czwartek, 22 października 2026

POEZJA W POLSCE rys historyczny...

 Dzień dobry, Czytelniku!

Krzepko wołam na Ciebie i wzywam z otchłani codzienności. W biegu, domyślam się, czytasz rozpoczynający się wykład na temat poezji polskiej. Chcę w zwięzłych słowach, ale jednocześnie precyzyjnych, przedstawić akcenty wzniosłej polskiej myśli. Marzeń dobywających szczytów, choćby najgłębszej pogardy. Brzmi paradoksalnie! Właśnie tak! Nie od razu wzbijamy się do lotu, a może zaczęliśmy wręcz od pełzania, na podobieństwo węża.

Poezja – czym jest? Miłością do słowa, czyli filologią, zachwytem i przenośnią marzeń, błogich, pięknych, szczerozłotych; synonimem blasku, oślepiającym, kto weń wejrzał… wielokropkiem, czyli Wiecznością. Oczami potępionej mądrości, czarnymi słońcami. Wzniosłym porównaniem i podkreślającym powtórzeniem. Poezja używa wielu środków, by dać sobie wyraz. Poezja dobywa pasteli i akwareli, równie często jak farb olejnych dla odwzorowania kolorów każdej pory roku. Obrazuje zjawiska przyrody i mieści się na pełnym talerzu wykwintnego posiłku. Poezja jest jak szklanka krystalicznie czystej wody mineralnej. Mieści w sobie niepojęty rozmiarem zbiór pojęciowy. Kreuje definicje w najróżniejszym kształcie. Cokolwiek powiedzieć na temat poezji często jest prawdą, racją, słusznym wnioskiem i pożądanym podaniem. Poezja jest złotą nicią pomiędzy nami. Ty i ja, poezja zawłaszcza nas w posiadanie. Karmi nas pożywną papką, która smakuje najlepiej na świecie. Jak owoce jest poezja synonimem szczęścia. Jak chłodny, soczysty arbuz w upalne południe. Mnożę znaczenia i nie mijam się z prawdą. A prawda to prawda i mówię to, co mówię. Aluzja i domyślnik, smakuję w ich sztuce owszem… znajduję ślady stóp jednej jedynej, z którą dzieci bym mieć chciał… Co dnia zmiatam okruchy z jej stołu, przy którym jadła posiłki. Karmię nimi wiersze moich demiurgicznych tworów. Tropię ścieżki przeznaczeń podążające gwiezdnymi szlakami. Poezja ma gwiazdy pod sobą. Ogarnia horyzonty czasoprzestrzeni…

I tu wykład zmienia bieg, bowiem chcę naszkicować rys historyczny w poezji polskiej. Mamy wiele prawdziwych arcydzieł w dorobku twórczym poetów polskiego słowa. Szerzej omówię trzy epoki – średniowiecze i renesans, romantyzm i modernizm. Brzmi jak cztery epoki? Omówimy nawet więcej… Owszem, to robi różnicę, ale jak sami się przekonacie: nieznaczną.

W początkach dziejów państwowości w Europie, gdy narodowości nie wykształciły pełnego obrazu, wizerunku, pod jakim identyfikujemy je dzisiaj, nie namalowały jednoznacznie sztandaru, pod którym podążają ku przyszłości… wówczas rodziła się w bólach poezja państwa polskiego. „Polacy nie gęsi i swój język mają”, takimi słowami Mikołaj Rej zachęcał do mówienia i pisania po polsku.


ŚREDNIOWIECZE


Gniezno — centrum pierwszej polskiej państwowości, miejsce koronacji, przestrzeń sakralna. To tam mamy największą szansę usłyszeć najważniejsze kwestie głoszone w języku polskim. I to wśród inteligencji posługującej się łaciną. Słowo króla. Ma wagę całego pocztu głów w portfelu. Jedno słowo wobec pełnego portfela. Niczym jeden dzień w obliczu całego życia. Poza tym miejscem na mapie Polski mamy jeszcze: Kraków — rosnące centrum intelektualne; tam swoje placówki mają: katedra, uniwersytet, skryptoria. Ważne były też wszystkie klasztory benedyktyńskie i cysterskie — tam powstają pierwsze zapisy, tam pracują skrybowie, tam rodzi się kultura pisma. Wszelkie twory ówczesnej poezji rodziły się w chórze, w liturgii i rytmie modlitwy. Wspólnota pisze teksty; samotność jest zaprzeczeniem materii tworzywa w średniowieczu.

Anonimowy hymn śpiewany przez rycerstwo w podniosłych chwilach, Bogurodzica… Brzmi jak pieśń bojowa. Wierszowana opowieść o grzechu i pokucie miłego Pana  Jezusa, wyjątkowa modlitwa do Panny Maryi, głos proszący o błogosławieństwo dla idących w bój, podejmujących rękawicę w walce o życie i śmierć. Liturgia uroczystości na szlachetnych zgromadzeniach. Kronikarze twierdzą, że śpiewali ją rycerze walczący pod Grunwaldem…

Równie ważną „poezją” w jej wczesnych objawach jest tekst pod tytułem Stabat Mater Dolorosa czyli „stała matka boleściwa”, ale jako że nie jest to pieśń rdzennie polska, nie omówimy jej w naszym wykładzie szerzej.

Co łączy te i im podobne utwory? Są wywłaszczone z „ja”. Śpiewane podczas uroczystości, śpiewane w imię Boga i istot boskich. Deklamatorzy proszą w jej strofach o opiekę, mówią o cierpieniu, chóralnie nawołują do zapewnienia opieki i o poświęceniu w zwycięstwie.


RENESANS


Renesans to ciekawszy literacko okres ze względu na pojawienie się na poetyckim horyzoncie Jana Kochanowskiego. Wierszopisa z Czarnolasu, co pod lipą nucił swoje zwrotki. Więcej: pisał sztuki dramatyczne, z podziałem na role i w oderwaniu od spraw niebieskich, a zajęty myślał o obowiązkach polityków i szlachty. Położy on większy nacisk na humanizm, godność człowieka. Poezja renesansowa rodzić się będzie na dworach, w uniwersytetach. Poezja dopiero w tę dobę uzyskuje świadomość samej siebie, odkrywa, że niesie nietuzinkową wartość ubraną w przystępną formę i atrakcyjną do konsumpcji. Poezja w renesansie dopiero nakłania do delektowania się słowem. Jan Kochanowski pisał pieśni, treny i fraszki. Zakres jego działalności literackiej obiega dwa bieguny powagi i tragizmu naprzeciw lekkości i sowizdrzalskiemu humorowi. Teksty Kochanowskiego niosły wartość dydaktyczną, fraszki pełne są praktycznych porad i ludowych mądrości, są jakby wczesnymi bajkami, z morałem w opowieści. Jan Kochanowski to wzorowy ziemianin z apetytem na głos rzeszy rozumnych, rozsądnych myślicieli. Liryczny naukowiec, jakim był, zostawił dużą spuściznę; materiał do pracy i zabawy zająłby chętnemu wertowanie stron pokaźną chwilę…


BAROK


Barok. Przepych, blichtr, przerost formy nad treścią, która w porównaniu z poprzednią epoką zawłaszcza, pod piórem poetów, kolejne rewiry tematyczne. Świat rośnie na znaczeniu, jak dziś internet pojemny co noc bardziej o kolejne pokłady wiadomości i plotek. Kilku autorów wartych jest wspomnienia w ramach tego wykładu. Morsztyn, u którego rolę pełni zmysłowość i gra na wszelkie sposoby. Naborowski w swoją treść wpisał filozofię przemijania, a Baka dzieli słowo groteski i rozmyśla o śmierci. W XVII stuleciu akcent położono na niepokoje i kontrasty oraz zmysłowość  i religijność. Tworzy się poezję na dworach szlacheckich i wśród jezuickich kolegiów, jej kwiaty pełne są niepokoju i świadome swojej kruchości.


OŚWIECENIE


Oświecenie, gdy poezja staje się narzędziem, do prowadzenia reform, by wdrażać w bieg dydaktyczne treści. Akcent rozumu wznosi się ponad duchowość i serce. To doba, gdy nauka i wielokrotnie potwierdzone doświadczenie wiodą prym nad przeczuciem i fantastyką. W XVIII wieku jego dwory i teatry piszą poezję, która ma za zadanie poprawiać świat, ulepszyć go i na drodze rozumowej zdobywać lepszą wiedzę. Dwa nazwiska warte są uwiecznienia: Krasicki i Naruszewicz, twórcy satyr w konwencji moralistycznej i edukacyjnej, wliczających się w zakres lirycznej działalności. Pouczenie, jakiego znamię nosi wierszowana zabawa słowem, to przewodnia myśl podczas inspiracji do tworzenia. To walor edukacyjny, który może budować wypowiedź i skłaniać do twórczości. Pisarz pochyla się nad poezją, by nasycić ją utylitarnym ingredientem. Poezja służy słowu rozumu. Mózg i reakcje w nim zachodzące są fundamentem interpretacji tekstów pisanych, a nie uczucia i przeczucia.


ROMANTYZM


Romantyzm… I trzech wieszczów. Profetów. Głosów społeczeństwa, które zyskuje coraz wyższą samoświadomość. Mitów narodu, wizji kosmosu oraz dramatu narodu i poety. Polska jest nieobecna; po trzech rozbiorach znika z mapy politycznej Europy. Ale język żyje i, co więcej, święci niezaprzeczalne sukcesy. Zniewolone łono wydaje na świat genialnych poetów, mocno wspartych na klasyce i nową tejże definicję znajdujących. Mickiewicz, Słowacki, Krasiński. Przez nich płynął strumień piękności, ale oni sami pięknościami nie byli. Przełomowe, epopeiczne dzieła zostawili ku wzniesieniu narodu Polaków. Rytmiczność Mickiewicza to znamię jego wielkości. Policzone sylaby i okrągłe rymy. Praca nad łączeniem się Polaków i Litwinów w jedno ciało. Fantastyka i jaśniej przemawiające uczucie niż szkiełko i oko. Rozum, owszem, ale na usługach serca. Wrażliwość narodowa i obyczaje znajdują ujście treści w epopei narodowej jaką jest Pan Tadeusz, czyli… ostatnia księga i jej tytuł to zwieńczenie genialnie zrymowanej opowieści, historii szlacheckiej, brzmi on „Kochajmy się!”. Któż oparłby się temu wezwaniu… Dziady III lektura szkolna, Konrad buntuje się przeciw Bogu. Naród cierpi i jest amortyzatorem Europy przed agresją ze wschodu. Dziś przeżywa podobną historię Ukraina, a jej dzielni żołnierze bronią wolności państw demokratycznych i republik. I jakkolwiek się nazwą, pod jakikolwiek sztandar się zaangażują, ich czyny dzisiejsze przemawiają najgłośniej. Walczą, abyśmy my nie musieli walczyć… Wracając do Mickiewicza, ma ogromny dorobek i wszystko na bardzo wysokim poziomie kultury literackiej. Genialny twórca, głośny przez bieg wieków, nieśmiertelny w swoich dziełach… Pierwsze skojarzenie ze słowem literatura w Polsce.

Słowacki – Król Duch oraz trudny Genezis z ducha – czyli początki ludzkości. Beniowski – poemat dygresyjny, gdzie kanwa opowieści służy za miejsce do komentowania zdarzeń, zjawisk oraz odniesienie się do aktualnie żyjących osób, bez konieczności stricte adresowania korespondencji. Słowacki pisał poematy, a najgenialniejszy z nich, wzruszający, najpiękniejszy i tragiczny – Ojciec zadżumionych – jest przyczyną za którą pokochałem pisarza z Krzemieńca. Żył krótko, bo tylko czterdzieści lat. Wizja świata jaką nam zostawił jest imponująca, skłaniająca do myślenia, pełna obrazów i metafor. Jego wiersz o tym, że chcemy by „język giętki powiedział, co pomyśli głowa” stał się nieomal przysłowiowy. Słowacki jest demiurgiem on nie opisuje świata, on go tworzy. Mówi o przemianie „ja” w kosmicznym wymiarze. Fantastyka, magia również ma miejsce w jego pismach. We współczesności jego wiersze śpiewa nam prześliczna sanah. Świetnie komponuje się u niej z muzyką, wiersz rozpoczynający się od frazy Smutno mi Boże… . Słowacki jest również dramaturgiem, a jego dzieła pełne są wpływu opium, którym, w roztworze alkoholowym, leczył gruźlicę. Czarę co noc przynosił paź o kroplę pełniejszą…

Krasiński – Orcio, czyli Jerzy z włoska, poeta, bohater dramatu Nie-boska komedia, będącego żywym odniesieniem do średniowiecznego dzieła Dantego. Irydion mnie osobiście zachwyca jeszcze bardziej, może porusza, więcej wnosi w moją egzystencję, a na pewno częściej wart jest cytowania. Krasiński w najpiękniejszy dla mnie sposób opisał podróż po szwajcarskich Alpach. Jego listy oraz poezja wierszowana to ciężkie, filozoficzne rozmyślania pełne abstrakcji, pełne idei oraz symboli teksty. Krasiński jest dramatyczny i teatralny; w jego spektrum wpływu mniej melodyjności, więcej konceptualizmu. Jego treści są cięższe i trudniejsze w odczytaniu. Znajomość klasyki zaś owocuje licznymi odniesieniami do pism poznanych w trakcie kształtowania naszej kultury literackiej. Ogólnie romantyzm opierał się na legendach, gusłach i czarach. Kabalistyczne rachunki, praca ekonoma znajdowały swój ekwiwalent, przełożenie, niczym próby tłumaczenia cyfr na słowa. Grube gotyckie mury kościołów czy dworów szlacheckich były tłem i kontekstem, kanwą dla opowieści, dla jej treści merytorycznej. Warto wspomnieć jeszcze o czwartym genialnym twórcy polskiej poezji. Zapomniany i głodujący Norwid. Za życia niedoceniony, nieodkryty, dopiero w modernizmie jego teksty rozbłysły pełnym blaskiem i opowiedziały o swojej wartości.


POZYTYWIZM


Po romantyzmie nastąpił pozytywizm — epoka w literaturze wyjałowiona z poezji. Ludzie zapragnęli pracy i konkretów. Przestali marzyć na jawie i imaginować strachy wyobraźni, takie jak smoki i psotne chochliki. Jedynym wyjątkiem był Asnyk. Pisał, rymując, i robił to pięknym stylem. Poezja nie umiera, ale ustępuje prozie. Akcent literacki przenosi się na realizm i społeczność, a nowy nurt rodzi się i owocuje w Warszawie, Krakowie, pośród redakcji gazet, w szkołach i bibliotekach.


MŁODA POLSKA


Młoda Polska – jedyna epoka literacka, w której Polska nadążała za tym, co działo się w Europie. Ten sam nurt kształtował rzekę wypowiedzi w języku polskim i językach obcych. Kraków i Zakopane stają się najważniejszymi ośrodkami, w których pisze się poezję na przełomie XIX i XX wieku. Akcent przesuwa się na nastrojowość, symbolizm i poczucie dekadencji. Schyłek wieku skłania ku myśleniu, jakoby coś się kończyło i należało przewartościować wartości. Nazwać na nowo dobro i zło. Najgłośniejsze nazwiska epoki to Tetmajer, Kasprowicz oraz Staff. Poezja modernizmu odrzuca ówczesny dydaktyzm, wraca do zmysłów, nastroju i symbolu. Fascynuje się erotyką, dekadencją i śmiercią. Eksperymentuje z językiem, rytmem i obrazem, szuka nowych form duchowości. Poezja staje się teraz przeżyciem estetycznym, a nie programem społecznym.

Mnie jednak najsilniej zajął Miciński. Dziś wiemy, że był jednym z najoryginalniejszych twórców epoki — mistykiem, wizjonerem, ekspresjonistą, prekursorem surrealizmu. Tomik poetycki „W mroku gwiazd” — sam tytuł jest intrygujący, oparty na oksymoronie. Blask gwiazd wydziela mrok. Pamiętam bezsenną noc spędzoną podczas lektury tego tomu poetyckiego i uniesienie tak wysokie, że gwiazdy miałem pod sobą… Wiersze, najczęściej rymowane, mówią o kwestiach absolutnych, o czarnej wierze w szatanistyczne msze i o alchemiku Trismegiście; o nadziei, która stała się przekleństwem. Szlachetne kamienie, wzniosłe uczucia, trudne imiona — wszystko to bardzo lubię i znaleźć mogę na stronach Micińskiego.

 

„Ja, budowniczy nadgwiazdnych miast  

szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd”

To kwintesencja jego stylu: kosmiczny bunt, metafizyczna pycha, wizja człowieka jako istoty między światłem a otchłanią.

Tetmajer i jego hymn „Eviva l’arte”, zaśpiewany współcześnie przez sanah i Zalewskiego, zyskuje nowy wyraz i mnoży znaczenia. To gloryfikacja miłości do sztuki, życzenie życia, krzepkiej i zdrowej egzystencji, rodzącej arcydzieła. To wołanie o piękno sztuki pośród biedy i głodu. To zaprzeczenie nudzie, chcącej ziewnięciem połknąć planetę Ziemię. Wiersz jest manifestem artysty i pochwałą sztuki. „Nie wierzę w nic” reprezentuje dekadentyzm, zwątpienie i poczucie bezsensu istnienia. Melancholia przenikająca zmysły to tematyka tego poety.

Staff i jego najbardziej znany „Kowal” jako apologia siły i mocy serca. Niczym uderzeniom młota poddajemy nasze życie, nasze serca, by wykuć hartowne, szlachetne ciało i rządzące nim ośrodki. Poeta pośród rymów szuka równowagi.

Kasprowicz buntuje się i szuka inspiracji w mistyce. Tłumaczy indyjskie Wedy, hymny o początkach wiedzy, opisy rytuałów, refleksje o naturze świata. Znamienne są słowa jednego z tych poematów: „Nie było bytu ani też niebytu…”

Oprócz twórców czystej poezji należy wspomnieć o Berencie, jego powieściach poetyckich oraz tłumaczeniu „Tako rzecze Zaratustra”, które dało nam nowy oryginał. Tłumaczenie perfekcyjne, kongenialne. Książka zawierająca mowy perskiego Niemca to nieprzebrana skarbnica przypowieści, uniwersalnych komentarzy odpowiednich do sytuacji rodzajowych. Mądrość, którą głosi, jest dzika, rwąca i tak podobna do życia, że gdy mówi się o niej, ma się zwykle rację. „Tako rzecze Zaratustra” to źródło nieprzemijającej prawdy. Zarówno gdy się mówi, jak i gdy się milczy. To księga o pojemności większej niż Biblia, mieści w sobie tyle sensów, że czytając ją na nowo, jeszcze raz, jak powinna być odczytywana — jako pieśń wiecznego powrotu — znajdujemy coraz to nowe zachwyty. Wszystko to opowiedziane stylem zdobnym jak girlandy róż pnące się po cyprysach i winoroślach w słoneczne południe. „Próchno” to lektura na studiach filologii polskiej. Jego język oraz tematyka to poezja i poetyckość dążąca do zatracenia ciała w doznaniach zmysłowych, przeżywania wieków w godziny. To opowieść o zmarnowanych życiach, o niemożliwości dosięgnięcia ideału. O zatraceniu się w wysublimowanym użyciu, czy wręcz narkotyzowaniu się palonym opium.

Młoda Polska to epoka, w której poezja: kwitnie w nastroju, płonie w buncie, uspokaja się w harmonii, eksploduje w wizji.


I CO DALEJ...?


Kolejno następuje epoka dwudziestolecia, wkraczająca śmiałym rytmem w nowoczesność. Energię miasta wyrażają Tuwim, Słonimski i Lechoń. O tragicznej młodości mówią Baczyński i Gajcy. Wszyscy oni kochają życie i boją się śmierci… Miejsca gdzie powstaje twórczość poetycka, to Warszawa, Wilno i Lwów.

W czasie wojny piszą wciąż Baczyński, Gajcy i Trzebiński – mówią o straconym pokoleniu.

Powojnie: Miłosz, Herbert, Szymborska…

 

 

 

 

 

 

niedziela, 18 października 2026

OKULARY

 Dzień dobry Czytelniku!

Mam już okulary. Fajne i widzę co leci na pasku podczas oglądania kanału informacyjnego, telewizji katastroficznej TVN… Jadę dziś do szpitala, jutro mam mieć zabieg usuwania niewielkiej przepukliny pępkowej. Rosnącej wraz z apetytem na słodkie. Smaku czekolady zapomniałem. Kawa gorzka – owszem – jest dobra, ale smak jaki uzyskuje posłodzona łyżeczką cukru, nie może równać się z niczym innym. Schudłem osiem kilo – ważę osiemdziesiąt pięć. Jeden kolega też jest po takim wszyciu siatki na okolicę pępka i przytył dużo, trochę wylewa się zza paska… Ale ja chcę mieć płaski brzuch, więc będę moją dietę kontynuował i jak zmienię pracę z fizycznej na umysłową, co właśnie się dzieje… No więc, wówczas, zacznę trenować brzuch i biegać. Postanowienie jest silne i zależy mi na ćwiczeniu nóg, brzucha oraz barków, obręczy barkowej z szyją… Tak – poświęcę się temu w wolne od pracy lektora dni. Coś się kończy coś się zaczyna. Jest ciągłość zatrudnienia. Nie porzucam pracy nie mając innego zarobkowego zajęcia. Odchodzę świadomie i nie paląc – myślę – mostu. Kto wie jak sprawa się rozwinie. Myślę jeszcze o zwycięstwie, o zwycięstwie! To podstawowy warunek myślenia, mnożącego się w nieskończoność. To mój świadomy wybór. Moje teksty bronią się same, więc są we właściwym miejscu i we właściwym czasie… Czytam znów więcej, widzę jak to korzystnie wpływa na mózg, na potoczystość wypowiedzi, dobieranie słów.

Oczywiście poprawiam

Drugi syn czyli Chemia jako światopogląd albo spowiedź dziecięcia milenium.

 

Mam nadzieję być z wami wkrótce. Bawić się i śmiać oraz planować przyszłe dni. Rzetelnie i uczciwie pracować, dzielić ogromny ładunek empatii, także nagrywając audiobooki. Kończę obróbkę Pożegnania jesieni Witkacego i biorę się za nagrywki Portretu Doriana Graya Oskara Wilde’a. Będę się świetnie bawił. Ćwicząc sztukę aktorstwa głosowego. Do szpitala zabieram jedną książkę papierową, zgadniecie jaką? Tako rzecze Zaratustra Fryderyk Nietzsche, ale nie moją ulubioną edycję i tłumaczenie. Chcę trochę poczytać pierwszą część w innej interpretacji. Zdywersyfikować pogląd. W szpitalu na pewno się mną zaopiekują. Poza tym telefon i moje rzeczy. Wykupiłem subskrypcję Grammarly na rok, drogo ale to mój sposób na życie – pisanie. Narzędzie tak pomocne… Jak najbardziej odczuwam potrzebę profesjonalnej pomocy. Nikt nie chce czytać moich tekstów nieodpłatnie, a więc zamontowanie czegoś takiego jak aplikacja Grammarly rozbuduje mój warsztat o robota –redaktora. Robota, który nie lekceważy przecinków i średników. Pomoże mi zastanowić się nad każdą potencjalną poprawką. Muszę być uważny, bo niektóre z sugestii aplikacji są niegramatyczne, niepoprawne z punktu widzenia filologa. Dlatego narzędzie nie jest doskonałe, i ogólnie przeznaczone dla języka angielskiego. Mam nadzieję, że jak sztuczna inteligencja będzie się wtyczka uczyć po polsku. Poszerzać zakres kompetencji i bogactwo słownikowe. No i może użyję jej do obróbki angielskich tekstów. Zobaczymy co czas przyniesie.

Jestem już po operacji. Na zwolnieniu L4 z pracy. Powiodło się i śniłem gdy mnie wzięto pod nóż. Zasnąłem nie wiem kiedy. Czułem tylko jak w żyłę wpływa jakieś piekące lekarstwo i po tym wrażeniu odpłynąłem. Teraz czas na regenerację i powrót do pełni zdrowia. Aż inne pieśni śpiewać zacznę…

 

wtorek, 6 października 2026

PRZEPROSINY

 Dzień dobry, drogi Czytelniku!

Mam złą wiadomość. Usuwam z dystrybucji drugi zeszyt mojego wyboru cytatów. Użyłem na okładce wizerunku Stephena Kinga. Wczoraj ktoś zwrócił mi na to uwagę. Zwyczajnie, ze złością, zakomunikował mi, że to kradzież… Myślałem, że w dobrej wierze propagowanie kogoś, nawet coś czytałem w tym sensie mówiącego, ale dziś sprawdziłem dokładnie i: nie wolno bez pozwolenia. Jestem tak malutkim twórcą, że pewnie nikt się nie doczepi ani się nie dowie, ale wycofuję moje dzieło z obiegu. Nie może już to zataczać szerszych kręgów. Dno i kupa… Złość i rezygnacja… Zostanie to na mój użytek… Dwa egzemplarze wysłałem do największych bibliotek. Nic nikt nie powiedział. Jeden podarowałem Legnickiej Głównej Czytelni. Nie sprzedaję tego; działam z miłości do literatury. Drogi Panie Stephenie Kingu, jeśli czytasz te słowa, wiedz, że jest mi bardzo przykro. Niepełne informacje zgromadziłem, zanim dokonałem kolejnych kroków… Rozumie Pan to dobrze.

Jest mi bardzo przykro i słusznie, że wczoraj zostałem zaatakowany. Proceder, którego się dopuściłem, jest nielegalny. Przerywam tę nić. Rozeszło się może dziesięć egzemplarzy. W ramach działalności nierejestrowanej. Tyle jest fotek w Internecie. Założę się, że większość bezprawnie opublikowano.

A więc: oto moje publiczne przeprosiny i zapewnienie, że żaden kolejny egzemplarz nie ujrzy światła dnia. Pożrę je wszystkie żywcem… Korzę się i jeszcze raz przepraszam.

Poza tym polecam dzieła Stephena Kinga, których sam mam około dwudziestu. Cały cykl Mroczna wieża z barwionymi brzegami. Lśnienie, Zielona mila, Doktor sen, Danse macabre, Jak pisać, pamiętnik rzemieślnika, Holly, Carrie i kilka innych. Myślę, że wszystko co robi w kategoriach pisarskich jest doskonałe i genialne!

Kłaniam się i pozdrawiam serdecznie, Czytelniku, bądź pełen zrozumienia.

sobota, 29 sierpnia 2026

SZEŚĆ DZIEŁ - GEORGE 247LABEL - Jerzy PIOTROWSKI

 

Dzień dobry, Czytelniku!
🥊 Późno już i chwieją się żółte mlecze, w dolinę gór nadciąga cichy odwieczerz… To z Józefa Czechowicza. Jestem pewien. To jednak nie jest tematem nurtującym moją myśl. Chcę pochwalić się osiągnięciami dwóch ostatnich lat. Od maja 2025 do sierpnia 2026, czyli w trochę więcej niż rok, wydałem własnym sumptem sześć moich rzeczy, książek, publikacji. Na pewno są warte przeczytania, warte, by za nie, niedrogo, owszem, zapłacić.
🥊 Jestem dobry w pisaniu tekstów. Siódme moje dzieło, które mam jeszcze na warsztacie twórczym, udowodni mój profesjonalizm w dziedzinie filologii. Ostatnie lata, gdy zacząłem wstawać wcześnie, jeszcze w nocy. Zmieniwszy higienę dnia parę lat temu, sprawiłem, że dziś zbieram owoce mojej pracy, zaangażowania, odblask niekłamanego entuzjazmu, jaki nosi mnie przez film, w którym gram główną rolę…
🥊 Ważną wiadomością i konsekwencją odstawienia nałogów, tych aspołecznych, powtarzanych po tysiąc razy, jest również odzyskanie refleksji nad codziennością. Zrzuciłem z siebie jarzmo niewolnego człowieka, uległego władzy potężnego nałogu. Żyzność mózgu odzyskała świeżość. Wyjałowienie z pragnień, wycofanie społeczne, sztuczne raje, jakie zwiedzałem, pełznąc przez nie niczym plugawy wąż. Urobiłem się po łokcie, a moja złośliwość okrzepła na ciele i wreszcie: zmyłem ją. Tak, krew krzepnie, gdy nie krąży.
🥊 Od dziesięciu lat wybieram życie, jeśli tylko jest wybór. Jestem morzem, w którym zatonie wielka wzgarda, nie kalając mnie. Myję ręce tak często, jak się da, i błogosławię mydło oraz słowniki. Dużo pracuję, goniąc stracony czas. Stracony na głupoty, zmarnotrawiony na bezmyślny amok, niosący to do góry i kopiący w dół. Talent, który mam w naturze, który mam na dłużej, procentuje; szlifuję ten diament, by w finale mieć satysfakcję, że nie wszystek umrę…
🌞 Wracam do myśli przewodniej, czyli sześciu książek: 

1. KREW ORŁÓW – zbiór opowiadań o nowym, drugim świecie, potężnym kontynencie, Zakonie Walecznych Orłów, wampirach (koniecznie przeczytajcie NIEPOKÓJ W WIELKOPOLIS), o tym, co czeka społeczeństwo ludzi, które zdało próbę, zasłużyło na awans. Siedem opowiadań luźno ze sobą związanych, treścią zbiorów mających wspólne części.

2. LIRYKI: przemawiam rymem, okrągłym, nieskomplikowanym, jak uniki i ciosy wyprowadzane przez boksera. Za moje punche profesura. Skondensowana prawda mnożąca rymem znaczenia, potęgująca je do nieskończoności. Lustro płynnego srebra, najwyższej próby i czystości, przeglądając się w nim – jesteś odmieniony, za każdym razem znajdując w nim na nowo siebie.

3. DZIEŁA: po pierwsze – trzy poematy. Oj, dużo wysiłku będziesz musiał zainwestować, czytelniku, w tak długie teksty pisane mową wiązaną, i czas. Lirykę odbiera się zupełnie inaczej niż, na przykład, przygody piratów itp.

4. ESEJE: moje przemyślenia i odniesienia, konkluzje kulejąco przychodzące do mnie. Niezobowiązujące tematy, na które każdy z nas może wyrobić sobie zdanie czy pogląd. I lepsza wiedza… Chcę podzielić się doświadczeniem, niejednokrotnie – wielokrotnie potwierdzonym.

5. A. C. P. ZESZYT PIERWSZY, czyli ponad dziewięćset wypisów z kanonu klasyki literatury pięknej, polskiej i zagranicznej. Mozolnie zbierane zlepki Autentyku, który komponuje swoją pieśń niewidocznie, tak jak obraca się świat. Wobec wszystkiego „tu” toczy się kula „tam”. Biorę cytaty, jak gdybym był ich autorem. To mój wybór. Wiele z nich licuje z maszkarą Dyabła szyderczego. Ropiejące wrzody wybujałe na gnijącym ciele. Lub zgoła gładka skóra świetlistego anioła. Obu z nich dotyka słowo Boże. Ekstrema się stykają…

6. A. C. P. ZESZYT DRUGI, jeszcze świeże dzieło, pachnące drukiem. Z oficyny DRUKOMATIC.PL drukarni szybkiej i profesjonalnej w działaniu. Kolejne moje wyłowione krótkie fragmenty treści. Wyrwane z kontekstu, bez tła i opowieści. Sucha prawda, cierpka i szorstka jak język kota, gorąca jak jęzor płomienia. 

sobota, 22 sierpnia 2026

A. C. P. zeszyt drugi Jerzy Piotrowski



 Kłaniam się Czytelniku. Kolejny kamień milowy na drodze mojej twórczości miniony. Napisałem fragment Autentyku. Zlepiłem go z eklektycznego materiału w paradoksalnie spójną treść. To nieoczywiste, powtarzam. To zrodzone bez bólu i strachu. Chemia to światopogląd, ale o tym opowiem następnym razem. Zapraszam do kontaktu i kupowania moich dzieł, książek, mojej literatury; jakkolwiek nazwiesz to, co jest moim sposobem na życie. To pełnoprawne publikacje z pięcioprocentowym podatkiem VAT. Robię to z miłości do literatury, do żywiołu słowa, dlatego, że przyczyn szukam w przyszłości. A więc: po co to robić i dla kogo? Ja znam doskonałe rozwiązanie, w poszukiwaniu, w zbliżaniu się do ideału. Dzielę to uczucie z Tobą, za pośrednictwem treści moich tekstów. A te wypisy biorę jak moje...
Zapraszam do lektury...
 
 
Dzień dobry Czytelniku... mój bliźni, mój bracie...
Oddaję w Twoje ręce moją szóstą publikację. Drugi zeszyt cytatów, wycinków, zlepków Autentyku... Możesz znaleźć w nim siebie, swoją rzeczywistość. Możesz zadać doskonałą zagadkę dnia, lub uzyskać kulejącą odpowiedź. Dowiedzieć się, że wszyscy mają rację. Że wiadomości pokrywają jedna drugą i w tyglu niepamięci ginie wszystko, jakkolwiek odpowiesz na pytanie: “czy istnieje Bóg?”. Zrozumienie treści to dzieło dnia, czytać choćby po trochę, to zagadnienie na lata, bo nie chodzi ani o dni, ani o miesiące... Moje dzieło jest wieczne. Głos wieczności “po” i wieczność “przed”. Ta zajawka nie jest oczywista. Zbierałem cytaty długie lata, wyłowiłem zaprawdę najcenniejsze, albo, co najmniej, drogie. Miłość, nienawiść, substancja, wiara, recepta na wszystkiego po trochę, wszystko to bardzo lubię. Stoję tu! Odczarowany Twoim słowem, z biczem trzaskającym w moją dziką mądrość, malującym moje życie. Tak, święte tak oraz nie, znaczące – nie... Czarno na białym, do znudzenia, zapraszam do lektury i polecam, bo: czytać – warto!
Za egzemplarz czystego stężenia literatury chcę 20 pln/ sztuka.

Dziękuję drukarni DRUKOMATIC.PL za rzetelną i błyskawiczną pracę. Polecam!