niedziela, 1 listopada 2026

ŁOWCA - Jerzy PIOTROWSKI





 




Dobry Czytelniku! Dzień dobry, zacny Czytelniku!

Zbliża się, nadchodzi cichym krokiem ŁOWCA…

Oto oficjalna zapowiedź mojego kolejnego zeszytu. Opowiadanie o Baronie Marcinie Spławskim. Osieroconym w brutalnym ataku wampirów na rezydencję wielkiego wojownika. Prostą konsekwencją wielkości jest wielkość. A co do tego, gdy wychowana w sterylnych warunkach z samymi mądrymi ludźmi wokół. To musiało wydać owoc zaiste niespotykanego dotąd smaku… Satelita, Szkarłatny Kruk              w Zakonie Walecznych Orłów, w jego elitarnych oddziałach, wśród Krwawych Orłów. Ten sam trop przeznaczeń, wiodący do warowni wendetty przedsięwziętej wobec małodusznych. Pan Marcin – stale pod wpływem LSD, każdorazowo silnym gatunku kartonu i kryształów – morduje bezlitośnie pijawki. Wyobraź sobie proceder wbijania ołowianego kołka w aortę na szyi potwora. Potwora czterokrotnie silniejszego niż statystyczny obywatel. Tego wymaga bezpieczeństwo ludzi.                Z niewielkim, ale równie wartościowym oddziałem nadludzi tępią zwyrodnienie. Realizują wyrok śmierci na każdym z wampirów. Szkatułkowo mam plan opisać również wydarzenia poprzedzające działania Barona, a mianowicie czystkę przeprowadzoną przez Dziewiątą Kampanię Likwidacyjną, gdy to na stosach palono wampiry… Zenon wykorzenia wrzody na ciele społeczeństwa, wyciska z nich ropę      i przebija… Mroczne treści, to zawartość tego zeszytu. Mózg pijawki jest dworcem,   z niego rozchodzą się tory myślowe tej powiastki, na kanwie szarej masy w głowie potwora tworzy się opowieść o losach prawdziwych bohaterów. Pijawka pełznąc po suficie nie czuje, że wisi, dopiero wówczas ma grunt pod nogami. Jak wrony, co drzewa kaleki widzą pod sobą… Zwyrodniałe potwory karmiące się chorobą, kaleki na wywrot, przekleństwo to ich ogień, podłość – woda na ich młyn. Heroina – ekwiwalent dla ekstazy jaką daje picie krwi ludzkiej. Wszystkie te mroczne tematy poruszę i nie twierdzę, że jest to dobrych rzeczy poczynanie. To monochromatyczna wizja naprawy świata, jak zwykle pod własne dyktando…