niedziela, 19 kwietnia 2026


         Dziś postanowiłem podsumować mój twórczy dorobek. Sięgnąć myślą w odległe czasy początków mojej pasji, zawędrować aż po samo źródło i przemierzyć drogę natchnionego strumienia, z powrotem do delty, ujścia i znijścia, gdzie dziś znajduję siebie… Pierwsze moje próby pisarskie spaliłem i wyrzuciłem do śmieci. Pamiętam zeszyt zatytułowany „Herezjada”, nie pamiętam natomiast, co niosła jego treść… Można wysnuć wniosek, że „herezje opowiada” albo, że „heroinę zjada”. Owszem, myślę, że narkotyk można też zjadać, a bujdy pleść to oczywista oczywistość, co udowadniam w późniejszej twórczości jeszcze dobitniej.   

          Przecież gadające węże nie istnieją, ani cały Drugi Świat jaki wyimaginowałem: piętnaście miliardów ludzkich i nadludzkich istnień, stłoczonych na powierzchni czterdziestu i czterech obszarów Polski… wracając do spalonych zeszytów – myślę – to mogłoby być ciekawe doświadczenie, po ponad dwudziestu latach, a blisko trzydziestu, spojrzeć na zapisane strony.

            Przebrnijmy jednak przez pierwsze utrwalone teksty: DZIEŁA 2025 gromadzą w jeden, niewielki zeszyt wczesne, warte coś próby – zacząłem rymować, gdy przyszedł 2003 rok: Ścieżki Obłędu i appendix: Owoce Próżności teksty przebudzone, nastrój poetyckości, proste rymy na okazję końcowego okresu dojrzewania. Tegoż samego roku krótki cykl: Czerwona Róża, napisany dla Jednej Jedynej Joli, czyli wiara w ideał i trauma, poczucie, że jestem niczym , nikim, że owszem złamałem sobie serce... Dwa poematy z lat 2003-2008, pierwszy z podziałem na role, oczywiście do rymu: Boski i drugi, ujęty w takt oktaw: Jestem… wartościowe dla mnie. Boski, na przykład, ma w swojej treści proklamację o legalizacji Marihuany, którą dziś bym podtrzymał, zapytany, acz nie paliłem od dziesięciu lat, może dłużej… Jestem… to poemat niedokonany, to dobrych rzeczy poczynanie. Omawiam rymem lata pierwszej wiosny; poemacik ten, to ponad czterysta wersów, w których opowiadam o własnych doświadczeniach, o młodości, będąc jeszcze młodym. W tomiku DZIEŁA, znajdziemy jeszcze poemat we fragmentach z roku około 2009 pod tytułem O Drugiej Stronie. Jedenaście kawałków bez początku i końca, wiersze, w których środek jest wszędzie… wówczas to narodził się projekt Drugiego Świata i opowieści o nim, o wojownikach walczących o pokój na Kontynencie. Antyczne Rozprawki, zainspirowany Mitologią, Iliadą i Odyseją napisałem osiem tekstów, okrążających ten rewir literacki. Natomiast RAP to mocno przesadzone pierdolnięcie w poezję, gatunkowo wyrafinowany destylat transmisji wkurwienia, jaką kiedyś odczuwałem. Dziś mój spokój jest zwycięstwem, ale rymy RAP-u jakie napisałem, to ciekawe doświadczenie i coś więcej niż zabawa.

            Około roku 2008 zacząłem pisać LIRYKI wydane w 2025, tomik, około dwustu stron formatu a5, gromadzi siedem cykli wierszy rymowanych. Każdy z cyklów mieści się pod rewelacyjnym tytułem, streszczającym doskonale zawartość poetyckim słowem. Nie jest to poezja par excellence, ale coś równie wartościowego. Czarno na białym mową wiązaną. Wetknąwszy poetyckie przenośnie obficie w – koniec końców – skondensowaną gęsto treść, wiedząc o tym, że tematy podejmuję niejednokrotnie te same, z różnych ujęć. Genialne dla mnie teksty, najpiękniejsze wiersze w tym kraju… datują się te rymowane opowieści, od 2008 do 2017, a nawet 2019… Wówczas przestałem czuć nastrój poetycki i zająłem się na serio prozą. Warto sięgnąć po tom LIRYKI, acz trzeba Czytelnikowi dużej dozy cierpliwości, niektóre wiersze sięgają granic poematów. Treść ziemska, treść życia, codzienności, powszednich dni i świąt. Jest miłość i serce, jest nienawiść i mosty do przekroczenia, są narkotyki i niemowlęca trzeźwość… Obrazy malowane siermiężną dłonią, grawerowane na ciele – wielkim rozumie – niczym tusz tatuażu, utrwalający blizny, dokładnie, precyzyjnie, z kaligraficzną pasją. Znaki, drogowskazy, ocena rzeczy – ich skarb; wojna z pasożytem i piękno oraz śmiech, które go zniszczą, pokonają słodyczą jego rozgoryczoną desperację… W tychże, wyżej wymienionych, latach, napisałem kilka opowiadań, opublikowanych na blogu albo schowanych w czeluściach przepastnego kredensu. To próby pisania pod konkursy, które zostawiły swój ślad w mojej kartotece.

            Rozprawki i praca magisterska to rzeczy, których nie sposób pominąć, pisząc o dorobku twórczym, ale nad którymi rozwłóczyć się nie będę. Około roku 2015, gdy to spać wiecznie odszedł mój drogi Tato powstały Opowieści z… a przynajmniej taki nosiły roboczy tytuł. Teksty te, ukazały się w 2025, pod tytułem KREW ORŁÓW (tytuł podrzucił artysta-malarz, który stworzył również okładkę do tomu – Łukasz R.), po dziesięciu latach od napisania, po dogłębnej redakcji, w nakładzie 200 egzemplarzy. To wartościowa lektura, nikt nie zmarnuje czasu, przeczytawszy ją uważnie. Ciekawe przygody niesamowitych bohaterów, obiektywizacja spojrzenia, roszady narracyjne, praktyczne porady, rozmyślania wplecione w myśli, jakie snują postacie, figury opowieści. Przeogromny świat przedstawiony, potencjał, z którego niejeden raz chcę jeszcze tłoczyć rafinat. Co zresztą robię, albowiem na warsztacie mam kolejne duże opowiadanie pod tytułem: Łowca. Choreografia pełni tu kluczową rolę, ale szeroko pojęta. Mam na myśli nie jedynie ruchy, ustawienia stóp, poruszenia ramion, sceny walk różnym orężem. Chodzi o globalną choreografię, czas i przestrzeń dla zdarzeń, równoległość ścieżek przeznaczeń, i ten drobny trybik ruchu oczywiście, obracający tryb ogromny… Idzie mi o to, że cały świat pracuje non-stop synchronicznie, zbiorowe nieświadome, to chmura w której każdy odnajdzie swoje pliki… I ta łączność: jedno niezbędne dla drugiego, chcę odnajdywać to w treści mojej powieści. Dawać Czytelnikowi pewność scenariusza, możliwość przewidywania przyszłości na krótkim dystansie. Czytelne kombinacje wiodące do finału o dwojakiej możliwości końca, jak rezultat gry w partię szachów.

            ROK 2013 – wracam do tego okresu, bowiem wówczas Wydawnictwo Miniatura z Krakowa, po otrzymaniu próbki i kolejno całości materiału, cytatów, z lektur klasyki literatury pięknej polskiej i zagranicznej, czyli około dziewięciuset wypisów, wydało to w formie książki. Adagia, cytaty, przysłowia nakład to dwieście egzemplarzy i jeden darmowy, dla mnie, jako gratyfikacja. I na tym pieśń się kończy, bo Wydawnictwo Miniatura już chyba nie istnieje… Ja – w każdym bądź razie – szykuję się do wydania ponownie setki sztuk, zeszytu pierwszego i zeszytu drugiego, również w nakładzie sto sztuk, tego jeszcze świat nie zna. Mam zaprojektowane na stronie CANVA okładki… treść poukładaną i właściwie wszystko gotowe, muszę tylko pliki i – oczywiście – pieniądze, wysłać do drukarni. To już bardzo blisko zapewniam. Także kolejno: Krew Orłów, Dzieła, Liryki, to rok 2025.

            Bieżący rok 2026 otworzyłem publikacją z marca, sto egzemplarzy (gdy wydajemy setkę, jest obowiązek rozesłania dwóch egzemplarzy, gdy wydajemy dwieście, rozesłać trzeba egzemplarzy siedemnaście, a więc jest różnica): ESEJE, moje myśli, rozmyślania, przypadki obiektywizacji za pomocą edytora tekstu, treści nurtujących moje sposoby myślenia. Na różne tematy, bardzo niezobowiązująco, każdy mógłby coś podobnego napisać, nie posiadając wiele wiedzy, a tylko poczucie niezmienności osądu rzeczy, fenomenów codziennych lub wyjątkowych. Wszyscy czujemy, co dla nas jest poezją, jak myślą filozofowie, co to miłość, lojalność, honor… I to – najogólniej – tematyka Esejów. Warto zainwestować czas w lekturę moich Esejów, są inspirujące, nakłaniające do pochylenia się, do głębszej refleksji, zastanowienia się. Analizy niejednokrotnej i bezobjawowej syntezy wtórnej… Jak układanie sobie kolejno kwestii podjętych jako temat przewodni.

            W oderwaniu od pełnoprawnych publikacji piszę cały czas. Chociażby na warsztatach literackich organizowanych przez Główną Bibliotekę Miejską w Legnicy. Spotykamy się tam co trzy tygodnie, w małym, ale przeuroczym gronie, by ćwiczyć rzemiosło pisarza. Pisanie to samotna praca i szczęściem jest móc się podzielić próbką talentu i dozą wypracowanego warsztatu, na głos odczytując to, co stworzyliśmy na tę chwilę i temat podany przez Panią Kasię – znakomitą koleżankę, prowadzącą zajęcia. Tam, w Bibliotece, powstają moje próbki, przyczynki i kąski, gotowe do konsumpcji na miejscu. Mało – weź – a znowu będziesz TAM… tak to właśnie działa, radość, pasja, wesele, gdy kombinuję alfabet i cementuję wyobraźnią sposoby myślenia, ścieżki skojarzeń, cegiełki treści, gdy impresji ulega tu i teraz, wobec czego toczy się kula tam i niegdyś, onegdaj i ongiś… Odpomnij sobie przyszłość pisząc, tworząc. Poczuj lśnienie według Stephena Kinga. Sięgnij po to, co nam z rąk się wymyka. Stań w obliczu szklanego człowieka przeczącego idei… nie – szklanego człowieka, wyrażającego prawdę i tylko prawdę.

            W oderwaniu również piszę Dzienniki, kaligrafując długopisem w czystych zeszytach, notuję zdarzenia powszednie i myśli okolicznościowe. Codzienność trawiona moim okiem, której nigdy publikować nie planuję, a piszę wyłącznie by ćwiczyć mózg, zarówno pod rzemiosło pisarza jak i przeciw chorobie Alzhaimera…

            Nagrywanie audiobooków to również twórczość z pogranicza literatury albo zupełnie pod jej dyktando. Nagrałem już dziesięć większych pozycji, dwa audiobooki nawet ktoś kupił. Dziesięć książek, należących do domeny dobra ludzkości (70 lat od śmierci autora), do nich to stworzyłem materiał dźwiękowy, gotowy do słuchania i poziomem nie odstający od wielu propagowanych przez duże platformy podcastowe. Tak, mam wyraźną dykcję, artykułuję głośno i poprawnie. Intonuję z zacięciem aktorskim, wczuwam się, dzielę się moją empatią i tworzę interpretację wartą peelenów. Materiał dźwiękowy obrabiam z uwagą na szczegóły, nie macham łapą myśląc, iż to załatwi sprawę, czy nie mrugam okiem, bo z tego rodzi się więcej nieporozumień, niż domknięcia sensu. Chwalę się – owszem – bo cenię się i szanuję… Równie bardzo jak gardzę sobą i śmieję się z siebie. Dwa bieguny oglądu mojej tożsamości. Jestem samemu sobie przyjacielem. Za twórczość pisarską cenię się niezmiennie. Mój twórczy dorobek wart jest inwestycji… w niego, jakkolwiek Czytelniku ją pojmujesz.

            Piszę i czytam cały czas. Wszelkie wolne godziny, gdy jestem w dobrej kondycji myślowej, gdy moje ciało, mój wielki rozum, działa na wysokim poziomie percepcji… Rozumiecie, co mam na myśli. Zaraz po przespaniu nocy, w południe, przed zmierzchem. Wówczas piszę, jestem mocno zaktywizowany, zależy mi, bez dróg na skrót. Intensywną, konsekwentną pracą chcę dojść do czegoś, nie przy okazji, ale po dużym wysiłku, po kolosalnej inwestycji. Z pasją, radością, bawiąc się tym… Mój dorobek twórczy – temat tego rozmyślania – rośnie, z każdym zapisanym słowem. Uświadamiam się i Czytelnika, nie potrzebuję nagrody za moją cnotę, sama jej świadomość jest nagrodą. Nieczysty jestem, rodząc kolejne teksty. I umywam się tychże lekturą kolejną i następną. Hartuję w ogniu interpretacji, w oczyszczającym płomieniu.

            Poza tym – czytać – to nie mniej twórcze zajęcie. Mam bardzo dużo lektur, które chcę przeczytać. Kupiłem wiele nowych wydawnictw, by zająć sobie czas. Kreatywnie spędzam czas przy treści z skarbca, niewyczerpanego skarbca literatury.