Dziś postanowiłem podsumować mój twórczy dorobek. Sięgnąć myślą w odległe czasy początków mojej pasji, zawędrować aż po samo źródło i przemierzyć drogę natchnionego strumienia, z powrotem do delty, ujścia i znijścia, gdzie dziś znajduję siebie… Pierwsze moje próby pisarskie spaliłem i wyrzuciłem do śmieci. Pamiętam zeszyt zatytułowany „Herezjada”, nie pamiętam natomiast, co niosła jego treść… Można wysnuć wniosek, że „herezje opowiada” albo, że „heroinę zjada”. Owszem, myślę, że narkotyk można też zjadać, a bujdy pleść to oczywista oczywistość, co udowadniam w późniejszej twórczości jeszcze dobitniej.
Przecież
gadające węże nie istnieją, ani cały Drugi Świat jaki wyimaginowałem:
piętnaście miliardów ludzkich i nadludzkich istnień, stłoczonych na powierzchni
czterdziestu i czterech obszarów Polski… wracając do spalonych zeszytów – myślę
– to mogłoby być ciekawe doświadczenie, po ponad dwudziestu latach, a blisko
trzydziestu, spojrzeć na zapisane strony.
Przebrnijmy
jednak przez pierwsze utrwalone teksty: DZIEŁA
2025 gromadzą w jeden, niewielki zeszyt wczesne, warte coś próby – zacząłem
rymować, gdy przyszedł 2003 rok: Ścieżki
Obłędu i appendix: Owoce Próżności teksty
przebudzone, nastrój poetyckości, proste rymy na okazję końcowego okresu
dojrzewania. Tegoż samego roku krótki cykl: Czerwona Róża, napisany dla Jednej Jedynej Joli, czyli wiara w
ideał i trauma, poczucie, że jestem niczym , nikim, że owszem złamałem sobie
serce...
Dwa poematy z lat 2003-2008,
pierwszy z podziałem na role, oczywiście do rymu: Boski i drugi, ujęty w takt oktaw: Jestem… wartościowe dla mnie. Boski,
na przykład, ma w swojej treści proklamację o legalizacji Marihuany, którą dziś
bym podtrzymał, zapytany, acz nie paliłem od dziesięciu lat, może dłużej… Jestem…
to poemat niedokonany, to dobrych rzeczy poczynanie. Omawiam rymem lata
pierwszej wiosny; poemacik ten, to ponad czterysta wersów, w których opowiadam
o własnych doświadczeniach, o młodości, będąc jeszcze młodym. W tomiku DZIEŁA, znajdziemy jeszcze poemat we fragmentach z roku około 2009
pod tytułem O Drugiej Stronie.
Jedenaście kawałków bez początku i końca, wiersze, w których środek jest
wszędzie… wówczas to narodził się projekt Drugiego Świata i opowieści o nim, o wojownikach walczących
o pokój na Kontynencie. Antyczne
Rozprawki, zainspirowany Mitologią, Iliadą i Odyseją
napisałem osiem tekstów, okrążających ten rewir literacki. Natomiast RAP to mocno przesadzone pierdolnięcie w
poezję, gatunkowo wyrafinowany destylat transmisji wkurwienia, jaką kiedyś
odczuwałem. Dziś mój spokój jest zwycięstwem, ale rymy RAP-u jakie napisałem, to ciekawe
doświadczenie i coś więcej niż
zabawa.
Około
roku 2008 zacząłem pisać LIRYKI
wydane w 2025, tomik, około dwustu stron formatu a5, gromadzi siedem cykli
wierszy rymowanych. Każdy z cyklów mieści się pod rewelacyjnym tytułem,
streszczającym doskonale zawartość poetyckim słowem. Nie jest to poezja par excellence, ale coś równie wartościowego. Czarno na białym mową wiązaną. Wetknąwszy
poetyckie przenośnie obficie w – koniec końców – skondensowaną gęsto treść, wiedząc o tym, że tematy
podejmuję niejednokrotnie te same, z różnych ujęć. Genialne dla mnie teksty,
najpiękniejsze wiersze w tym kraju… datują się te rymowane opowieści, od 2008
do 2017, a nawet 2019… Wówczas
przestałem czuć nastrój poetycki i zająłem się na serio prozą. Warto sięgnąć po
tom LIRYKI, acz trzeba Czytelnikowi dużej dozy cierpliwości, niektóre wiersze
sięgają granic poematów. Treść ziemska, treść życia, codzienności, powszednich
dni i świąt. Jest miłość i serce,
jest nienawiść i mosty do przekroczenia, są narkotyki i niemowlęca trzeźwość…
Obrazy malowane siermiężną dłonią, grawerowane na ciele – wielkim rozumie –
niczym tusz tatuażu, utrwalający blizny, dokładnie, precyzyjnie, z kaligraficzną
pasją. Znaki, drogowskazy, ocena rzeczy – ich skarb; wojna z pasożytem i piękno oraz śmiech, które go
zniszczą, pokonają słodyczą jego rozgoryczoną desperację… W tychże, wyżej
wymienionych, latach, napisałem kilka opowiadań, opublikowanych na blogu albo
schowanych w czeluściach przepastnego kredensu. To próby pisania pod konkursy,
które zostawiły swój ślad w mojej kartotece.
Rozprawki
i praca magisterska to rzeczy, których nie sposób pominąć, pisząc o dorobku
twórczym, ale nad którymi rozwłóczyć się nie będę. Około roku 2015, gdy to spać
wiecznie odszedł mój drogi Tato powstały Opowieści
z… a przynajmniej taki nosiły roboczy tytuł. Teksty te, ukazały się w 2025,
pod tytułem KREW ORŁÓW (tytuł
podrzucił artysta-malarz, który stworzył również okładkę do tomu – Łukasz R.), po
dziesięciu latach od napisania, po dogłębnej redakcji, w nakładzie 200
egzemplarzy. To wartościowa lektura, nikt nie zmarnuje czasu, przeczytawszy ją
uważnie. Ciekawe przygody niesamowitych bohaterów, obiektywizacja spojrzenia,
roszady narracyjne, praktyczne porady, rozmyślania wplecione w myśli, jakie
snują postacie, figury opowieści. Przeogromny świat przedstawiony, potencjał, z
którego niejeden raz chcę jeszcze tłoczyć rafinat. Co zresztą robię, albowiem
na warsztacie mam kolejne duże opowiadanie pod tytułem: Łowca. Choreografia pełni tu kluczową rolę, ale szeroko pojęta. Mam
na myśli nie jedynie ruchy, ustawienia stóp, poruszenia ramion, sceny walk
różnym orężem. Chodzi o globalną choreografię, czas i przestrzeń dla zdarzeń,
równoległość ścieżek przeznaczeń, i ten drobny trybik ruchu oczywiście,
obracający tryb ogromny… Idzie mi o to, że cały świat pracuje non-stop
synchronicznie, zbiorowe nieświadome, to chmura w której każdy odnajdzie swoje
pliki… I ta łączność: jedno niezbędne dla drugiego, chcę odnajdywać to w treści
mojej powieści. Dawać Czytelnikowi pewność scenariusza, możliwość przewidywania
przyszłości na krótkim dystansie. Czytelne kombinacje wiodące do finału o
dwojakiej możliwości końca, jak rezultat gry w partię szachów.
ROK
2013 – wracam do tego okresu, bowiem wówczas Wydawnictwo Miniatura z Krakowa,
po otrzymaniu próbki i kolejno całości materiału, cytatów, z lektur klasyki
literatury pięknej polskiej i zagranicznej, czyli około dziewięciuset wypisów,
wydało to w formie książki. Adagia,
cytaty, przysłowia – nakład to
dwieście egzemplarzy i jeden darmowy, dla mnie, jako gratyfikacja. I na tym
pieśń się kończy, bo Wydawnictwo Miniatura już chyba nie istnieje… Ja – w
każdym bądź razie – szykuję się do wydania ponownie setki sztuk, zeszytu
pierwszego i zeszytu drugiego, również w nakładzie sto sztuk, tego jeszcze
świat nie zna. Mam zaprojektowane na stronie CANVA okładki… treść poukładaną i
właściwie wszystko gotowe, muszę tylko pliki i – oczywiście – pieniądze, wysłać
do drukarni. To już bardzo blisko zapewniam. Także kolejno: Krew Orłów, Dzieła, Liryki, to rok
2025.
Bieżący
rok 2026 otworzyłem publikacją z marca, sto egzemplarzy (gdy wydajemy setkę,
jest obowiązek rozesłania dwóch egzemplarzy, gdy wydajemy dwieście, rozesłać
trzeba egzemplarzy siedemnaście, a więc jest różnica): ESEJE, moje myśli, rozmyślania, przypadki obiektywizacji za pomocą
edytora tekstu, treści nurtujących moje sposoby myślenia. Na różne tematy,
bardzo niezobowiązująco, każdy mógłby coś podobnego napisać, nie posiadając
wiele wiedzy, a tylko poczucie niezmienności osądu rzeczy, fenomenów codziennych
lub wyjątkowych. Wszyscy czujemy, co dla nas jest poezją, jak myślą
filozofowie, co to miłość, lojalność, honor… I to – najogólniej – tematyka Esejów. Warto zainwestować czas w
lekturę moich Esejów, są inspirujące,
nakłaniające do pochylenia się, do głębszej refleksji, zastanowienia się.
Analizy niejednokrotnej i bezobjawowej syntezy wtórnej… Jak układanie sobie
kolejno kwestii podjętych jako temat przewodni.
W
oderwaniu od pełnoprawnych publikacji piszę cały czas. Chociażby na warsztatach
literackich organizowanych przez Główną Bibliotekę Miejską w Legnicy. Spotykamy
się tam co trzy tygodnie, w małym, ale przeuroczym gronie, by ćwiczyć rzemiosło
pisarza. Pisanie to samotna praca i szczęściem jest móc się podzielić próbką
talentu i dozą wypracowanego warsztatu, na głos odczytując to, co stworzyliśmy
na tę chwilę i temat podany przez Panią Kasię – znakomitą koleżankę, prowadzącą
zajęcia. Tam, w Bibliotece, powstają moje próbki, przyczynki i kąski, gotowe do
konsumpcji na miejscu. Mało – weź – a znowu będziesz TAM… tak to właśnie
działa, radość, pasja, wesele, gdy kombinuję alfabet i cementuję wyobraźnią
sposoby myślenia, ścieżki skojarzeń, cegiełki treści, gdy impresji ulega tu i
teraz, wobec czego toczy się kula tam i niegdyś, onegdaj i ongiś… Odpomnij
sobie przyszłość pisząc, tworząc. Poczuj lśnienie według Stephena Kinga.
Sięgnij po to, co nam z rąk się wymyka. Stań w obliczu szklanego człowieka
przeczącego idei… nie – szklanego człowieka, wyrażającego prawdę i tylko
prawdę.
W
oderwaniu również piszę Dzienniki, kaligrafując długopisem w czystych
zeszytach, notuję zdarzenia powszednie i myśli okolicznościowe. Codzienność
trawiona moim okiem, której nigdy publikować nie planuję, a piszę wyłącznie by
ćwiczyć mózg, zarówno pod rzemiosło pisarza jak i przeciw chorobie Alzhaimera…
Nagrywanie
audiobooków to również twórczość z pogranicza literatury albo zupełnie pod jej
dyktando. Nagrałem już dziesięć większych pozycji, dwa audiobooki nawet ktoś
kupił. Dziesięć książek, należących do domeny dobra ludzkości (70 lat od
śmierci autora), do nich to stworzyłem materiał dźwiękowy, gotowy do słuchania
i poziomem nie odstający od wielu propagowanych przez duże platformy
podcastowe. Tak, mam wyraźną dykcję, artykułuję głośno i poprawnie. Intonuję z
zacięciem aktorskim, wczuwam się, dzielę się moją empatią i tworzę
interpretację wartą peelenów. Materiał dźwiękowy obrabiam z uwagą na szczegóły,
nie macham łapą myśląc, iż to załatwi sprawę, czy nie mrugam okiem, bo z tego
rodzi się więcej nieporozumień, niż domknięcia sensu. Chwalę się – owszem – bo
cenię się i szanuję… Równie bardzo jak gardzę sobą i śmieję się z siebie. Dwa
bieguny oglądu mojej tożsamości. Jestem samemu sobie przyjacielem. Za twórczość
pisarską cenię się niezmiennie. Mój twórczy dorobek wart jest inwestycji… w
niego, jakkolwiek Czytelniku ją pojmujesz.
Piszę
i czytam cały czas. Wszelkie wolne godziny, gdy jestem w dobrej kondycji
myślowej, gdy moje ciało, mój wielki rozum, działa na wysokim poziomie
percepcji… Rozumiecie, co mam na myśli. Zaraz po przespaniu nocy, w południe,
przed zmierzchem. Wówczas piszę, jestem mocno zaktywizowany, zależy mi, bez
dróg na skrót. Intensywną, konsekwentną pracą chcę dojść do czegoś, nie przy
okazji, ale po dużym wysiłku, po kolosalnej inwestycji. Z pasją, radością,
bawiąc się tym… Mój dorobek twórczy – temat tego rozmyślania – rośnie, z każdym
zapisanym słowem. Uświadamiam się i Czytelnika, nie potrzebuję nagrody za moją
cnotę, sama jej świadomość jest nagrodą. Nieczysty jestem, rodząc kolejne
teksty. I umywam się tychże lekturą kolejną i następną. Hartuję w ogniu
interpretacji, w oczyszczającym płomieniu.
Poza
tym – czytać – to nie mniej twórcze zajęcie. Mam bardzo dużo lektur, które chcę
przeczytać. Kupiłem wiele nowych wydawnictw, by zająć sobie czas. Kreatywnie
spędzam czas przy treści z skarbca, niewyczerpanego skarbca literatury.