niedziela, 9 czerwca 2024

6. 1. SZCZEROŚĆ

 Dzień dobry Czytelniku.

Jest siłą. Jest czystością. Przyjaźnią i Miłością. Wszyscy jej pragną, na nią liczą i wymagają. Szczerość. Jesteś szczery więc jesteś wolny. Stuprocentowa powoduje zawrót głowy, zachwyt, uniesienie i radosną euforię. Chadza prostymi drogami. Oczywista jest błogosławieństwem i krokiem postępu ku lepszemu dniu jutrzejszemu, ku nowości otwierającej oczy. Nie wszystkich na nią stać. Unika kombinowania, neguje podstęp, nie wyda Cię na pastwę. Od niemocy kłamstwa daleko jeszcze do umiłowania prawdy, a szczerość tylko prawdą się posługuje. Jakoś brak mi słów, wena nie dyktuje tekstu. A to przecież tak wdzięczny temat. Tak szlachetny. Muszę być szczery po pierwsze przed samym sobą - i tyle już by wystarczyło, ale chcę szczerością obdarzać wszystkich, nawet tych znienawidzonych z głębi serca, albo tych od pierwszego wejrzenia. Wskutek tego szczerość może być Twoim niebezpieczeństwem. Potwierdzać czyjeś poglądy, zgadzać się z jego zdaniem, przytakiwać mniemaniom - to najprostszy sposób by się komuś przypodobać. Ale rodzi się pytanie na ile wówczas możesz być szczery? Gdy mam do wyboru: własne zdanie albo święty spokój - wybieram to drugie. To znamię mojego braku charakteru, piętno wyciśnięte na mnie przez życie - po zeznaniu jakiego wyboru bym dokonał, takie właśnie słowa cisną się na usta. A ja po dwakroć odmawiam sobie słuszności, gdyż mam ją za sobą. I czy mogę być szczery, gdy nie mam zdefiniowanego poglądu? Niewinny jestem jako dziecię, jak przychodzący do Ciebie przypadek.

Cenię u bliźnich szczerość bardzo wysoko, nawet gdy jest krzywdząca, bolesna i brutalna. Wystawiam się na jej ciosy, choćby wbijała sztylet w serce (o ile trafi w nie). Rozumiem. Mam wiele zrozumienia dla wszystkich, a małych krzywd doznaję co dnia więc przywykłem. Wówczas i duża przykrość jest łatwiejsza do zniesienia. Prawda jest prawdą - czy się mówi czy milczy. Jeśli jesteśmy szczerzy to łatwiej dążyć ku doskonałości, prościej mieć nadzieję, niezachwianie zmierzać ku jednemu wielkiemu zwycięstwu.

Są ludzie chcący mieć rację, nawet za cenę szczerości, czyli, że poświęcają ją na zmarnowanie. Wywody dialektyczne, które nie dążą do prawdy obiektywnej, a tylko do tego by mieć rację, można budować na kłamstwie, na fałszywych przesłankach, wyciągać omylne wnioski. Nikt nie lubi fałszu, a tak wielu się nim posługuje. Są tacy - widziałem na własne oczy - że jeśli nic nie kombinują to nie są sobą - na przypale albo wcale, można rzec. I często wiedzie się podobnym, ślizgają się, prąc do przodu. Owoce kłamstwa... czyżby smakowały gorzko, kwaśno. Wielu lubi ten smak. Nie chcę za nic w świecie chadzać ich ścieżkami. Depczą ślady własnych kłamstw, aż do zmylenia drogi.

Aktorzy bez wiedzy o tym, aktorzy prawdziwi, spójrz - wystawy śmieją się z nas. Fałsz zanieczyszcza krew, spłyca oddech, jest niewdzięczny, brzydki wręcz. Zmowa milczenia - ogólnoludzka - wszyscy jej jesteście warci, a ja jestem też waszym człowiekiem, to nieuniknione. Polska to nie jest kraj dla słabych ludzi. Zawsze tu znajdzie się milion gości, którzy zrobią to lepiej. Kto kłamać nie umie, ten nie wie czym jest prawda - rzecze Zaratustra. Więcej - mówi mi, iż jestem zdolny do wszelkiego złego. I dlatego wymaga ode mnie jedynie dobra. A ja chcę być mu wdzięczny, wspaniałomyślny, wielkoduszny. To jeszcze jeden filar mojej szczerości, twardy fundament, na którym wznoszę gmach osobowości. Wspieram ludzi szczerych, dopinguję ich lepiej, dążymy razem ku prawdzie, ku ideałowi. Jestem szczery więc pracuję uczciwie i rzetelnie, tak wytyczne moich zasad przenikają swoje zbiory i uzupełniają się wzajemnie. Opierają się o siebie stanowiąc trwałą konstrukcję.

Mam czyste dłonie i czyste sumienie, żyję samotnie, czego się nie wstydzę. Jestem ascetą, siły życiowe zachowuje na ważniejsze cele. Szczerze zęby szczerze, a Henryk Sienkiewicz komentuje, że takie poczucie humoru jakie mam - jowialne - oby wszystkim zostało choć podobne. Moje usta nie mają prawa do każdej prawdy, wskutek tego musiałem się oprzeć o autorytet naszego noblisty. Wiele w mojej mocy jest by pomyśleć, ale mało co by powiedzieć. Powtórzę na koniec: szczerość obdarza siłą, czystością, wolnością, więc maszerujcie pod jej sztandarem.

sobota, 8 czerwca 2024

KAMERA I MIKROFON

 Dzień dobry Czytelniku.

Dzisiejszy temat to: kamera i mikrofon. Czy z tych dwu słów potrafię wykrzesać stronę, arkusz elektroniczny, zmienić białą próżnię zjadającą wyobraźnię wszechświata, w kontrastujący kontur kolorowego kształtu, pokonać nudę. Czy zapełnię go ciekawą treścią mającą sens i znaczenie? bowiem planuję mieć rzeczone dwa przedmioty na wyposażeniu mojego “biura”. Chcę nagrywać filmiki. W oparciu o moje opublikowane eseje, rozwinę te treści, może pojawią się jakieś konkluzje, może wyłapię nowe skojarzenia, szkatułkowo pomieszczę dodatkowe dygresje. Stworzę sobie przyjaciela, korek zatykający zlew, w którym spłukuję mój monolog. Do tego trzeba będzie dobrze wyglądać i mówić wyraźnie. Z mikrofonem mam trochę obycia gdyż nagrywam audiobooki. Sporo godzin czytania tekstu do mikrofonu oraz obrabiania dźwięku mam za sobą. Przed kamerą pamiętam, zaczynałem mrugać powiekami bez kontroli. To jednorazowe doświadczenie z nagrywania krótkiego filmu na kamerę laptopa, więc zobaczymy. Przynajmniej spróbuję, może obycie z kamerą sprawi, że w codziennym moim zachowaniu poprawię cokolwiek, a godna prezencja wejdzie mi w krew, w nawyk, że będę się czuł jak w Truman show, jakbym miał na okrągło dwa miliony widzów.

Szklane oko wydobywa z nas wiele ukrytych pokładów. Emocji, drobnych gestów, odruchowych nawyków. Wszystko to będę mógł obejrzeć z perspektywy trzeciej osoby. Na telefon nagrywam sesje treningowe z garażu, gdy w dwu i pół minutowych rundach boksuję w pięćdziesięciokilogramowy worek. Odczuwam wówczas silniejszą motywację, większą mobilizację by wykonać ćwiczenie solidniej niżeli bez trzeciego oka. Ogólnie te sesje wyglądają dobrze, dźwięk jest uchwycony prawidłowo, moje ruchy płynne i pewne, mogę analizować, gdy tętno wróci do normy, to jak uderzam worek.

Teraz nachodzi mnie myśl, że trzeba stworzyć dobre tło, mówiące coś o mnie, albo chociaż nadające pozór, tak ważny dla ludzi starszych. Poza tym mam mikrofon na małym stojaku - trójnogu, muszę ustawić go tak, by zbytnio się nie pochylać. Owszem pochylony lubię być, to świadectwo mej twardej skóry, pokory, ale musi być wygodnie, a dźwięk rejestrowany wyraźnie i głośno. Opowiem o sobie na początek. Potem przytoczę moje zasady. Nonalog, który stworzyłem, rozczłonkowawszy go na mniejsze dozy, racje, porcje, jakimi nakarmię widza - czytelnika. Upublicznię się, zaproszę was do siebie by omówić ważne kwestie, byście wysłuchali, że coś mi do powiedzenia jeszcze zostało. Mam kilka tematów, w których jestem dobry, zdobyłem wyższe wykształcenie i wiem sporo, na przykład o literaturze ogólnie i wielu twórców tej dziedziny sztuki jest mi bliskich. Przeczytałem setki książek i choćby o tym mógłbym mówić długo i zajmująco. Co więcej napisałem kilka opowiadań, sumarycznie zajmujące objętość średniej wielkości powieści, i o tym chciałbym także szeroko opowiedzieć, zmontować z tego cenny materiał do przedstawienia mojej roboty, na zachętę do przeczytania. Opowiadanie o moich tekstach to kolejna obiektywizacja, podjęta próba tworzenia streszczenia, zamykanie w kilku słowach kilku zdań i odwrotnie.

Zobaczę jak się poczuję gdy rozpocznę testowe nagrywki, pierwsze filmy, które zachowam jedynie dla siebie. Trzeba umieć powstrzymać się od zawieszania uwagi, monosylab, czy głosek, dekoncentracji, mówić płynnie i z sensem, wyrażać zamierzoną treść - spójną w całościowy wykład, wywód. Rozpisać plan, według którego należy postępować, odniesienia, przykłady czyli egzemplifikacje przypadków: tych okrutnych i tych niewinnych jak dziecię. Improwizacja w oparciu o szkic, kolorowanie go i wypełnianie rzeczonego obrazu, tak by cieszył i nauczał odbiorcę, by go w szerokim rozumieniu bawił. Zmuszę się do nowego gatunku twórczości, może zaowocuje to ważnymi doświadczeniami, zrobię to by lepiej poznać siebie. Wykorzystam możliwości jakie są mi dane i jakie stworzyłem sam.

Wiadomo, iż znajdą się tacy, co zechcą mnie wykpić, wyśmiać, na to trzeba się szykować gdy chce się publiki, nie zadowolę przecież każdego, znajdzie się cała masa mądrzejszych. Ale to stworzy polemikę, przyczynek do dalszej pracy, więc w efekcie da korzystny wynik. Dyskusja to owocna działalność. Trzeba się wzorować na najlepszych, w telewizji MTV mają wzorce gestykulacji; wielu polityków mówi merytorycznie, wielu używa wyświechtanych przysłów, gwiazdy muzyczne to dobre przykłady ruchu na scenie i sposobu przemawiania, śpiewania. Kamera widzi bardzo wiele, mikrofon mówi jeszcze więcej - muszę i ja tego doświadczyć. Oświetlenie filmowanego wycinka rzeczywistości to kolejna ważna kwestia. Na początek mam do ogarnięcia dużo tematów i muszę to zrobić rzetelnie. Nie mogę myśleć, że to wyłącznie dla zabawy, dla samego siebie. Mogą to zobaczyć różni ludzie, więc musi to trzymać poziom na wysokim pułapie. Otworzę się w ten sposób, opublikuję głośno, stracę anonimowość więc trzeba to dobrze przemyśleć i jeszcze lepiej opracować. Jestem pełen optymizmu i planuję przyszłość.

sobota, 25 maja 2024

KREW

 Dzień dobry Czytelniku.

Dziś ważny temat. Zawarta w Nas pamięć tysiącleci. Płynie przez Twoje żyły, napełnia tętnice. Serce nieustannie pompuje ją w ciało - Twoją świątynię - po czym wraca znów tętnicami. Krew. Magiczna substancja. Coś czego w XXI wieku człowiek nie potrafi wyprodukować, pomimo wielu genialnych osiągnięć. Zaratustra mówi, że krew jest duchem. Dowiesz się tego, gdy zaczniesz pisać krwią. I tylko to lubię czytać, co jest krwią pisane. To fenomen przekraczający granice zrozumienia, zbyt wysokiego by pojąć jego ideał. Doskonałość tajemnicy. Krew wie kiedy ktoś chce ci zaszkodzić, krew wie kiedy ty chcesz zaszkodzić. Jest szlachetna, wielkoduszna, wdzięczna i wspaniałomyślna więc nie próbuj jej zepsuć. Z umowy podpisanej krwią się nie wykpisz, chyba wielkim kosztem jedynie.

Był czas gdy chodziłem po świecie najostrzejszy. Gdy życzyłem sobie śmierci, a moje życie było kłamstwem. Śniłem koszmary aż do siwizny na skroniach, w nocy zgrzytając zębami. Gdy nadchodził ranek budziłem się niewyspany. Wielu wówczas urosło, nakarmiłem wówczas wiele bestii. Podzieliłem się pamięcią tysiącleci, która leży w tradycji mojego rodu.

Rosły mi skrzydła przy pierwszych krwią zachwytach, zabierało oddech przy kolejnych, dziś wielokrotnie powtarzana przyjemność budzi wdzięczność i zostawia pewność, że się nią dzielę. Że można ją ze mnie dobyć.

Tak naprawdę nie znam mojej grupy krwi. Nigdy tego nie zapamiętałem. I zwykłem powtarzać, iż wolałbym umrzeć, aniżeli mieli by mi ją przetoczyć z obcej osoby. Sam nie wiem. Byłbym wówczas chyba już kimś innym. Myślę, że krew ma ogromne znaczenie dla ciała, dla duszy, którą sobie wymyśliliśmy. Krew jest twórcza, inspirująca, infekująca działaniem, gdy żywo krąży, napędza do podjęcia ruchu, wysiłku.

Szkarłatna, rubinowa, ma wiele barw, błękitną, szafirową, brunatną. Zależnie od miejsca skąd ją dobędziemy i w metaforycznym znaczeniu z kogo i na ile szlachetnego. Może lśnić jak rtęć, jest rzadsza lub gęstsza. Stale krąży, gdyż stojąc krzepnie na proszek. To esencja naszej żywotności, substancja w najwyższym stopniu życiodajna. Ciśnienie w żyłach, częstotliwość tętna, zmienne wartości dla ciała, mające wpływ na stan naszego samopoczucia. Czystość krwi również determinuje jak się czujemy. Lekarstwa, jedzenie, napoje, używki i alkohol - wszystko to zmienia naszą krew.

Mówi się, iż płynie w nas gorąca krew, że możemy zachować zimną krew. To odzwierciedla ludzkie zachowanie, determinuje sposób bycia. Zmieszawszy ją z błotem bądź pewien, że upadniesz. Pożądam jej, od niej rosnę, dzięki niej się bogacę, napełnia mnie wiedzą, zrozumieniem. Kropla to już wiele. Jest dziedzictwem naszych ojców i dziadów, rodziców, matek. Pokoleń, których pamięcią sięgniemy i tych, które jedynie przeczuwamy wyraźniej, niż wiemy o nich na pewno. Wspólnota jaką tworzy przenika przestrzeń, sięga daleko jak rejs transatlantycki, nie ma dróg zgoła jak u ptaków. Obejmuje najdalsze horyzonty, kreuje więź trwalszą niż spiż. Łączy czymś uduchowionym, efemerycznym i jednocześnie silnym jak pęd paryskiego pociągu, prawdziwym i namacalnym. Łatwo ją zmyć, gdyż krzepnie. Trudno nią przesiąknąć i to kolejna jej zaleta. Każda blizna opowiada historię pisaną krwawymi zgłoskami. Zostawia niezatarty ślad na ciele i w pamięci. Jest dowodem w rozprawie jaką toczy się z sądem ostatecznym. Pan Bóg przyjmuje do siebie z bliznami. Dla Niego wybaczenie jest sprawą łatwą, z angielska by rzekł: “I am kind”.

Czujesz senność Czytelniku, znużyłem Cię i wydaje się, iż obniżyła Ci się odporność, a może obudziło się w Tobie pożądanie krwi (bloodlust) i chcesz więcej i więcej. Rozumiem to doskonale, znam te uczucia. Czytaj moje zwrotki, czarno na białym, pomieszane z atramentem, który krzepnie. Albo jeszcze lepiej - pisz nim, a ja będę czytał. Krew z mojej krwi, skóra z mojej skóry. Najważniejszy argument, esencja życia. Niezaprzeczalny fakt. Dorośnij. Imiona przeszłości zgasną w obliczu Twojego.

piątek, 3 maja 2024

O FILMACH

 Dzień dobry Czytelniku.

Wznoszę apostrofę do dziesiątej Muzy. Oby obdarowała mnie gładkim słowem, spójnym tekstem niosącym prawdziwą treść. Bowiem dziś o jej dziedzinach, o jej temacie - mianowicie o filmach. Nikt jeszcze nie pokusił się o nadanie jej imienia. Chcę być jak wszyscy więc też tego nie zrobię. Trudno powiedzieć czy więcej emocji budzi Muzyka czy Kino. Ale z całą pewnością oba warianty niosą tychże emocji ogromne pokłady. Filmy oglądam od około dziesiątego roku życia, gdy na rynek, wśród nowocześniejszych weszły magnetowidy, odtwarzacze VHS. Wiele zrobiło na mnie duże wrażenie, wręcz zmieniły mnie i moje życie. Wiele obejrzałem kątem oka, bez większej uwagi.

Zacznę od dwóch pierwszych TERMINATOR’ów i genialnej roli Arnolda Schwarzenegerra, zwłaszcza druga część oferowała treść wybuchową, świetne efekty komputerowe, wartką akcję i pomyślne zakończenie. Walki i broń prezentowały się znakomicie, jak sięgam pamięcią, grubo ponad dwadzieścia lat wstecz. Pierwsza część też mi się podobała.

Przeżycia jakie budzi kinowy seans są bardzo cenne. Wychodząc z ciemnej sali można poczuć się lepiej, mimo że film był w wymowie smutny. Tak właśnie poczułem po obejrzeniu JOKER’a, z genialną Oskarową rolą Joaquin Phoenix’a. Brudna rzeczywistość wyimaginowanego w środku Ameryki miasta Gotham sprawiła, że wziąłem moje realia, pod próbę kolejnej akceptacji i spojrzałem na nie z większym optymizmem. Gdy mowa o Jokerze to nie sposób pominąć BATMAN’a. Trzy części wyreżyserowane przez Christophera Nolan’a, w których odtwórcą głównej roli jest Christian Bale, stanowiący klasę sam dla siebie, wielka rola, dla której zachwyt nie znajduje słów by go opisać, to majstersztyk sztuki kinowej. Rewelacja, coś co na zawsze będzie we mnie. Wśród tej trylogii chciałbym wyróżnić część z roku 2008 pod tytułem MROCZNY RYCERZ. Tam też Joker to arcyrola Heath Ledger’a. Warto też powiedzieć o Tomie Hardy’m wcielającym się w Bane’a w części trzeciej, który stworzył genialnego protagonistę. Ogólnie te trzy filmy: można by mówić o nich wiele więcej, ale po co opowiadać, to trzeba zobaczyć. Poza tym Nolan to dużo wspaniałych produkcji - choćby INCEPCJA z fantastyczną rolą Leonardo Di Caprio.

Mówiąc o trylogiach trzeba wymienić WŁADCĘ PIERŚCIENI. Genialna książka J. R. R. Tolkiena i jej ekranizacja. Wspaniała przygoda z szczęśliwym zakończeniem. Malownicze zdjęcia, szkaradne potwory i prawdziwa magia. Rewelacyjne sceny batalistyczne lub równie barwne mniejsze potyczki. Całość w tak świetnym klimacie, że to kolejna obowiązkowa pozycja dla miłośników kina.

Kolejną ważną dla mnie trylogią był do niedawna MATRIX, a był, bo teraz już to tetralogia. Co prawda zakończenie trzeciej części jakoś mi umknęło, ale cała reszta to kinowy przełom. Tu efekty specjalne weszły na nowy pułap, zyskały nową jakość. Naginanie rzeczywistości pod wytwór programu komputerowego, zniewolenie ludzkości przez maszyny, które czerpią z ciepła ciał energię. Całość jako wizja tak przekonujące i w rezultacie możliwe do bolesnej akceptacji. Genialna rola Keanu Reeves’a. Sceny walk z szczegółowo dopracowaną choreografią i połączeniem nadludzkich zdolności.

Najważniejszym filmem, choć mówię to nieśmiało, bowiem kilka cenię nieomalże na równi, ale najważniejszym filmem jest dla mnie FIGHT CLUB, w polskim tłumaczeniu PODZIEMNY KRĄG. Gdzie świetnie zagrali Brad Pitt i Edward Norton. To opowieść o tym, że wszystko co masz czyni cię zależnym, że mieszkanie może być dla ciebie więzieniem, że nie jesteś nawet parą swoich portek. Opowieść o rozdwojeniu osobowości, o próbach odnalezienia samego siebie. Dużo bójek, jeszcze więcej ciekawych konceptów i mydło. W dużym skrócie historia tworzenia się wyznań i organizacji. O tym jak ludzie potrafią wszystko przeinaczyć.

Jeszcze jeden ważny film to 300 w reżyserii Zack Snyder’a. Epickie dzieło o chwale wojowników. O nadziei na coś więcej niż tylko chwała. Wspaniałe sceny walk, z genialną choreografią. Wizja tak mocno nasycona kolorami, że wrażenie pozostaje niezatarte nawet po latach od seansu. Siła i honor, umiłowanie wolności, trochę faszyzmu w antycznym społeczeństwie. Wspaniała wizja. Druga część równie dobra i równie epicka.

12 MAŁP - opowieść o schizofrenii. Jak można sobie wytłumaczyć otaczającą cię rzeczywistość. Choroba powodująca halucynacje, sprawiająca, iż przestajesz rozumieć co jest fikcją a co prawdą. Bruce Willis w szczytowej formie i Brad Pitt równie wielki.

SZEREGOWIEC RYAN, ZRODZONY W OGNIU dwie świetne produkcje. SWORD OF THE STRANGER - anime - z rozlewem krwi, serce rosło gdy oglądałem tę opowieść. Jak kreskówki to BATMAN RETURNS 1 i 2 - rewelacja. Ważny dla mnie jest jeszcze Król Julian i PINGWINY Z MADAGASKARU. Zapamiętałem również seans HURT LOCKER. SHERLOCK HOLMES, SNATCH, ogólnie filmy Guy’a Ritchie’go są świetne. Mistrzostwo qui pro quo i rysunku charakterów. Quentin Tarantino jest równie dobry w tworzeniu kina. U niego widzi się wyraźnie jak ważny jest dialog.

Johnny Depp stworzył kilka niezapomnianych kreacji w szczególności kapitana Jacka Sparrow’a, w serii PIRACI Z KARAIBÓW. Orlando Bloom też ma w dorobku twórczym głośne kreacje. Film REQUIEM DLA SNU jako przestroga i obraz cierpienia do jakiego doprowadzić mogą narkotyki. Z tej kategorii jeszcze LAS VEGAS PARANO. ZATOICHI z roku 2003 to genialna produkcja. Reżyser i odtwórca głównej roli Takeshi Kitano osiągnął pułap jednego z najlepszych filmów. Leje się krew, mały trybik obraca wielki tryb i wszystko to pracuje w imię sukcesu. O samurajach dobre było też dwie części RUROUNI KENSHIN. TROJA, gdzie w rolę Achillesa wciela się Brad Pitt to świetna pozycja do obejrzenia. Jeszcze Jason Statham i kreacja w CRANK jeden i dwa, rewelacja. Sylwester Stallone jako ROCKY i jako RAMBO. Jet Li i Jackie Chan w rolach mistrzów Kung Fu. Mel Gibson i BRAVEHEART film o tym, że lepiej być wolnym niż żywym. PLATOON o wojnie w Wietnamie. Bardzo lubię też filmy z Tomem Cruisem. Matt Damon w kreacji BOURNE’a. Bardzo podobały mi się filmy LEON ZAWODOWIEC i DOBERMAN. Z najnowszych produkcji warto powiedzieć o DIUNIE - o części pierwszej jak i drugiej. Główny bohater jest rewelacyjny, pewny i zwycięski. Szczerze polecam.

Najlepsze i najambitniejsze kino powstaje w Hollywood. Fabryka snów to najwyższy poziom twórczości filmowej. Z polskich produkcji nie wymienię żadnej, by nikogo nie wyróżniać i nikogo nie zostawić w cieniu. No i naszych filmów widziałem chyba mniej niż zagranicznych.

sobota, 27 kwietnia 2024

O GRACH KOMPUTEROWYCH

 Dzień dobry Czytelniku.

Piszę bo lubię to robić. Bawi mnie to, uważam, iż czas spędzony przy pisaniu to twórczość, budowanie ponad siebie. Wszyscy twórcy twardzi są - rzecze Zaratustra, a mój Pan Profesor twierdzi, że filologowie są bardzo różni. Jak ze wszystkim - im więcej godzin zainwestujesz, tym lepszy się staniesz w tej profesji. A co z czasem inwestowanym w zabawę? Czy ma to jakieś przełożenie na realne życie? Czy może opłaci się to dopiero po drugiej stronie? Jakaś reklama głosiła hasło: “Twoje dziecko robi coś bardzo ważnego: bawi się”. I dziś chcę ten aspekt egzystencji poruszyć, zawężając go do gier komputerowych.

Komputery pracowały w domu nieomalże od kiedy pamiętam. Dziękuję Wujkowi inżynierowi, że wprowadził ten sprzęt w moje życie i normalnym stało się, że mam własny komputer. Gdy byłem dzieckiem wykorzystywałem go jedynie do zabawy, do grania w gry. Teraz bawię się jeszcze budując bloga i nagrywając audiobooki, całkiem niedawno zaprojektowałem wizytówkę, także robię zakupy wysyłkowe, słucham muzyki, oglądam filmy, mam skrzynkę pocztową. Ale mam na myśli gry. Było ich tak wiele, że większości tytułów nie pamiętam, niektóre zajęły mnie na krótką chwilę i nie ma sensu o nich wspominać. Ale do rzeczy.

Pierwszy komputer w domu - na użytek mojego starszego brata Pawła i mój - zwał się Commodore 64. Niewiarygodna maszyna, na której graliśmy w River Raid, Commando i wyścigi formuł. W samochodówce ścierały się opony i trzeba było kontrolować i zaplanować zjazd na pit stop, by je wymienić, dolać paliwa. Zakręty pokonywało się joystickiem i potrzebna była jedynie cierpliwość. W Commando biegło się ludzikiem z karabinem i niszczyło wszystko wokół, zabijało wrogich żołnierzy. Oprócz tych trzech wymienionych gier pamiętam jeszcze walki barbarzyńców z mieczami. Coś prekursorskiego względem Tekkena i Mortal Kombat. Zadawało się kilka różnych ciosów, w czym jeden był fatalny: odcinało się wrogowi głowę i zwyciężało. Wszystko za pomocą joysticka. Te lata zacierają się w mojej pamięci i nie wiem czy to już gry z komputera Amiga 500 czy jeszcze Commodore 64.

Sensible Soccer - Amiga 500 - rewelacyjna symulacja piłki nożnej, którą do piętnastego roku życia kochałem, uwielbiałem ponad wszystko. W tę grę zainwestowałem mnóstwo godzin i byłem w nią naprawdę dobry. Sympatyczne ludziki, mające charakterystykę zdolności, kopały piłkę, by wbić ją do bramki rywali. Gapiłem się w monitor i sterowałem joystickiem aż do bólu głowy i mdłości. Z tej samej korporacji wydali Cannon Fooder. Podobne sympatyczne ludziki - żołnierze, w misjach w Wietnamie, walczące o pokój na świecie. Z każdą misją, gdy zdobywali kolejne szarże wojskowe, stawali się bardziej zabójczy. Kolejno nastąpił upgrade do Amigi i mieliśmy w domu model 1200. Tam broniłem planety Ziemia przed najeźdźcami z kosmosu w grze X-COM enemy unknown. Rewelacja, pokochałem wówczas strategie turowe z widokiem izometrycznym. Budowałem bazę, opracowywałem projekty nowych broni i samolotów, ulepszałem pancerze i zdobywałem elerium-115, nowoczesne paliwo patentu ufoludków. Ci też różnili się między sobą: sectoidy, floatery i mutony, i jeszcze kilka rodzajów. Różne rozmiary statków obcych, zestrzelonych, lub takich, które wylądowały i zaskoczyła je moja ekipa. Elementy RPG, rozwój komandosów: więcej punktów ruchu, lepsza celność, szybsza reakcja. Wszystko to bardzo lubię.

W tym samym mniej więcej czasie kupiliśmy z bratem Playstation - “szaraka” jak zwano tę maszynkę. Pierwszy Tekken - mistrzostwo świata, rewelacja, uwielbienie do granic bezsenności. Koledzy i bijatyka. Nie kończące się pojedynki. Moją postacią w jedynce był Paul Phoenix, najczęściej najlepszy podczas staczanych bitew. Joypad - nowość w zakresie interfejsu - służył mi doskonale. Moja częstotliwość klikania i pomysł na zadawanie ciosów okazywały się najtrafniejsze. Zaraz potem Tekken 2 - udoskonalony, wzbogacony kontrami; w tę część graliśmy najdłużej i najwięcej. Playstation oferowało również genialny symulator wyścigów samochodowych. Gra pod tytułem Gran Tourismo. Dziesiątki modeli samochodów, testy na prawo jazdy, tuning, za zarobione - wygranymi w wyścigach - pieniądze. Moje Mitsubiszi miało ponad osiemset koni i brakowało mu tylko skrzydeł by odlecieć. Na tę serię konsoli jeszcze pamiętam świetne wyścigi kosmicznych bolidów - Wipeout. Gdzie z bratem ścigaliśmy się o ułamki sekund, polepszając wynik na różnych torach. No i druga najważniejsza gra w mojej historii - Final Fantasy VII - największa przygoda mojego życia, serio. Genialna fabuła, gdzie ratuje się planetę przed jej “wysuszeniem” z życiodajnej esencji “mako”. Grupa bohaterów przemierza świat i walczy z przeróżnymi potworami. Oczywiście element RPG, rozwój postaci, coraz lepsze bronie, silniejsza magia, potężniejsze Summony. Czary przywołujące do walki zabójcze stworzenia, od rozpędzonych, podobnych do strusi - chocoboosów, przez Tytana przywalającego wroga trzęsieniem ziemi, aż do smoków ziejących ogniem. Ifryt, Ramuh, Shiva. Ogień zabójczy dla żywych stworzeń, błyskawica niszcząca roboty i konstrukty mechaniczne, świat bogaty w rozwiązania skuteczne, a wszystko to z piękną jak na tamte czasy grafiką. Ostatnia walka to symfonia zniszczenia. Naprawdę FF 7 to gra, dla której zachwytowi brak słów by go opowiedzieć. Kolejno jakoś koło roku 2003 kupiłem swojego pierwszego PC. Z tych czasów pamiętam Fallout Tactics i Diablo II. Spędziłem mnóstwo czasu bawiąc się świetnie. Diablo 2 to już z łącznością z Internetem, duele z żywymi graczami. Jeszcze jedna gra przychodzi mi na myśl - Scions of Fate. Sympatyczny ludzik zabijający by zdobywać doświadczenie. Pamięć przywołuje teraz Playstation 2 i Tekken 5, gdzie moim wojownikiem stał się Bryan Fury. Pro Evolution Soccer, Medal of Honor, Call of Duty. Dwa ostatnie tytuły osadzone w realiach drugiej wojny światowej. Duży telewizor zastąpił monitor z przelotką, lub mały telewizor. Ale grałem już coraz mniej. Bardziej bawiło mnie czytanie książek i trzeba było podjąć pracę zarobkową by się utrzymać, a za czym szło, że miało się mniej wolnego czasu. Ale gdy kupiłem laptopa Core i3 Lenovo, prawie przeszedłem Diablo 3. Krzyżowcem, który szarżował uderzając tarczą, miał zdolność posługiwania się bronią dwuręczną - jedną ręką. Warhammer 40000 Dawn of War - pierwsza część i druga. Genialna gra, do której myślę, iż mógłbym wrócić. Playstation 4 i Tekken 7, kolejna porcja wspaniałych bitw i pojedynków, znów jestem najczęściej najlepszy. Niedawno odzyskałem dziecięcą radość z grania. Przeszedłem Chaosbane - hack’n’slash, a teraz jestem w trakcie przygody Final Fantasy VII Remake.

Pominąłem dwa razy tyle tytułów, co wymieniłem w tym tekście. Zabawy było zatem o wiele więcej. Lemmingi, Wormsy, Resident Evil to tylko kilka przywołanych gier z przebogatego repertuaru jaki jest dostępny i wykorzystany. Civilization III. Rome Total War. Heroes of Might and Magic, Baldurs Gate, Frater, The Settlers i dużo więcej. Zapomniałem o wartym zaznaczenia Final Fantasy Tactics, które ukończyłem zwycięstwem.

niedziela, 21 kwietnia 2024

O POEZJI

 Dzień dobry Czytelniku.

Dziś o jednym z najpiękniejszych fenomenów na świecie. O poezji. Melodii, która porusza struny duszy i dźwięczy jej choćby najcichszymi tonami. O zachwycie odbierającym oddech, o oczarowaniu tak wielkim, że nie znajduje słów by się wypowiedzieć. Rodzi się pytanie: co ja o tym mogę wiedzieć w ograniczeniu swoim, albo jeszcze mogłem spojrzeć w blask tego słońca, i błądzę teraz po omacku. Niemniej jednak chcę podjąć się próby krótkiego spojrzenia na temat poezji, stworzenia przyczynka do rozmyślań, chcę być przygrywką dla lepszych graczy.

Poezja to bardzo obszerny zbiór. Można nie mieć na myśli wierszy, gdy ją konsumujemy. Smak każdego z nas to na ogół temat zakazany, synonim gustu, o którym się nie dyskutuje. Ale całe życie jest waśnią o gusta i smaki, jak rzecze Zaratustra. Sądzę podobnie, i tożsamo, jak ten Wielki Marzyciel, myślę, iż ocena rzeczy to jej skarb.

Dobrze przyrządzony, wykwintny obiad może być poezją. Z dużą dozą prawdopodobieństwa może nią być pejzaż malowany pędzlem natury, przyrody, Matki Ziemi. Spojrzenie z wysokiego szczytu (na który często wspinają się poeci) musi być swym wszechogarniającym ogromem poetyckie. Poezją może być kombinacja ciosów boksera nokautującego pretendera do tytułu mistrza świata. Są również przykłady prozy poetyckiej. Czyli sytuacja gdy zwykłe słowa nabierają magii, wzniosłości, trafiają coś, co przekracza granicę interpretacji i właśnie tam jest najbardziej sobą (Witold Gombrowicz). Głos poezji można słyszeć z wielu miejsc, spostrzegać ją w przeróżnych obrazach, smakować ją na podniebieniu w niecodziennych, lub zgoła zwykłych okolicznościach. To raczej to, co wewnątrz nas definiuje sposób odbioru rzeczywistości; warunki zewnętrzne to rzecz wtóra, ale równie ważna. Wschód słońca, jego znijście, pełnia księżyca: tu też można czytać poezję, to chwile dnia stanowiące tło dla naszych przeżyć i czyniące je wyjątkowymi. Gdy nasz ulubiony pieśniarz wprost wydziera się do mikrofonu, ale to właśnie chcemy czuć. Poezja jest bliskoznaczna pięknu - ich zbiory mają płynne, przenikające się granice i dużą część wspólną. Są podobne działaniu matematycznemu, w którym poszukujemy Pana Boga. Tylko, że liczby nie kłamią, a poeci czynią to zbyt często, zbyt wiele.

Są chwile, iż myślę, że poezja jest niemożliwa. Jesteśmy ludźmi wyrachowanymi, przynajmniej na tyle, że umiemy liczyć. Do tego przychodzi konkluzja, że przecież Mickiewicz, Słowacki i Krasiński również umieli liczyć i jednocześnie pisali poezję. To jak nieosiągalny ideał, do którego jedynie możemy się zbliżyć, ideał wykraczający poza granice poznania. Wrażliwość, emocjonalność, wysublimowanie w rozumieniu szlachetności, to i dużo więcej, determinuje sposób postrzegania codzienności, pomaga wyłowić szczegóły stanowiące o jakości danych chwil, dzieł sztuki, wytworów rzeczywistości. Nasz charakter pozwala poezji zaistnieć.

Magister poezji, inżynier poezji. Budują światy, architekturę, wznoszą gmachy i świątynie, albo dostrzegają piękno w okruchach spadających pod stół. Twórczość, kreacja, dzieło. Metafory i porównania, łączenie paradoksów, sprzeczności, ekstremum; wesoło zaśpiewany smutek: to wszystko wyraz sztuki poetyckiej.

Warto oprzeć się o autorytety. Historia wydała na świat rzeszę poetów. Ale do naszego przekonania trafiają nieliczni, innych zgoła nie rozumiemy. Wspólny zachwyt nad konkretnymi przeżyciami, przedmiotami sprawia, że jednoczymy się z dziełem sztuki, czy to będzie rzeźba, obraz czy wiersz. Odnajdujemy w tym siebie lub wyższą rację. Czytając widzimy, że tekst broni się sam. Poezja rodzi się w nas, stwarzamy ją współudziałem w dziele sztuki. Kochamy i rozumiemy wówczas poezja święci pełnię.

sobota, 20 kwietnia 2024

O FILOZOFII

 Dzień dobry Czytelniku.

Dzisiejszy esej przeznaczam, poświęcam tematowi filozofii. Chcę przedstawić moje spojrzenie na tę, jakże doniosłą kwestię, modną, aktualną i zaprzątającą wiele głośnych umysłów. Spróbować zrozumieć sposób widzenia świata, oglądania go, z perspektywy filozofa.

Przeczytałem wiele książek o tym przedmiocie, jeszcze więcej pozostało do przeczytania. Za niektóre - zabrawszy się - odłożyłem, gdyż nic w ograniczeniu swoim, nie rozumiałem. Większość książek filozoficznych to rozmyślania bez fabuły i takie czytać mi najtrudniej. Czyste dzielenie głosu na cztery lub odwrotnie. Sto zapisanych stron, które pointuje jedno zdanie. Analiza i synteza. Nie chcę też w tym tekście przedstawiać historii filozofii, tego jak kształtował się proces jej rozwoju i na jakich ścieżkach się to działo. Raczej rzec o tym, że wszystko ma swoją filozofię, nawet brukowanie chodnika, czy montaż mebli. O tym jak słowo to nabrało uniwersalnego wydźwięku, charakteru. Nie nudzę się - rozmyślam o filozofii. O umiłowaniu mądrości. Pewnie wszystko, co mogę wyrazić zostało już powiedziane. Ja tylko rearanżuję na nowo słowa, kombinując alfabet, zajmując Tobie Czytelniku czas, obiektywizując punkt widzenia. Wiele z mądrości, które wyczytałem w książkach klasyfikowanych jako filozoficzne, jest bzdurą, w najlepszym razie banałem; truizmem, który chce się przepchnąć ogółowi, by myślał właśnie w ten sposób. Niektórzy zasłynęli tylko jedną prawdą, jak przykładowo Kartezjusz i jego “myślę więc jestem”.

Również na odwrót: wiele książek fabularnych, sporo beletrystyki przemyca na swoich stronach różne poglądy filozoficzne i w takiej formie są one przeze mnie najłatwiej przyswajane. Przykładowo Platon, opowiadając o Sokratesie definiował spojrzenie na rzeczywistość. Witkacy w ramach powieści, spiętrzających ostateczność, która puchła i tężała, aż do finalnego momentu eksplozji, wykładał swoje teorie. Pominąwszy wielu znaczących, znajdujemy dla mnie najważniejszego: przełomowy, rewelacyjny, jedyny tak trafny i uniwersalnie mądry - Zaratustra - filozofia, która stała się poezją. Dzielnie dzierżącą młot i druzgoczącą wieże nonsensu. Mówiąca, że ciało to świątynia, a duch jest tylko duchem, że wymyśla się duszę na przestrzeni lat, gdy doroślejemy. Twierdząca, iż lubi krew i pisze się krwią, a ta jest duchem, że duch jest żołądkiem i ptaka to tylko żołądek. Zezwalająca nie zachowywać mniemań, chcąca - być może - cię oszukać. Dla której stracony jest dzień bez tanecznych pląsów, namawiająca by stawać na głowie. A wszystko to opowiedziane na przestrzeni życia filozofującego młotem Niemca, mieszkającego samotnie w jaskini, gdzie pokarm i miody znosi mu orzeł, gdzie radzi się, opiera o mądrość węża. To Nietzschego słowa przeżuwałem najdłużej, zęby mieliły je i tarły, jak dobre ziarna, które mi mlekiem w dusze spłynęły. Gdyby trzeba było wybrać jedną jedyną książkę, jedyną filozofię, to dla mnie wybór jest prosty: Tako rzecze Zaratustra.

Na co dzień kieruję się w życiu zasadą good prosperity (filozofią, o tej z angielska brzmiącej nazwie, której nazwę zapożyczyłem od rapera PIH). Praktykuję ją na własny sposób. Mówię o tym co lubię, co mi się podoba, co jest dobre, mnożę i dodaję. To co mnie denerwuje i uważam, iż jest słabe - przemilczam, w wyjątkowych jedynie okazjach mówię czego nie trawię. W Hollywood wszyscy mówią o sobie dobrze, dlatego święcą dobrobyt. Układa się im i jeden chwali drugiego, a ten z kolei poleca trzeciego. I tak kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. Wiktorii jeszcze bardziej spektakularnej od uprzedniej. Zbawiciele nie konają już na krzyżu, przybici do niego gwoździami, ale wśród okrzyków zachwytu, znajdują ukojenie na stosie płatków róż.

Filozofia jest inspiracją. Z siebie toczącym się pierścieniem. Jeżeli potrzebujesz go - popchnięciem - by ruszyć z miejsca. Na jej rusztowaniu budujesz własny gmach wyobrażeń i gustów, zapatrywań na rzeczywistość. Filozofia to klucze otwierające bramę do basenu morza poznania. Można pławić się w nim i nurkować. Łowić na wędkę ryby i poławiać perły, wydobywane z muszli ku uciesze oczu i serca. Filozofia to drogowskaz na drodze rozwoju osobowości. Umiłowanie mądrości niesie jedną zbawienną radę: zakochaj się! Filozofia to urywki i fragmenty tworzące pełnometrażowy film, to owoce rozmyślań, konsumpcja mądrości i przeżuwanie jej.