kłody pod nogami to insekty do rozdeptania. Walczy każdym rodzajem orężu i podejmuje się zadań niemożliwych. Pierwszy to jego starszy brat rodzony Strażnik Świątyni. Marek to brat rodzony młodszy, super snajper, inżynier. Orin jest Krwawym Orłem, jakoby świetnie wyszkolonym i doświadczonym w praktyce wojennej, elitarnym komandosem, stoi na wyższym stopniu hierarchii, podobnie jak jego najczęstszy towarzysz - Szary Eminencjo, postać pierwszoplanowa opowiadań. Krwawe Orły to szczytowy odsetek Zakonu, elita elit.

Warto wspomnieć jeszcze o Górze Oliwnej, siedzibie Zaratustry, potężnego Orła, Niemieckiego Persa. Na szczycie góry, płaskim jak tafla morska w bezwietrzny dzień, ogromnym polu, trwają nieustające igrzyska złotych słoni. Jest wiele trybun, z których Orły oglądają widowiska, trwające od świtu do zmierzchu, taniec słoni i walki gladiatorów na ich grzbietach, cieszące oko i budzące wiele silnych emocji. Jurorzy - ekstraordynaryjne jednostki - rozsądzają o zwycięzcach. I jeszcze dwa grody leżące na łożysku rzek, grody Przyjaźni i Miłości. Dwa wielkie miasta, w których nadludzie najczęściej łączą się w pary. Gdzie znajduje ich opatrzność szczęścia i przeznaczenie by budować ponad siebie.

Oprócz Kontynentu na Oceanie Wschodnim leżą trzy potężne wyspy. Na jednej z nich żyją Elfy, na kolejnej w stronę wschodu mieszkają wygnańcy, zbrodniarze zesłani z Kontynentu. Trzeciej wyspy jeszcze nie zagospodarowałem.